Na Ukrainie zaczyna się wojna z prorosyjskimi stacjami telewizyjnymi


Stacja NewsOne podpadła już rok temu, kiedy w programie o śwaitowej polityce padły słowa o niezwyciężonej i potężnej armii rosyjskiej, co uznano za propagandę kraju agresora. Źródło: gordon.com.ua

Głoszą słowo Moskwy i dobrze się kamuflują. Działające na Ukrainie prorosyjskie telewizje chcą wprowadzić powiązanych z nimi polityków i oligarchów do parlamentu.

Rada Najwyższa, czyli ukraiński parlament, przegłosowała wczoraj rekomendacje, by wprowadzić w życie sankcje przeciw uznawanym za prorosyjskie stacjom telewizyjnym. Ołeksandr Turczynow, sekretarz Rady Bezpieczeństwa, potwierdził, że natychmiast przystąpi do działania i opracuje pakiet sankcji. Chodzi przede wszystkim o stacje kanał 112 i NewsOne, ale na celowniku jest również koncern medialny Inter, oraz stacja Zik.

W ostatnich miesiącach stacje te przeszły tajemnicze przekształcenia własnościowe i zdaniem ukraińskich dziennikarzy śledczych są całkowicie kontrolowane przez prorosyjskich oligarchów i ludzi dawnego reżimu Wiktora Janukowycza: Wiktora Medwedczuka, Dmytro Firtasza, Andrija Portnowa i Walerija Choroszkowskiego. Właściciele to jedno: znacznie poważniejszym zarzutem jest, że stacje telewizyjne cały czas sączą prorosyjską propagandę. Podburzają rosyjskojęzyczny wschód i południe Ukrainy, oraz usprawiedliwiają separatystów z Doniecka i Ługańska.

Lobbysta Putina nadaje

Informacyjna stacja 112 Ukraina powstała jeszcze za czasów Wiktora Janukowycza. W czasie rewolucji i początków wojny w Donbasie zajmowała raczej ostrożną pozycję. Niedawno nastąpiła jednak zmiana. Według ukraińskich mediów kontrolę nad 112 przejął Wiktor Medwedczuk. To były szef szef administracji prezydenta Leonida Kuczmy i oligarcha uznawany za nieformalnego reprezentanta rosyjskich interesów na Ukrainie. Władimir Putin jest ojcem chrzestnym jego córki.

Medwedczuk jest jednym z nielicznych ludzi spoza Rosji dopuszczanych do bliskiego kręgu zaufanych Putina. Ludzie Petra Poroszenki nazywają go wprost liderem prorosyjskiej frondy. Założy on ruch społeczny „Ukraiński wybór” i nie kryje, że rozwód z Rosją był błędem.

O żadnym polityku z Ukrainy Władimir Putin nie mówi tak ciepło i nie spotyka się z nim tak często, jak z Wiktorem Medwedczukiem. Źródło: 112ua

W programach informacyjnych „Stodwunastki” najpierw zaczęły pojawiać się plansze z cytatami z Medwedczuka. Początkowo dotyczące sportu, Medwedczuk był bowiem honorowym prezesem ukraińskiej federacji sambo i zawsze się sportami walki interesował. Wprawdzie głównie tak, że spotykał się z innym fanem sportów walki, Władimirem Putinem, na trybunach honorowych różnych imprez sambo, MMA i dżudo. Miał też na tyle duże wpływy w środowisku ukraińskich zapaśników i młodych ludzi uprawiających sambo, że wiązano go z tzw. tituszkami, wysportowanymi chuliganami walczącymi na ulicach przeciw rewolucji na kijowskim Majdanie.

Od sierpnia w TV 112 zaczęły się pojawiać cytaty odnoszące się wprost do poglądów politycznych patrona. We wrześniu zaś oligarcha pojawiał się dość regularnie osobiście w stacji. W programie pt. „Wywiad z wielkim człowiekiem” tłumaczył, że aneksja Krymu nie była aneksją. Albo, że wojna na Donbasie to wina kijowskich polityków. Wczoraj w wywiadzie atakował nową reformę językową uznającą ukraiński za język państwowy i obowiązkowy.

Kto ma telewizję?

Medwedczuk zaprzecza, że jest właścicielem stacji. Kanał 112 formalnie należy do Eduarda Katza, obywatela Niemiec. Katz mieszka w Kunzell w środkowych Niemczech i prowadzi komis samochodowy. Ma w nim kilka Audi i BMW. Sam pracuje w komisie i rozmawia z klientami. Na swoim profilu na Facebooku chwali się wygranymi w lokalnym konkursie wakacjami życia w Tajlandii. Jednym słowem prowadzi raczej dość przeciętne życie i taki też jest jego majątek. Nie wygląda, ani nie zachowuje się jak magnat medialny. Tymczasem właśnie Eduard Katz, zgodnie z dokumentami, jest od kwietnia właścicielem szwajcarskiej spółki, która włada ukraińską telewizją 112.

