Co się odwlecze, to nie uciecze? Putin nie zapomni o „integracji” z Białorusią

Z faktu, że rosyjski prezydent ma alternatywne pomysły na zachowanie władzy nie wynika wcale, że zostawi Aleksandra Łukaszenkę w spokoju. Przeciwnie, priorytetem dla Putina jest wchłonięcie Białorusi.

Orędzie Władimira Putina przyniosło kilka niespodzianek i nadało walce o sukcesję władzy po 2024 r. nowej dynamiki. Putin zapowiedział zmiany ustrojowe, m.in. osłabienie kompetencji prezydenta na rzecz parlamentu i rządu. O tym, że jego słowa są poważne, a kremlowska machina biurokratyczna na serio zabrała się do korekty kursu świadczy, że kilka godzin po orędziu do dymisji podał się rząd Dmitrija Miedwiediewa. Zaraz potem pojawiły się spekulacje, jak Putin zamierza kontynuować swoją władzę.

Dlaczego Miedwiediew musiał odejść?

Wśród najczęściej powtarzanych hipotez są takie, że wzmocni pozycję premiera, aby samemu objąć tę posadę (tak jak to się stało w 2008 r.). Albo obejmie stanowisko szefa rady federacji o znacząco wzmocnionych kompetencjach. Lub inną, ważną posadę gwarantującą mu panowanie nad systemem politycznym już nie jako prezydent Rosji. Hipotezy te usunęły w cień dotąd najbardziej popularną teorię, że Putin zmierza do utworzenia Związku Białorusi i Rosji głównie po to, żeby objąć stanowisko prezydenta nowego tworu państwowego i w ten sposób utrzymać władzę.

Białorusini nie mogą jednak odetchnąć z ulgą po wczorajszym orędziu. Bo wariant superprezydenta nowego mini ZSRS-bis wcale nie został zdjęty z tapety. A nawet Putin wybrał inny sposób utrzymania władzy, Kreml nie porzuci idei podporządkowania Białorusi.

Eksperci w Mińsku: „Anschluss” Białorusi Kremlowi już niepotrzebny

Projekt imperialny

Wystarczy dobrze wsłuchać się w to, co Władimir Putin mówi publicznie od co najmniej roku. Jego celem jest zachowanie władzy, ale żeby to zrobić musi na nowo pobudzić euforię, jaką już nie raz wywoływał – głównie ekspansywną i agresywną polityką zewnętrzną, lub przyspieszeniem w rozwoju gospodarczym, napędzanym wysokimi cenami ropy. Na to drugie nie ma szans, nawet nie z powodu cen baryłki ropy, lecz z uwagi na strukturalne problemy rosyjskiej gospodarki i perspektywy utrzymywania się stagnacji, lub co najwyżej nieznacznego wzrostu.

Pierwszy środek jest natomiast osiągalny. Tylko, że sukcesy Putina na Bliskim Wschodzie słabo przemawiają do Rosjan. Najlepszy efekt wywołują działania odwracające to, co Putin nazwał niegdyś „największą tragedią geopolityczną XX wieku”, czyli rozpad ZSRR. Integracja z Białorusią i utworzenie mini-ZSRR byłoby dla Putina zagraniem na najbardziej emocjonalnej nucie w duszy Rosjan. Pokazaniem, że odbudował imperium (nawet, jeśli w wersji kieszonkowej). W retoryce Putina jest wiele elementów, które wskazują, że właśnie to: odbudowa imperium, jest jego głównym celem.

„Integracja z tobą lub bez ciebie”. Rosyjski historyk o ultimatum dla Łukaszenki

Zachowanie władzy po 2024 r. wygląda przy tym celu jedynie na środek do jego realizacji. W tym kontekście nie ma większego znaczenia w jakiej formie ową władzę Putin zachowa. Temu celowi służy batalia historyczna i próby rehabilitacji Stalina, jako wielkiego wodza w II wojnie światowej, oraz pokazywanie, że za przelaną w czasie wojny krew swoich obywateli Rosja ma prawo do wpływów w krajach, które jej zdaniem wyzwalała.

Temu służą również populistyczne hasła Putina i pomysły zwiększania pomocy socjalnej oraz naciski na elity przy jednocześnie okazywanej przez prezydenta trosce o zwykłego obywatela. Jest to całkowicie świadome budowanie narracji nowo-imperialnej. To jednak oznacza, że Putin zyskuje dodatkowe narzędzie nacisku na Alaksandra Łukaszenkę. Już nie tylko ropę, gaz i kredyty ratujące białoruską gospodarkę. Teraz również ideologię i pomysł na przyszłość dla Rosji i Białorusi, konkurencyjne wobec Łukaszenki.

Konkurenci czy partnerzy

Do tej pory to białoruski prezydent miał w swoim kraju monopol na tego typu retorykę. Oczywiście odpowiednio przykrojoną do skali i aspiracji niewielkiej republiki. Mało tego, również w Rosji był kojarzony z przywództwem w starym, sowieckim stylu. W odróżnieniu od Putina, który mimo wszystko robił sporo, by mieć bardziej technokratyczny wizerunek i zachodni sznyt.

Ale to się zmienia. Putin wchodzi brutalnie na pole Łukaszenki i ma znacznie lepsze instrumenty, by przechwycić neo-sowiecką narrację. W jego wykonaniu będzie ona miała wymiar światowy, a nie lokalny i w sumie bardzo prowincjonalny, jak u Łukaszenki. Białoruski prezydent wykazał się dużą naiwnością sądząc, że jest bezpieczny, bo gwarantuje stabilizację na Białorusi i lojalność wobec Kremla, co ma dla Rosji duże znaczenie. Teraz dla Putina ważniejsze jest, by jeszcze przed 2024 r. osiągnąć sukces i pokazać, że jest zdolny odbudować imperium choćby w kadłubowej postaci.

Polska może pomóc Białorusi ropą. Czy Łukaszenka jest tym zainteresowany?

W minionym roku Łukaszenka łapał się każdej okazji, by bronić się przed integracją. Cykliczne awantury o dostawy ropy i gazu miały swoją kulminację pod koniec roku. Ostatecznie na kilka dni Rosjanie zakręcili Białorusi ropę w noworoczną noc. Kryzys doraźnie został już zażegnany, ale Mińsk wciąż nie załatwił przyszłości dostaw kluczowych surowców energetycznych. Rosja wciąż ma instrument nacisku, a Łukaszenka nigdy poważnie nie zadbał o budowanie dla Białorusi solidnej alternatywy wobec rosyjskich dostaw ropy i gazu.

Mało związane z realiami hasła o dostawach z innych kierunków: Polski, Ukrainy, Zakaukazia, a nawet Wenezueli, czy Zatoki Perskiej rzucał w panice, kiedy miał nóż na gardle. Słuchając orędzia Putina Łukaszenka musiał czuć ciarki na plecach. Zrozumieć, że imperialny projekt sukcesji władzy w Rosji właśnie ruszył.

I albo białoruski prezydent podporządkuje się i wpisze w ten projekt w roli peryferyjnego wasala, albo Kreml pozbędzie się go – dalej negocjując siłowo integrację i doprowadzając białoruską gospodarkę do upadku. Reforma ustrojowa w Rosji nie oznacza bowiem rezygnacji Putina z planów wchłonięcia Białorusi. Mogą one co najwyżej rozciągnąć się w czasie i ulec jakiejś korekcie.

Michał Kacewicz/belsat.eu

Zobacz też