Miał być szpiegiem w Polsce. Jak białoruskie służby werbowały bojownika DRL

Foto

Oddział, w którym walczył Dzianis Hłazkin

Dzianis Hłazkin spod Łahojska na Białorusi pojechał walczyć po stronie tzw. Donieckiej Republiki Ludowej we wrześniu 2014 roku. W Donbasie zdążył odsłużyć w czterech formacjach – ostatnią był batalion Sparta. 36-letni bojownik opowiedział korespondentce Biełsatu o tym, jak po powrocie na Białoruś próbowano go zwerbować do pracy szpiegowskiej.

Z wykształcenia Dzianis Hłazkin jest artystą, dekoratorem wnętrz, ale mówi, że temat wojny ciekawił go od dziecka. Żył w rodzinie zawodowego żołnierza, jednak od zasadniczej służby wojskowej „wymigał się” – symulował problemy ze zdrowiem. W 2005 roku Hłazkin został skazany na trzy lata pozbawienia wolności w warunkach domowych za chuligaństwo. Na życie zarabiał dekorując mieszkania, mieszkał sam we wsi Pleszczanicy pod Łahojskiem. Nie miał partnerki, a wiosną 2014 roku poznał w internecie dziewczynę z Donbasu.

Dzianis Hłazkin, zdjęcie z sieci społecznościowej

– Właśnie wtedy zaczęły się te wydarzenia. Zalewały mnie informacje z internetu i z telewizji. Początkowo nie zamierzałem walczyć, a tylko marzyłem, by wywieźć stamtąd swoją dziewczynę – mówi Dzianis.

Para umówiła się na spotkanie w obwodzie rostowskim Rosji. Jak twierdzi Hłazkin, nie umawiał się z nikim więcej przed wyjazdem – jechał „zobaczyć ukochaną”. Jednak doszło między nimi do nieporozumienia. Dzianis zamieszkał na pewien czas przy granicy z Ukrainą, nasłuchał się przyfrontowych plotek i postanowił dołączyć do tak zwanego „pospolitego ruszenia”. Ruszył w stronę Doniecka w nadziei na dołączenie do jednego z oddziałów.

Pieczątki w paszporcie bojownika świadczą o wielokrotnym przekraczaniu rosyjsko-ukraińskiej granicy

Galopem przez oddziały

– We wrześniu 2014 roku przekroczyłem granicę przez przejście Matwijiw Kurhan w obwodzie donieckim i pojechałem do Doniecka. Pierwszym oddziałem, do którego trafiłem, był Berkut, który wchodził w skład MSW DRL, byli tam też kozacy. Moim zadaniem była ochrona posterunku przy kopalni im. Skoczyńskiego w rejonie kirowskim i patrolowanie ulic – mówi bojownik.

Po kilku tygodniach Hłazkin przeszedł do 4 batalionu Swarożyczi, który wydzielił się z batalionu Opłot, który przed końcem 2014 roku osiągnął liczebność brygady. To właśnie bojownicy z formacji Opłot byli „gwardią przyboczną” lidera DRL Aleksanda Zacharczenki. Dzięki kontaktom w Opłocie, w październiku 2014 roku Białorusin wstąpił do „wojsk wewnętrznych DRL”, gdzie po krótkim przeszkoleniu został cekaemistą.

– Całkiem nieźle znałem się na broni, dlatego dość szybko nauczyłem się obsługiwać karabin maszynowy. Należy powiedzieć, że czasem zdarzały się zupełnie nowe, nawet nie przestrzelane karabiny rosyjskiej produkcji. Zajmowaliśmy pozycje we wsi Petriwśke, niedaleko lotniska w Doniecku.

Hłazkin w Donbasie

Hłazkin twierdzi, że w wojskach wewnętrznych nie zdał testów sprawnościowych i z grupy szybkiego reagowania został przeniesiony na tyły. W grudniu złożył wniosek o zwolnienie i przeszedł do artylerii batalionu Somali, którym dowodził Giwi Michaił Tołstych, zabity w zamachu w lutym 2017 roku.

– W Somali wyznaczyli mnie na starszego celowniczego działa. Mieliśmy baterię D-30 [haubic kalibru 122 mm]. Chociaż nigdy wcześniej nie strzelałem z armat. Stacjonowaliśmy w Awdijewce i służyliśmy na lotnisku.

Hłazkin twierdzi, że za służbę nie dostawał żołdu. Ale pieniędzy potrzebował – czasem przesyłała je matka, z domowych oszczędności. W styczniu 2015 roku Hłazkin chciał wziąć udział w walkach pod Debalcewem, ale matka kategorycznie zażądała, by wrócił do domu i odcięła finansowanie. Bojownik po raz kolejny zwolnił się z oddziału i pojechał na Białoruś.

„Czekiści nawet nie zrobili rewizji”

Według bojownika, dopóki był w Donbasie, milicja do rodziców nie przychodziła, nikt nie interesował się jego losem. Możliwe, że służby nie wiedziały wtedy jeszcze o udziale Dzianisa w wojnie.

– Wróciłem do Pleszczanic w styczniu, a dopiero jakoś w marcu przyjechali do mnie czekiści z Mińska. Pytają się: „Byłeś?”. Ja mówię: „Nie, w gości pojechałem”. No i odjechali, nawet rewizji nie zrobili. A jakiś miesiąc później do domu wkroczył Ałmaz [antyterroryści MSW Białorusi], od razu położyli mnie na podłogę. Skuli też matkę, która była wtedy w domu. Dziwne, że nie szukali intensywnie, tylko szuflady z wierzchu przejrzeli. Ale mnie samego mocno pobili, po żebrach. Pytali się, jakich Białorusinów tam spotkałem. Powiedziałem o kilku, o Makarze i Biełym, ale o nich już w internecie pisano.

