Autor filmu o zaginionych politykach: Białoruskie władze nie mogą tego tak zostawić

 

Belsat.eu porozmawiał z Christianem Trippe, reżyserem filmu „Zabójstwa przeciwników Łukaszenki na Białorusi – spowiedź świadka”.

– Kiedy przygotowaliście ten film, myślał Pan, że będzie on miał taki oddźwięk w mediach rosyjskojęzycznych i na samej Białorusi? Że będzie tak efekt?

– Szczerze mówiąc – tak. Nieźle znam Białoruś. Byłem tam w roku 2001 roku i jeszcze kilka razy później. Słyszałem od swoich kolegów w pracy i od kolegi o zaginięciach przywódców opozycji. Dlatego nie dziwię się tak mocnej reakcji i temu, że zawiązała się taka dyskusja wokół tych odkryć, których dokonaliśmy w filmie.

– A co pan sądzi o braku reakcji ze strony władz Białorusi? Milczą na ten temat…

– Na ile pozwala mi monitorowanie tej sytuacji z Berlina, to białoruskie kierownictwo oraz ludzie, którzy mieli do czynienia z zaginięciami sprzed 20 lat, nie oczekiwali takiego zwrotu akcji. Nie oczekiwali, że ktoś z nich, ktoś kto służył w tej jednostce wojskowej i kto wie o tym co zdarzyło się 20 lat temu, będzie publicznie opowiadać jako świadek o tym, co widział na własne oczy.

Nigdy wcześniej nie słyszeliśmy o tych faktach. Jako pierwsi podaliśmy pewne dowody i informacje o ciałach zamordowanych polityków.

Białoruski specnazowiec przyznał się do udziału w zabójstwach opozycjonistów w l. 90.

– Wie Pan, że płk Pauliczenka powiedział, że nie może sobie przypomnieć bohatera waszej historii? Mówi, że go nie zna.

– Tak, ale w pierwszym komentarzu dla portalu tut.by Pauliczenka powiedział, że Harauski pełnił służbę w oddziale [SOBR – Specjalnym Oddziale Szybkiego Reagowania wojsk wewnętrznych MSW].

– Uściślę: to była już inna reakcja… Pauliczenka powiedział, że pomylił Harauskiego z innym funkcjonariuszem.

– Ale my widzieliśmy dokumentalne świadectwa, które przekonały nas, że nasz świadek – Juryj Harauski – pełnił służbę w jednostce nr 3214. Są też zdjęcia ze spotkania Stowarzyszenia Weteranów, gdzie wyraźnie widać pana Harauskiego – w drugim rzędzie, naprzeciwko Dzmitryja Pauliczenki. Jasne, że go zna.

Płk Pauliczenka zaprzeczył, że mordował opozycjonistów

– A czytał pan wywiad z Pietruszkiewiczem, byłym śledczym badającym sprawę zaginionych polityków? Mówi on, że nie wierzy Harauskiemu, bo ten przedstawił mieszaninę z powszechnie znanych faktów. Wybrał je i podsunął wam.

– Nie czytałem tego wywiadu. Nie mogę go komentować. Ale powiem, że pracowaliśmy bardzo intensywnie z tym, co nam mówił Harauski, aby upewnić się, że nie mamy do czynienia z kłamcą, który chce zwrócić na siebie uwagę lub po prostu kogoś oskarżyć. Staraliśmy się tego uniknąć: podaliśmy fakty.

Harauski powiedział nam coś, czego nie publikowaliśmy, co było absolutną nowością. Wszystkie fakty sprawdzaliśmy na miejscu, przez ludzi na Białorusi, którzy mieli informacje o trzech zaginionych politykach.

I doszliśmy do wniosku, że prawdopodobieństwo tego, że Harauski mówi prawdę, jest bardzo duże. Ponieważ część rzeczy, o których mówił, mogła być znana tylko ludziom biorącym udział w tej zbrodni.

Kompilacja znanych faktów? Były śledczy o relacji domniemanego uczestnika zabójstw politycznych

– Jak długo przygotowywaliście tę historię? O ile się nie mylę, ok. pół roku?

– To było kilka miesięcy.

– Czy słyszał Pan wersje, że ten film był „wyreżyserowany” w Moskwie i brał w tym udział Kreml? I że czas, kiedy zjawiły się wynik tego dziennikarskiego śledztwa, nie był przypadkowy, ale związany z negocjacjami Alaksandra Łukaszenki i Władimira Putina nt. integracji…

– Cztery tygodnie temu, na zamkniętym spotkaniu z redaktorami omówiliśmy, kiedy opublikować tę historię. Byliśmy na 100 proc. przekonani, że ludzie, którzy będą kwestionować nasze śledztwo, od razu powiążą to z rozmowami na najwyższym szczeblu między Moskwą a Mińskiem. To było nie do uniknięcia.

W napiętej sytuacji politycznej pomiędzy Rosją a Białorusią oraz dwoma szefami państw i tak ktoś powiązałby to negocjacjami – niezależnie od tego, kiedy byśmy to opublikowali.

