Siedem etapów „spiskowej teorii” Łukaszenki

Podczas spotkania z aparatem urzędniczym wysokiego szczebla Alaksandr Łukaszenka skomentował aktualną sytuację polityczną na Białorusi.

Zdaniem Łukaszenki, wydarzenia ostatnich tygodni świadczą o realizacji planu stopniowej likwidacji białoruskiego państwa. Mają za nim stać – jak sam to określił – nawet nie zewnętrzni przeciwnicy Białorusi, ale agresorzy. Plan ten miał być szczegółowo przygotowywany przez ostatnie dziesięć lat:

– Nazwijmy tych wszystkich graczy po imieniu, żeby wszystkie maski opadły równocześnie. Na poziomie globalnym to przede wszystkim Stany Zjednoczone Ameryki, a konkretniej – sieć ich fundacji zajmujących się wspieraniem tak zwanej demokracji. Na kontynencie europejskim aktywnie działały państwa satelickie Ameryki: Polska, Litwa, Czechy oraz, niestety, nasza Ukraina – stwierdził Alaksandr Łukaszenka.

Każdy z wymienionych krajów otrzymał inne zadania, na przykład Polska miała działać jako „inkubator mediów” poprzez TV Biełsat czy kanał NEXTA na komunikatorze Telegram, a Litwa zaogniać międzynarodową sytuację wokół budowanej w Ostrowcu na Białorusi elektrowni atomowej.

Alaksandr Łukaszenka podczas spotkania z urzędnikami. Fot.: president.gov.by

Szef białoruskiego państwa wyszczególnił siedem stadiów podejmowanych przez wrogie państwa działań.

Pierwsze – to przygotowanie narzędzi tak zwanej „miękkiej siły” do wywierania wpływu na społeczeństwo, celem przeprowadzenia transformacji ustrojowej. Metoda ta miała być wcześniej zastosowana w Syrii i Wenezueli, a jej główny element stanowi rozwijanie sieci mediów internetowych.

W drugą fazę operacja weszła podczas ostatnich wyborów parlamentarnych, gdy niezależni blogerzy przy użyciu YouTube’a i Telegrama przetestowali swoje możliwości, podsycając nastroje antyrządowe przez rozpowszechnianie nieprawdziwych informacji na temat państwowej ideologii, a także zachęcając młodzież do wyjścia na ulice.

Trzeci etap dotyczył sztucznego kreowania kandydatów na prezydenta dla różnych grup społecznych – byłego, wysokiego rangą urzędnika państwowego Walera Capkały, znanego bankiera Wiktara Babaryki oraz wideoblogera Siarhieja Cichanouskiego, który jeżdżąc po całym kraju budował swój wizerunek „obrońcy ludu”.

Czwarte stadium – to już same wybory prezydenckie, podczas których politykę, zdaniem Łukaszenki, zastąpiło widowisko. W przestrzeni internetowej miano stworzyć wówczas wrażenie, jakoby jego przeciwnicy stanowili większość, zaś on sam szykował się do sfałszowania wyborów. Równocześnie powołany został wspólny, opozycyjny sztab wyborczy z udziałem Swiatłany Cichanouskiej, Weraniki Capkały i Maryi Kalesnikawej, który wykorzystywał tradycyjny dla białoruskiego narodu szacunek dla kobiet.

Piątym etapem było, według Łukaszenki, wydanie przez zagranicznych koordynatorów akcji rozkazu do wyjścia na ulice i tylko stanowcze działanie służb uratowało kraj przed stratami w ludziach i pogrążeniem się w chaosie.

Wtedy przeciwnicy byli zmuszeni zmienić taktykę, tym samym przechodząc do kolejnego etapu: protestów z wykorzystaniem pokojowej symboliki, takiej, jak kwiaty, białe stroje czy tańce w publicznych miejscach, które mają się stać nieodłącznym elementem białoruskiego pejzażu politycznego. Towarzyszyło temu podburzanie robotników oraz rozpoczynających rok akademicki studentów. Ostatnim etapem było powołanie Rady Koordynacyjnej, będącej nielegalnym, alternatywnym ośrodkiem władzy, a także nakłanianie Białorusinów przez „władców marionetek” do nieposłuszeństwa wobec państwa – niepłacenia podatków i rachunków za media czy też opuszczania związków zawodowych.

– Białoruski scenariusz z 2020 roku stanowi zatem połączenie najbardziej efektywnych technologii służących destabilizacji państwa, przetestowanych w różnych krajach podczas „kolorowych rewolucji”. Widać, że postawiono na skalę i przewlekłość protestów oraz wyczerpanie sił i środków. Wiemy, kto tym kieruje i jakie są jego oczekiwania względem Białorusi. Dlatego nie odpuszczamy i jesteśmy przygotowani na każde wyzwanie – podsumował szef białoruskiego państwa.

W spotkaniu uczestniczyło 300 osób – wysocy rangą urzędnicy, członkowie obydwu izb parlamentu, przedstawiciele administracji lokalnych oraz szefowie mediów.

md/ belsat.eu

Wiadomości