Eksperci: Rosja przechwytuje białoruskie media społecznościowe

W białoruskiej przestrzeni informacyjnej rośnie rola komunikatora internetowego Telegram, a kanały w tej sieci częściowo przejmują funkcję mediów informacyjnych. Zdaniem ekspertów niektóre z nich, wyglądając probiałorusko, są związane z Rosją i potencjalnie mogą stać się narzędziem destabilizacji politycznej.

W ciągu ostatnich kilkunastu miesięcy w białoruskim internecie rośnie rola kanałów w sieci Telegram. Anonimowo i nieoficjalnie przekazują one informacje, często pochodzące z bardzo zamkniętych struktur urzędniczych czy ze szczytów białoruskich władzy.

Kanał Basta! „specjalizuje się” w informacjach, dotyczących epidemii i codziennie publikuje zdjęcia, dokumenty lub po prostu relacje z miejsc, dotkniętych przez koronawirusa, które pochodzą od świadków. To mogą być adresy, spod których „kosmonauci” (ubrani w kombinezony medycy) wywieźli kolejnego pacjenta lub szpitale, gdzie lekarze skarżą się na różne problemy.

Oprócz tego kanał relacjonuje sytuację potencjalnych oponentów Alaksandra Łukaszenki w wyborach prezydenckich, wzywa do złożenia podpisów poparcia czy po prostu przyjścia na miejsce pikiet wyborczych.

„Rosyjski ślad” na białoruskim Telegramie

Wpływowych i dobrze poinformowanych profili w Telegramie jest jednak znacznie więcej i ich liczba stale rośnie. Wiele z nich ma jawnie antyreżimowy wydźwięk i, co ciekawe, dysponuje informacjami, które nie znajdują się w dostępie publicznym. Dotyczą one np. sytuacji epidemicznej i walki z koronawirusem, relacji z Rosją.

Cały szereg pomniejszych (w sensie liczby subskrypcji) profili, takich jak np. Trykataż, Bulba Prestołow, Bieło-russkij diałog, zajmuje się komentowaniem białoruskiej sytuacji politycznej.

– Jestem pewien, że wiele z kanałów, które deklarują probiałoruskość, działa na zlecenie Moskwy i stamtąd otrzymuje informacje. Nie wierzę w tak nagłą zmianę mentalności białoruskich urzędników, że nagle rzucili się do masowego organizowania przecieków – powiedział PAP analityk Arsen Siwicki.

Od czasu do czasu „wrzutki” na temat Białorusi robią wpływowe rosyjskie kanały w Telegramie, takie jak np. Niezygar, który wiązano z kremlowską administracją.

– Jeszcze w 2018 r. Niezygar zaczął pisać o Białorusi jako o części wewnątrzrosyjskiej agendy. Wkrótce pojawiło się słynne integracyjne ultimatum premiera Miedwiediewa i stało się jasne, po co Niezygar w ogóle zajmował się Białorusią – mówi Siwicki.

W grudniu 2018 r. ówczesny premier Rosji Dmitrij Miedwiediew powiedział wprost, że dalsze wsparcie gospodarcze dla Białorusi będzie uwarunkowane pogłębianiem integracji w ramach państwa związkowego.

https://belsat.eu/pl/news/najwazniejsze-wrzutki-rosyjskich-mediow-na-temat-bialorusi/

Komentując działalność niektórych „antyłukaszenkowskich kanałów”, dziennikarz i polski działacz z Grodna Andrzej Poczobut zauważył na swoim Facebooku:

– Rosjanie, podając na anonimowych kanałach białoruskie informacje, wyprzedzają nawet robiony przez służbę prasową Łukaszenki i mający stały dostęp do przywódcy Białorusi Puł Pierwogo.

Tajemnicą poliszynela w dziennikarsko-eksperckim światku jest to, że Puł Pierwogo prowadzi sama Natalja Ejsmant, rzeczniczka prasowa prezydenta. Profil powstał w ubiegøym roku, jak się wydaje – właśnie po to, by na tle siermiężnych państwowych mediów przyspieszyć i uatrakcyjnić nieco przekaz płynący od Łukaszenki. Przede wszystkim jednak po to, by dać odpór kanałom sterowanym z Kremla.

– Sedno rosyjskiej gry jest takie, że prawdziwe newsy otaczają morzem dezinformacji i insynuacji – powiedział Poczobut.

Dokładnie to samo mówią analitycy, z którymi rozmawiała PAP.

– Nie ma tu jakiejś jasnej gry, schematu. Chodzi o to, żeby rozmyć przekaz, fakty. Główny cel dezinformacji to maksymalna relatywizacja wszystkiego i wprowadzenie chaosu – powiedział Andrej Parotnikau, analityk ds. bezpieczeństwa.

Zdaniem Arsena Siwickiego „na rękę Rosjanom jest wszystko, co polaryzuje społeczeństwo”.

– Dokładnie tak samo, jak w krajach UE, te taktyki mają na celu skłócenie i radykalizację. W takich warunkach łatwo jest prowokować konflikty – przekonuje ekspert. – Nie jest ważne czego ten spór dotyczy. Obecnie najwyraźniejszy trend działania propagandy z Rosji to podważanie zaufania do władz na tle epidemii. Epidemia koronawirusa dała nowe pole do popisu, zarówno w państwach zachodnich, jak i na Białorusi – ocenia.

Białorusini stanęli w kolejkach po wolność

Sprawnie działające media społeczościowe mogą, zdaniem eksperta, stać się elementem rozkręcania przez Moskwę kryzysu, którego celem będzie przymuszenie Łukaszenki do ustępstw lub nawet obalenie go.

– Już teraz widać, że główna linia narracyjna mediów oficjalnych i nieoficjalnych w Rosji ma na celu podkreślenie nieefektywności walki Białorusi z epidemią, a także pokazania jej jako zagrożenia, „zadżumionego baraku”. Podobnie jak było w 2014 r. na Ukrainie, Moskwa może ruszyć „na pomoc” miejscowej ludności, tylko zamiast „zielonych ludzików”, tu mogą się pojawić bratni wojskowi wirusolodzy – ocenia Siwicki.

Również Parotnikau uważa, że Telegram i sieci społecznościowe, same w sobie nie mając decydującej roli, mogą stać się elementem większej układanki.

– To tylko jeden z puzzli w całym kompleksie działań obliczonych na osłabienie Białorusi. Jest bardzo wygodny, bo nie da się kontrolować – dodaje.

Telegram to popularny komunikator internetowy, stworzony przez Rosjanina Pawła Durowa. W kwietniu informował, że ma 400 mln aktywnych użytkowników miesięcznie.

Na kogo postawi Kreml w wyborach prezydenckich na Białorusi?

pj/belsat.eu wg PAP

Wiadomości