Dlaczego Miedwiediew musiał odejść?

Michał
Kacewicz

Dzisiejsze orędzie jest zapowiedzią poważnych zmian w kremlowskiej elicie i ustroju Rosji. Dymisja Miedwiediewa skutkiem nowego pomysłu Putina na Rosję i swoją polityczną przyszłość.

W wygłoszonym dziś przed Zgromadzeniem Federalnym orędziu Władimir Putin wskazał kierunki zmian ustrojowych i politycznych. Właśnie kierunki, a nie jeden, określony kurs. Mówił na przykład o koniecznych zmianach w konstytucji, ale nie o napisaniu nowej. Wskazał, że należy konstytucyjnie zakazać grupie najwyższych urzędników posiadać drugi paszport (obywatelstwo) innych, najczęściej zachodnich państw, bądź ich rezydenturę podatkową. Putin powiedział, że należy się określić, czy służy się narodowi rosyjskiemu, czy nie.

Kamery pokazywały siedzących w pierwszym rzędzie urzędników. Wśród nich Dmitrija Miedwiediewa. Miny im nie rzedły tylko dlatego, że lata praktyki nauczyły ich jak zachowywać kamienną twarz, nawet kiedy słyszą wyrok publicznej śmierci. Poza tym, pewnie wiedzieli już, co ich czeka.

I wcale nie dlatego, że Miedwiediew ma drugi paszport. Mają je liczni urzędnicy. Ale sugestia Putina musiała ukłuć w serce zwłaszcza kremlowskich „liberałów”, do których zalicza się przecież Miedwiediew. Wierny, lojalny wobec Putina aż do bólu. Ale reprezentujący inną Rosję, niż tę, którą Putin dziś namalował w orędziu i którą mamił nowymi, socjalnymi obietnicami. Miedwiediew do tej Rosji nie pasuje.

W odstawkę

Dlatego kilka godzin później Miedwiediew usiadł przed Putinem i podał rząd do dymisji. A Putin dymisję przyjął. Miedwiediew coś jednak dostanie: stanowisko zastępcy szefa Rady Bezpieczeństwa. Dla drugiej osoby w państwie będzie to wypchnięcie z głównego nurtu polityki i pewnego rodzaju zsyłka do kremlowskiego czyśćca. Zwłaszcza, jeśli się okaże, że poza Miedwiediewem tylko nieliczni ministrowie stracą teki i nowy rząd będzie odtworzeniem składu starego.

Oficjalne interpretacje okołokremlowskich ekspertów, mediów i polityków głoszą, że dymisja była konieczna, bo Putin zapowiedział zmiany w konstytucji. Mają one rozproszyć kompetencje prezydenta i np. wzmocnić parlament i rząd. Premiera ma wybierać parlament, a nie prezydent. Putin tłumaczył to w orędziu tym, że rosyjska scena polityczna na tyle dojrzała, że można zmniejszyć zakres władzy prezydenckiej i wzmocnić władzę ustawodawczą i wykonawczą.

Dmitrij Miedwiediew podał się z rządem do dymisji

Jednocześnie Putin rzucił jakby zdawkowo, że może trzeba znieść ograniczenie dwóch kadencji prezydenckich pod rząd (taki, obecny zapis wyklucza ponowny wybór Putina po końcu obecnej kadencji w 2024 r.). Zaraz potem dodał, że nie jest to najważniejsze.

W orędziu wysłał zatem dwa sprzeczne komunikaty: chce utrzymania władzy, a jednocześnie jej osłabienia. Bo tak naprawdę Putin nie zdecydował. Testuje różne możliwości i otwiera drogi. Potem wybierze.

Ojciec narodu

Putin konsekwentnie buduje swój wizerunek jako dobrego „ojca narodu” dbającego o prostego obywatela. Jego ostatnie orędzia i konferencje prasowe uciekają przecież od tematyki międzynarodowej i są poświęcone głównie sprawom wewnątrzrosyjskim. Są wyliczanką obietnic socjalnych: troski o szkoły, szpitale, młodzież i regiony. Nie inaczej było dzisiaj. Putin wyraźnie dystansuje się od elit, a dziś je piętnował. Ale, żeby to nie były puste słowa, musiał kogoś z elity poświęcić.

Miedwiediew się do tego idealnie nadaje. Były już premier wręcz symbolizuje technokratyczną i liberalną nogę Kremla. Nie jest też wykluczone, że to powiązana z Miedwiediewem koteria stawiała opór wobec planów zwiększania wydatków socjalnych, które obiecywał dziś Putin.

Zapewne nie jest to koniec wietrzenia gabinetów. Skoro Putin krytykuje polityków-biznesmenów mieszkających za granicą, to należy się spodziewać kolejnych kampanii uderzających w takich urzędników. Oczywiście pokazowo i w tych, którzy narazili się czymś innym, niż drugi paszport. Wyjątkowo populistyczne orędzie wskazuje, że być może Władimir Putin rozważa opcję kazachską.

Kazachstan: pierwsze w historii wybory bez Nursułtana Nazarbajewa

W Kazachstanie Nursułtan Nazarbajew odszedł ze stanowiska prezydenta, ale pozostał stojącym z boku, „ojcem narodu” z kluczowym wpływem na politykę. Do takiej operacji Putin potrzebuje jednak znaczącego wsparcia społecznego, a nawet euforii i putinomanii, podobnej do tej z czasu aneksji Krymu. Tymczasem obecnie jego notowania są kiepskie, a Rosjanie zmęczeni stagnacją i pogrążeni w depresji. Coraz częściej się też buntują. Putin potrzebuje nowego otwarcia i energii.

Oprócz tego chce mieć lojalne i skonsolidowane elity. W tym celu musi przeprowadzić roszady personalne. Np. obciążyć większą odpowiedzialnością siedzących w Dumie Państwowej deputowanych, pełniących dotąd rolę maszynek do głosowania. Przynajmniej pozornie dać więcej władzy elicie i skoncentrować ją wokół haseł patriotycznych i społecznych.

Putin obiecał dziś więcej demokracji i władzy dla parlamentu, partii, rządu i sądów. Ale tylko po to, by na koniec tej operacji mieć więcej władzy i jak najdłużej utrzymać ją w swoim ręku. Bo wbrew temu co dziś mówił, to nie konstytucja, ani parlament są gwarantem stabilności władzy rosyjskiej elity. Tylko on sam.

Putinizm: konserwatyzm, socjalizm i liberalizm plus Putin

Michał Kacewicz/belsat.eu

Zobacz też