Najemnik z tzw. DRL odsiaduje wyrok na Białorusi. Ale nie za to, że walczył w Donbasie

Jeśli wierzyć mojemu rozmówcy, tą akcją milicjanci mieli go zastraszyć, by później zaproponować współpracę. Hłazkin twierdzi, że kilka dni później musiał pojechać do Mińska, na rozmowę w Głównym Wydziale ds. Walki z Przestępczością Zorganizowaną i Korupcją [HUBAZiK – przyp. red.]. Przy czym nie poinformowano go, czy jest podejrzanym w jakiejkolwiek sprawie karnej. W gabinecie oficerowie zachowywali się już zupełnie inaczej – „reagowali pozytywnie”, gdy przyznał się, że walczył w Donbasie.

Bojownik twierdził, że nie chciał się zgodzić na współpracę ze służbami, dlatego szukał sposobu na wyjazd z Białorusi. W maju 2015 roku napisał do swojego znajomego z batalionu Sparta, Białorusina Siarhieja Sawicza (ps. Bieły) i pojechał do Donbasu.

Hłazkin (po prawej) w szeregach Sparty

Zadanie oficera prowadzącego – pojechać na Ukrainę

Bieły przywitał Hłazkina na dworcu w Doniecku i odwiózł na pozycje Sparty. Białorusin przyjął pseudonim Malewicz i został saperem. Ale po jakimś czasie skłócił się z dowództwem – 30 dni spędził „w piwnicy”. Gdy wyszedł z karceru, dalsza służba w Sparcie nie miała już dla niego sensu i wrócił na Białoruś. W ten sposób w szeregach różnych formacji spędził w Donbasie 8 miesięcy.

To, że Malewicz rzeczywiście był w Sparcie, potwierdził nam bojownik batalionu Stanisław Koniuszewski z Rosji.

Bojownik mówi, że zdarzało mu się zabijać Ukraińców, ale „niedużo, mniej niż dziesięciu”. Nie brał też udziału w dużych operacjach, oprócz oblężenia lotniska w Doniecku – ale i tam nie brał udziału w szturmie. W sierpniu 2015 roku ostatecznie wrócił do ojczyzny.

Po jakimś czasie znów wezwano go do Głównego Wydziały ds. Walki z Przestępczością Zorganizowaną i Korupcją, gdzie był nakłaniany do podpisania porozumienia o współpracy.

– I wyszło im, podpisałem. Do tej pory nie znam ani jednego nazwiska ludzi, którzy nade mną pracowali. Mój oficer prowadzący przedstawił się jako Andrej. Pierwszym tematem, którym miałem się zająć, byli „czarni kopacze”, którzy szukają amunicji i ukrywają ją w domach. Miałem takich ujawniać i informować milicjantów operacyjnych. Próbowali mnie też wkręcić do mińskich kozaków, bo były informacje, że oni też jakąś broń mają. I coś tam rzeczywiście znalazłem… Nawet mi się to trochę podobało.

Praca agenta miała też swoje plusy. Gdy pijanego Hłazkina zatrzymano z przyjaciółmi w Mińsku i odwieziono na komisariat, milicjant bardzo szybko zwrócił mu paszport i przeprosił za pomyłkę.

Jego opowieść częściowo potwierdza wpis w grupie „kopaczy” w VKontakte – na początku 2016 roku rzeczywiście szukał tam kontaktów.

Wiadomość w VKontakte

– Pewnego razu powiedziałem oficerowi prowadzącemu: albo dacie mi coś poważnego, albo nie będę dalej współpracował. Wtedy zaproponował mi wyjazd do Polski, zbliżenie się do Pahoni, Prawego Sektora i zbieranie informacjo o Białorusinach, którzy walczą po stronie Ukrainy. Interesowali ich szczególnie chłopcy, którzy działali na odcinku donieckim. Miałem pojechać na Ukrainę sam. De facto, walczyć po stronie mojego przeciwnika – wspomina Hłazkin.

Chociaż ukraińskie służby prawdopodobnie nie wiedziały o jego uczestnictwie w wojnie po stronie Doniecka i nie było go w bazie portalu Myrotworeć, uznał wyjazd na Ukrainę za zbyt ryzykowny. Odmówił dalszej współpracy ze służbami specjalnymi. Potem wyjechał do Moskwy i znalazł dla siebie pracę w „cywilnej” specjalności. Obecnie mieszka w Moskwie, gdzie zajmuje się dekoracją wnętrz, ale na Białoruś przyjeżdża regularnie. Podczas naszego wywiadu znajdował się w rodzinnej wsi. Nie wyklucza przy tym, że w przyszłości jeszcze weźmie udział w wojnie.

– Związek Ochotników Donbasu rozpowszechnia teraz informacje, że wkrótce będą zbierać ludzi na południowy odcinek frontu, w rejonie Morza Azowskiego. Ofensywa i tak będzie, myślę, że bliżej wiosny.

***

Dzianis Hłazkin nie jest jedynym bojownikiem sił separatystów, który oświadczył, że został zwerbowany przez białoruskie służby. W styczniu 2017 roku były bojownik ŁRL Siarhiej Trafimau opowiedział o swojej współpracy z KGB – jako troll internetowy. Po publikacji prokuratura obwodu ługańskiego Ukrainy poinformowała o wszczęciu sprawy karnej – Trafimau został oskarżony o „udział w nielegalnej formacji zbrojnej, co doprowadziło do śmierci ludzi”. Śledztwo trwa, a bojownik znajduje się na Białorusi na wolności.

Rosjanie aresztowali Amerykanina pod zarzutem szpiegostwa i traktują go jak zakładnika

Kaciaryna Andrejewa, pj/belsat.eu

Zobacz też
Komentarze