Decyzja, którą podjęliśmy, to wyemitować film w 2019 r., w ważną 20. rocznicę tych wydarzeń. Oto przyczyna, dlaczego opublikowaliśmy to teraz. No i żeby nie dawać takiej historii na Boże Narodzenie.

Żona zaginionego dziennikarza komentuje „spowiedź” członka białoruskich szwadronów śmierci

– Proszę nie odebrać tego jako atak personalny… Ktoś wam zapłacił za to śledztwo? Ktoś nieznany, może ktoś z Rosji? Może pomagano wam finansowo lub w inny sposób?

– Nie, nie. Nikt. Nikt nie pomagał, nikt nie płacił. Tak jak i my nie płaciliśmy panu Harauskiemu, co jest bardzo ważne. Deutsche Welle nie płaci za informację i wywiady. Powiedział, że chce się oczyścić, zrzucić kamień z serca. Że on cierpi z powodu tego, co zrobił i w co był wciągnięty, co mu kazano robić przez wiele lat. To jego motyw.

– Ale wielu ludzi, którzy oglądali ten film – i ja np. też – nie widzę, żeby Harauski bardzo się kajał i żałował tego, co zrobił.

– Myślę, że on żałuje. Żałuje nieco inaczej niż Pan, czy ja. Czy inni ludzie, którzy nie przeszli szkolenia w jednostkach specjalnych i nie zabijali ludzi – jeśli rozumie Pan, co mam na myśli. To kwestia charakteru i temperamentu. Sposób, w jaki żałował tego, co zrobił, też wydawał mi się chłodny i pełen dystansu.

Ale były momenty, kiedy obserwowaliśmy, że coś się dzieje w jego duszy. Kilka razy pytaliśmy go, że tak to ujmę, o stopień jego skruchy.

Powiedział, że ma od tego czasu pewne problemy psychologiczne, o których nie chce rozmawiać. Że nie chce rozmawiać o szczegółach publicznie. Jesteśmy dziennikarzami, a nie psychologami, ani terapeutami. Są rzeczy, które po prostu musimy przyjąć.

Odświeżyć pamięć… Wspólne zdjęcie domniemanych członków „szwadronu śmierci” Łukaszenki

– Co będzie dalej, myśleliście o tym? Co się stanie w przyszłym roku, może śledztwo zostanie wznowione?

– Są już pewne sygnały z Mińska, że sprawa będzie badana jeszcze raz. Naciskają na to rodziny i zjednoczenie krewnych ofiar, które chcą, aby uwzględniono nowe fakty, a postępowanie wznowiono. Mam nadzieję, że tak się stanie, ale nie jestem ekspertem od białoruskiego systemu prawnego. Jeśli Pan pamięta, to Harauski zwrócił się do białoruskiej jurysdykcji w jednym ze swoich apeli.

Chciałby stanąć przed sądem i zeznawać. Powiedział nam o tym.

Może więc tak się stać i proszę uwierzyć – jeszcze będzie presja ze strony Rady Europy i tych, kto zna białoruskie sprawy, żeby Mińsk wszczął śledztwo, bo jest nowy świadek.

Śledztwo zawieszono po 20 latach. Sprawa porwanych oponentów Łukaszenki zostanie niewyjaśniona

– Ktoś z oficjalnych białoruskich struktur kontaktował się z Panem? Może prosił o kontakt z Harauskim?

– Nie. Nikt. Było jedynie oświadczenie szefa Społecznej Komisji ds. Badania Porwań Politycznych. Przewiduję jednak, że coś musi się stać. Władze Białorusi nie mogą tego zostawić tak po prostu. I powiedzieć: dobra, jest jakiś człowiek i może mówi prawdę, a może nie. Oni tego tak nie zostawią. Myślę, że Harauski ma więcej informacji niż nam zdradził. Dlatego ktoś powinien wmieszać się w to oficjalnie. I myślę, że tak będzie.

– Czy są jakieś ważne informacje, które pozostały poza kadrem. Których nie pokazaliście, ale zachowaliście np. do następnego filmu? Może będzie ciąg dalszy tej historii?

– To akurat jest to, co planujemy: zrobić sequel. Nie 30 minut, ale może 5 lub 8. Oczywiście zależy to od reakcji na film. Kto co powie, czy będą reakcje polityczne. Myślę, że kontynuacja zjawi się w ciągu 2-3 tygodni.

– Ale czy zostały wam jakieś informacje, które zachowaliście nie publikując teraz, a pozostawiając na później?

– To nie całkiem tak. Spotykaliśmy się z nim kilka razy. Nagrywaliśmy bardzo długie wywiady. To wiele godzin materiału, a film ma 28 minut. I oczywiste jest, że wiele szczegółów nie znalazło się w filmie. To jest to, co możemy wykorzystać później, kiedy postanowimy kontynuować śledztwo i dodać więcej materiału do historii.

– Bardzo dziękuję za tę rozmowę.

– A ja dziękuję za zainteresowanie tematem. I dziękuję waszej telewizji. Wsparliście nas również – pewnymi kadrami wideo do naszego filmu.

Jak likwidowano opozycjonistów na Białorusi. „Szwadrony śmierci” Łukaszenki?

Rozmawiał Ihar Kulej/belsat.eu

(cez)

Zobacz też

Wiadomości