Jak likwidowano opozycjonistów na Białorusi. „Szwadrony śmierci” Łukaszenki?


Dziś przypada 20. rocznica pierwszego zaginięcia białoruskiego opozycjonisty. Niezależne śledztwo w sprawie tej zbrodni obnażyło mechanizmy działania reżimu Łukaszenki.

20 lat temu bez wieści zaginał Juryj Zacharanka – były szef MSW, a następnie białoruski opozycjonista. To zaginięcie jest przypisywane działającym na Białorusi „szwadronom śmierci”.

W latach 1999-2000 bez wieści zaginęli, oprócz Zacharenki, również Wiktar Hanczar, lider opozycji, Anatol Krasouski, sympatyzujący z opozycją biznesmen oraz Dzmitry Zawadski, pochodzący z Mińska operator rosyjskiej TV ORT.

Według śledztwa Prokuratury Generalnej Białorusi Zacharanka został porwany wieczorem 7 maja 1999 r. na prospekcie Żukouskiego na obrzeżach Mińska. Nieznani sprawcy zaciągnęli go do samochodu osobowego i wywieźli w nieznanym kierunku. Nigdy nie odnaleziono jego ciała. W nocy 17 września 1999 r. na ul. Fabrycznej w Mińsku zaginęli: Wiktar Hanczar i Anatol Krasouski. 7 lipca 2000 r. w drodze z domu na lotnisko w Mińsku zniknął białoruski operator pracujący dla rosyjskiej telewizji ORT. Kilka lat wcześniej był osobistym kamerzystą Alaksandra Łukaszenki. Świadkowie wśród kilku porywaczy rozpoznali żołnierzy oddziału antyterrorystycznego MSW Ałmaz. Do dziś nie udało się odnaleźć ciała żadnego z porwanych.

Termin „szwadrony śmierci” powstał w drugiej połowie XX w. w Ameryce Łacińskiej i dotyczył zbrojnych grup, które zajmowały się pozasądowymi zabójstwami i torturowaniem przeciwników władz.

Białoruscy opozycjoniści, niezależni dziennikarze i obrońcy praw człowieka w swoim raporcie stwierdzili, że porwań i zabójstw dokonywali członkowie „szwadronów śmierci”, którzy w latach 90. z polecenia Łukaszenki najpierw likwidowali białoruskich gangsterów. Osobiście tym faktem chwalił się zresztą kilkakrotnie sam białoruski prezydent. Z pozasądowymi zabójstwami łączą oni również Wiktara Szejmana, ówczesnego szefa Rady Bezpieczeństwa Białorusi, b. szefów MSW Juryja Siwakowa i Uładzimira Nawumawa, dowódcę jednostki wojskowej 3214 Dzmitryja Pauliczenkę i Mikałaja Wasilczankę – ówczesnego szefa Służby Bezpieczeństwa Prezydenta.

Wnioski śledztwa białoruskich aktywistów zostały potwierdzone w raporcie Christosa Pourgouridesa, deputowanego Zgromadzenia Parlamentarnego Rady Europy, który przeprowadził własne śledztwo. Wśród głównych dowodów przywoływanych przez białoruskich obrońców praw człowieka jest raport Mikałaja Łapacika, naczelnika Milicji Kryminalnej oraz zeznania byłego naczelnika Aresztu Śledczego SIZA-1 Aleha Ałkajewa. W raporcie Łapacika z dn. 21 listopada 2000 r. skierowanego do ministra spraw wewnętrznych Uładzimira Nawumawa napisano, że rozkaz do zabicia Zacharanki wydał Dzmitryjowi Pauliczence Wiktar Szejman. O zabezpieczenie informacyjne akcji miała zadbać Służba Bezpieczeństwa Prezydenta. Porwania i zabójstwa dokonali żołnierze specnazu pod dowództwem Pauliczenki.

Dzmitryj Pauliczenka (z lewej) domniemany dowódca bialoruskich „szwadronów śmierci”. Zdj. .sb.by

Ałkajeu z kolei informował, że bezpośrednio przed zniknięciem przeciwników politycznych Łukaszenki na polecenie szefa MSW Juryja Siwakowa wypożyczał pistolet służący do wykonywania kar śmierci w więzieniu. Prawdopodobnie to z niego zastrzelono porwanych.

Z początku śledczy MSW i KGB przy współpracy z Prokuraturą Generalną ujawnili, że podejrzanymi są: Szejman, Pauliczenka, Siwakou. Pauliczenka trafił nawet do aresztu śledczego i został przesłuchany. Jednak nagle w tok śledztwa wmieszał się sam Łukaszenka i nakazał uwolnienie zatrzymanego. Jak stwierdzili obrońcy praw człowieka, stało się tak przy złamaniu procedury postępowania karnego.

Posady swoje utracili tymczasem, ci którzy dążyli do wyjaśnienia sprawy: Prokurator Generalny Aleh Bażełka, którego zastąpił podejrzany w sprawie Wiktar Szejman i szef KGB Uładzimir Mackiewicz oraz Łapacik, Ałkajeu i inni ludzie związani ze śledztwem. Zamieszany w sprawę Jury Siwakou został zastępcą szefa Administracji Prezydenta Białorusi.

Łukaszenka po raz ostatni opowiadał publicznie o pozasądowych zabójstwach podczas swojego Orędzia do Narodu i Zgromadzenia Narodowego w kwietniu 2018 r. Tłumaczył wtedy, że wysyłał „zaufanych ludzi z karabinami”, aby likwidowali bandytów napadających na podróżnych na trasie Berlin-Moskwa. Jednak nigdy nie przyznał, że przyczynił się do zniknięcia swoich politycznych oponentów. Podkreślał, że na Białorusi zdarza się, że ludzi giną bez wieści i nie ma to związku z ich działalnością polityczną. Nie powinno się więc jego zdaniem przykładać do tych zaginięć zbyt wiele uwagi.

„Zaufani ludzie z karabinami”: co Łukaszenka mówił o swoich szwadronach śmierci

Śledztwa w sprawie zaginionych kilkakrotnie już przedłużano. W styczniu 2019 r. Komitet Śledczy Białorusi umorzył postępowanie w sprawie zaginięcia Zacharanki w związku „z brakiem znalezienia osoby kwalifikującej się do oskarżania”. Szejman, Siwakou, Pauliuczenka, podejrzani o związki z „szwadronami śmierci” do dziś znajdują się na liście osób objętych sankcjami Unii Europejskiej.

II,jb/ belsat.eu

Zobacz też
Komentarze