– To jasne, że pachnie często praktykowanym zakupem na tzw. „słupa”, a ślady Medwedczuka są bardzo wyraźne – mówi Biełsatowi Mykoła Kniażycki, deputowany i dyrektor stacji telewizyjnej Espreso. – Prowadzimy skuteczną walkę z rosyjską propagandą blokując nadawane z Rosji programy i kłamiące portale internetowe, ale podobne treści kolportują teoretycznie ukraińskie stacje.

Wraz z nowym właścicielem w 112 pojawili się redaktorzy i menedżerowie, których powiązania ze środowiskiem Medwedczuka są ledwo skrywane. Np. głównym wydawcą został Artiom Marczewski. Wcześniej kandydował z list projektu politycznego powiązanego z ludźmi Medwedczuka, m.in. z Wiktorem Cziornym, wiceprezesem federacji sambo. I bliskim współpracownikiem Medwedczuka z ruchu „Ukraiński wybór”. Obecnie Cziornyj pojawia się jako komentator w 112. Podobnie jak cała czereda politologów z kojarzonego z Medwedczukiem think-tanku Ukraiński Instytut Analizy i Menedżmentu Polityki. Wszyscy oni postulują zawarcie kompromisu z Rosją i separatystami, pogodzenie się Ukrainy z utratą Krymu i zastopowanie drogi do NATO.

Czytajcie więcej:

Tuby Kremla

W przypadku innych stacji, oskarżanych o szerzenie prorosyjskiej propagandy: NewsOne i Interu, sprawa jest prostsza. Inter wywodzi się wprost z rosyjskiego holdingu medialnego ORT (obecnie Pierwszy kanał). Rosjanie mieli w Interze udziały. Obecnie Inter jest ukraiński. Ale tylko w teorii. Udziały w koncernie medialnym Inter ma Dmytro Firtasz, potentat zarabiający na korupcyjnym schemacie handlu gazem z Rosją, obecnie ukrywający się w Austrii przed amerykańskim i ukraińskim wymiarem sprawiedliwości. Oprócz niego – Siergiej Liowoczkin, były szef administracji Janukowycza i szara eminencja poprzedniego reżimu, oraz Walerij Choroszkowski, były szef służb specjalnych za Janukowycza.

Dwa lata temu wyciekły maile separatystycznej minister informacji tzw. Donieckiej Republiki Ludowej (DRL). Okazało się, że wydawcy Interu uzgadniali z separatystami każdy reportaż i materiał na temat wojny na Donbasie. Zwykle były to materiały broniące separatystów i krytykujące ukraińską armię za okrucieństwo.

Wiktor Medwedczuk jest częstym gościem w stacji 112, a cytaty z jego złotymi myślami pojawiają się regularnie w serwisach informacyjnych. Źródło: youtube.com

Podobną politykę informacyjną prowadzi NewsOne. Stosunkowo nowa stacja informacyjna, założona w 2014 r. przez Wadima Rabinowicza, pochodzącego z Charkowa media-magnata i biznesmena. Rabinowicz jest też liderem partii „Za życie”. Jego partia wykorzystuje rozczarowanie porewolucyjnymi reformami i kusi tanim populizmem, a swoją ofertę kieruje do rosyjskojęzycznego elektoratu. Członkiem partii został niedawno…Wiktor Medwedczuk.

Rabinowicz sprzedał jednak NewsOne, choć nadal jest częstym gościem w studiu stacji. Od pół roku formalnym właścicielem był Andrij Portnow, dawniej polityk z ekipy Wiktora Janukowycza (choć w swoim czasie doradzał Julii Tymoszenko). A dzisiaj pojawiła się informacja o kolejnym przekształceniu własnościowym: NewsOne kupił Taras Kozak, deputowany z prorosyjskiego Bloku Opozycyjnego (partia powstała na gruzach Partii Regionów Wiktora Janukowycza).

– NewsOne i 112 mają kluczowe znaczenie dla prorosyjskich sił politycznych na Ukrainie – uważa kijowski publicysta Witalij Portnikow. – Zbliżają się wybory, tymczasem partia „Za życie” Rabinowicza i Medwedczuka, czy niedobitki Partii Regionów to projekty telewizyjne uwodzące emerytów i ludzi z prowincji obiecankami, że będzie „jak dawniej”. I jeśli chcą być w polityce, to telewizor jest dla nich ostatnią deską ratunku.

Ukraińscy politycy wskazują, że wykorzystując sentyment swojego elektoratu prorosyjskie media wyrządzają wielkie szkody państwu. Podważają bowiem sens walki w Donbasie i wprowadzają dezorientację, a nawet wrogość wobec Ukrainy na wschodzie i południu kraju. Dlatego też przygotowywany pakiet sankcji ma poważnie uderzyć we właścicieli stacji. Zostaną uznani za „obcych agentów wpływu”. Władze będą mogły odebrać im licencje na nadawanie sygnału i zablokować konta. Jednym słowem doprowadzić do zamknięcia.

Właściciele i politycy powiązani z prorosyjskimi koncernami już zapowiadają, że się nie poddadzą. I będą prowadzić z kijowską władzą wojnę pod hasłem obrony wolności słowa.

Czytajcie również:

Mołdawski parlament nie chce rosyjskiej propagandy

Michał Kacewicz/belsat.eu

Zobacz też
Komentarze