Rosjanie aresztowali Amerykanina pod zarzutem szpiegostwa i traktują go jak zakładnika


Paul Whelan, zatrzymany przez FSB w Moskwie to wojskowy emeryt, czy szpieg? Amerykanin, czy Brytyjczyk? Pytania się mnożą, a Rosjanie budują mu legendę groźnego agenta. Źródło: facebook

FSB działa na oślep i nerwowo, wracając do metod z czasów „zimnej wojny”. Nie mogli znaleźć prawdziwego szpiega, to złapali przypadkowego Amerykanina i teraz kreują go na groźnego szpiega.

Były żołnierz amerykańskiej piechoty morskiej, czterdziestoośmioletni Paul Whelan poleciał do Rosji 22 grudnia. Na ślub przyjaciela z armii, który żenił się z Rosjanką. Sześć dni później Whelan przepadł. Kontakt z nim straciła rodzina z USA i przyjaciele z Rosji.

Ostatniego dnia 2018 r. FSB wydała oficjalny komunikat, że zatrzymała obywatela USA, Paula Whelana pod zarzutem szpiegostwa. Obecnie przebywa w specjalnym areszcie śledczym FSB w moskiewskim Lefortowie. Rzekomo jakiś obywatel Rosji przekazał mu w moskiewskim hotelu Metropol pendrive z listą tajnych nazwisk wojskowych. Amerykaninowi grozi nawet 20 lat kolonii karnej.

Później sprawa zaczęła się tylko komplikować. Brytyjski The Times napisał, że Whelan posiada również obywatelstwo Zjednoczonego Królestwa. Amerykańska rodzina zaprzecza, by był szpiegiem. To samo twierdzą amerykańskie władze i eksperci od wywiadu. Ale to nic nie znaczy, bo trudno, żeby Waszyngton się przyznał. Tak samo, jak Rosjanie, kiedy w USA zostaną schwytani ich szpiedzy. Tym razem wiele jednak wskazuje, że Rosjanie zadziałali na ślepo. Byle tylko zdobyć zakładnika. Bo mają kogoś, kogo chcieliby z Amerykanami wymienić.

Polowanie na zakładnika

W lipcu ubiegłego roku FBI aresztowało w Waszyngtonie trzydziestoletnią Rosjankę, Marię Butinę. Oskarżono ją o infiltrowanie amerykańskich środowisk konserwatywnych w celu wpływania na kampanię wyborczą Donalda Trumpa i pozyskiwania agentów oraz informacji. Po kilkumiesięcznym pobycie w amerykańskim areszcie, w połowie grudnia Butina zgodziła się na współpracę z prokuraturą.

Po kilku miesiącach w areszcie Maria Butina zaczęła mówić i przyznaje się do pracy dla rosyjskich służb. Źródło: Forum/Reuters

Miała przyznać, że współpracowała z byłym szefem rosyjskiego banku centralnego, Aleksandrem Torszynem w celu szkodzenia USA. W zamian za współpracę dostanie zapewne łagodniejszy wyrok. Informacje, że Butina zaczęła mówić, wywołały w Moskwie panikę. Nie dlatego, że dużo wie, ale ponieważ może zostać żywym symbolem rosyjskiej interwencji w zachodnią politykę. Potwierdzeniem hipotez o istniejącej siatce agentów wpływu.

– Moskwa znalazła się w trudnym położeniu, gdyż nie przyzna się nigdy, że Butina jest jej agentką, a jednocześnie niepisana, ale kanoniczna zasada wywiadu mówi, że swoich się nie zostawia w rękach wroga – tłumaczy Biełsatowi Andriej Sołdatow, specjalista ds. służb specjalnych z portalu agentura.ru i dodaje – Dlatego zaczęły się gorączkowe poszukiwania rozwiązania awaryjnego i najprawdopodobniej służby zdecydowały się na rozegranie tego w „starym stylu”.

Ów styl polega na zdobyciu karty przetargowej, oraz dokonaniu wymiany. Rosyjskie służby zapewne już dawno przewertowały listy osadzonych w łagrach agentów CIA, czy MI6. Są to jednak głównie Rosjanie, których złapano na współpracy z zachodnimi służbami. W grę nie wchodzili więźniowie polityczni, tacy jak ukraiński reżyser Ołeh Sencow. Potrzebny był Amerykanin. Najlepiej taki, który w Rosji bywał i ma przeszłość, za pomocą której łatwo można zasugerować związki ze służbami.

Karta przetargowa

Paula Whelena obserwowano zapewne od dawna. Służby kontrwywiadowcze FSB w ostatnim czasie sprawdzają każdego Amerykanina często odwiedzającego Rosję. Whelen przyjeżdżał wielokrotnie od 2007 r., miał w Rosji przyjaciół (wspomnianego kolegę z wojska i jego znajomych). W Rosji mu się podobało na tyle, że założył profil na Vkontakte, rosyjskim Facebooku, i nauczył się podstaw rosyjskiego. Był kiedyś w korpusie marines, potem pracował jako spec od bezpieczeństwa w firmie konsultingowej Kelly Services, a następnie w firmie produkującej części samochodowe BorgWarner.

– Jego zawód i wojskowa przeszłość za bardzo zwracała uwagę, dlatego ktoś o takiej przeszłości nie nadaje się na przykrywkę dla działalności szpiegowskiej – przekonywał w rozmowie z The Washington Post Chris Costa, były oficer CIA.

Ale jednocześnie ten życiorys doskonale nadaje się na przedstawienie Whelena jako niebezpiecznego szpiega – ale w celach propagandowych. Pojawiły się np. informacje, że wśród 59 rosyjskich znajomych na Vkontakte są studenci i absolwenci moskiewskiej akademii wojskowej. FSB twierdzi, że Whelan pozyskiwał od nich sekretne informacje o rosyjskiej armii.

– Brzmi to tak komicznie, że pewnie oficerowie prowadzący tę sprawę pękają ze śmiechu, kiedy muszą opowiadać, że złapali szpiega z Vkontakte – mówi Andriej Sołdatow – Ta sprawa dodatkowo podkopie i tak złe relacje Rosji i USA i jeszcze bardziej wprowadza reguły zimnej wojny do polityki międzynarodowej.

Wymiana Whelena będzie dodatkowo skomplikowana również z powodu posiadanego przez niego brytyjskiego obywatelstwa. A stosunki Londynu i Moskwy są jeszcze gorsze niż relacje z Waszyngtonem. Gdyby Rosjanom udało się jednak wymienić domniemanego szpiega, na prawdziwą agentkę Marię Butinę, byłby to ich ogromny sukces.

Już raz go odnieśli, wymieniając przypadkowego zakładnika na prawdziwy klejnot. W 1986 r. KGB schwytało Nicolasa Daniloffa, amerykańskiego korespondenta w Moskwie. Oskarżono go o szpiegostwo. Była to sowiecka odpowiedź na pojmanego kilka dni wcześniej przez FBI w Stanach Zjednoczonych Giennadija Zacharowa, sowieckiego fizyka i szpiega. Administracja Ronalda Reagana zgodziła się na wymianę, choć Zacharow, w odróżnieniu od Daniloffa był prawdziwym agentem.

Ówczesne KGB również zbudowało legendę dziennikarza – groźnego szpiega. Doszło do wymiany, na której Amerykanie pozornie stracili. Ale w świecie tajnych służb obowiązuje zasada, że swoich się nie zostawia w rękach wrogach. Nawet, jeśli są tylko przypadkowymi ofiarami gry wywiadów.

Michał Kacewicz/belsat.eu

Zobacz też
Komentarze