Ojczysty ponad wszystko. Na Ukrainie powstaje nowa ustawa językowa

Wywiad

Mykoła Kniażycki. Źródło: Facebook

– Pracujemy nad prawem, które będzie chronić język ukraiński przed rusyfikacją i jednoczyć Ukraińców – mówi w rozmowie z Biełsatem Mykoła Kniażycki, przewodniczący parlamentarnej komisji kultury i jeden z autorów nowej ustawy.

– Skąd się wziął pomysł, żeby akurat teraz ruszyć z pracami nad ustawą językową?

– Na Ukrainie długo obowiązywała ustawa o języku przyjęta w 1989 r., a więc jeszcze w ZSRS. M.in. dzięki tamtej ustawie zaczynało się ukraińskie odrodzenie i droga do niepodległości, chociaż przyjęła ją komunistyczna Rada Najwyższa. Było to dość twarde prawo narzucające język ukraiński, chociaż nie było w nim kar za łamanie ustawy.

W 2012 r. dwaj deputowani prorosyjscy z Partii Regionów: Serhij Kiwałow i Wadym Kołesniczenko (ten drugi uciekł do Rosji po Rewolucji Godności), zmienili ustawę o języku. Wprowadzili nowelę i tzw. ustawę o językach regionalnych. Według tzw. ustawy Kiwałowa i Kołesniczenki każdy ukraiński obwód ma prawo uczynić język regionalny, bądź mniejszości etnicznej językiem równym państwowemu na swoim terytorium.

Mapa pokazuje, jaki procent mieszkańców Ukrainy uznało język ukraiński za ojczysty podczas spisu powszechnego w 2001 roku. Źródło: Wikipedia

Absurd polegał m.in. na tym, że kiedy np. w Obwodzie Zakarpackim zatrzymywał kogoś policjant to miał prawo mówić po węgiersku i udawać, ze nie rozumie po ukraińsku. Ustawa ta była krytykowana m.in. przez Komisję Wenecką. W końcu ukraiński sąd konstytucyjny uznał ustawę Kołesniczenki i Kiwałowa za niezgodną z prawem. Ale ponieważ wcześniej ustawa ta anulowała starą ustawę o języku, to teraz zgodnie z faktycznym stanem prawnym na Ukrainie nie ma żadnego prawa definiującego język państwowy i sposób jego używania.

– Dlatego potrzebna była nowa ustawa.

– Tak, to była paląca potrzeba. Jesteśmy ofiarą rosyjskiej agresji, także tej kulturowej. Język jest kluczowym nośnikiem tożsamości narodowej i państwowej.

Tu nie może być próżni, bo inaczej Ukraina bardzo łatwo znowu ulegnie rusyfikacji i rosyjskiej ekspansji kulturowej. Język to jest to coś, z czym Rosjanie walczyli na Ukrainie od zawsze. Ukraiński był tępiony przez carat i przez komunistów. Przez trzysta lat był faktycznie zakazany. Dlatego trzeba chronić ukraiński. Prace nad nową ustawą, pomysły i idee powstawały w różnych środowiskach społecznych, wśród aktywistów. Ostatecznie różne projekty trafiły do komitetu kultury, którego jestem przewodniczącym. Wybrany został jeden projekt, nad którym obecnie pracujemy.

– Wprowadzone nie tak dawno zmiany w ustawie o edukacji wywołały konflikt z mniejszością węgierską i obawy Polaków mieszkających na Ukrainie. Czy nowa ustawa językowa nie ograniczy praw mniejszości?

– To będzie bardzo liberalne i nowoczesne prawo. Wymierzone przeciw rusyfikacji i dominacji języka rosyjskiego, a nie np. językom mniejszości etnicznych zamieszkujących Ukrainę.

Wykluczone są wszelkie ograniczenia dotyczące języków Unii Europejskiej. Jeśli np. ktoś zechce wydawać gazetę po polsku na Ukrainie, to może robić to bez problemu.

Mało tego, w nowej ustawie będzie zapis umożliwiający zmiany w ustawie o edukacji po 2025 r., zgodnie z tym, czego domagali się np. Węgrzy w trosce o swoją mniejszość.

Źródło: Wikipedia

Z rosyjskim będą natomiast pewne ograniczenia, choć wprost w żadnym miejscu ustawa nie mówi o języku rosyjskim i zajmuje się tylko ochroną ukraińskiego. I oczywiście Rosja i prorosyjskie lobby już teraz zwalczają ustawę.

Rusyfikacja to dla nich sposób umacniania swoich wpływów na Ukrainie.

– Na co pozwoli, a co będzie ograniczać nowa ustawa?

– Do tej pory było tak, że np. minister mógł prowadzić zebrania służbowe po rosyjsku. Nowa ustawa zabrania tego. Relacje służbowe, oficjalne posiedzenia według nowego prawa będą tylko po ukraińsku. Ustawa w ogóle nie dotyczy sfery prywatnej. W domu, na ulicy każdy może rozmawiać po rosyjsku lub w dowolnym języku. Co innego w mediach. W telewizji 90 proc. czasu antenowego będzie po ukraińsku (obecnie 75 proc.).

Na Ukrainie zaczyna się wojna z prorosyjskimi stacjami telewizyjnymi

Prawo reguluje np. takie sytuacje, że gdy kiedy ktoś wchodzi do restauracji i pyta się po ukraińsku, ile kosztuje barszcz, to kelner powinien odpowiedzieć również po ukraińsku. Ale jeśli ktoś go spyta po rosyjsku, kelner ma pełne prawo odpowiadać po rosyjsku.

– Będą jakieś specjalne regulacje dotyczące internetu?

– Tak, np. strony ukraińskich firm i mediów będą musiały działać tak, że pierwsza lub główna strona zawsze otwiera się w wersji ukraińskiej. Oczywiście wersji językowych może być dowolna ilość, ale nie jako strona główna. To samo dotyczyć będzie zagranicznych firm działających na Ukrainie.

– Moskwa próbuje przeciwdziałać?

– Oczywiście. Główna prorosyjska partia, czyli Blok Opozycyjny rozpuszcza już różne fake-newsy i straszą ustawą. Mówią np., że jeśli ktoś będzie rozmawiał na ulicy po rosyjsku to go wsadzą na dziesięć lat do więzienia i podobne bzdury.

Tymczasem ustawa w ogóle nie dotyczy tego, w jakim języku ludzie rozmawiają prywatnie, czy na ulicy. I nie przewiduje żadnej odpowiedzialności karnej, a jedyni administracyjną w odniesieniu do osób pełniących funkcje lub osób prawnych. Krytyka ustawy idzie i z drugiej strony: ukraińskich środowisk ultranacjonalistycznych sponsorowanych z Moskwy i działających w jej interesie.

– Na jakim etapie znajduje się obecnie projekt ustawy i kiedy wejdzie w życie?

– Mamy teraz drugie czytanie, i około dwóch tysięcy poprawek. To zajmie pewnie tydzień, albo dwa. I potem będzie głosowanie parlamentu decydujące, czy zostanie przyjęty, czy nie. Jeśli dobrze pójdzie, to przed wyborami prezydenckimi się to uda.

Kampania Biełsatu szansą na równouprawnienie języka białoruskiego

Michał Kacewicz/belsat.eu

Zobacz też
Komentarze