Na kogo postawi Kreml w wyborach prezydenckich na Białorusi?

Białorusko-rosyjska integracja znalazła się w impasie. Czy jednak wśród oponentów Łukaszenki jest ktoś wygodniejszy dla Moskwy.

Najnowsze wiadomości nt. białorusko-rosyjskiej integracji dotyczą anulowania opłat roamingowych planowanego ostatecznie na wrzesień integracji. Prace nad tym trwają już trzeci rok i jest to jedyny realny efekt niekończących się integracyjnych negocjacji integracyjnych. Teraz z powodu zbliżających się wyborów na Białorusi, planów reelekcji Władimira Putina dzięki wyzerowaniu jego kadencji, integracja zeszła na dalszy plan.

https://belsat.eu/pl/news/muchy-osobno-kotlety-osobno-czy-90-gubernia-o-co-chodzi-w-integracji-bialorusi-z-rosja/

Według rosyjskiego politologa Andrieja Suzdalcewa z moskiewskiej Wyższej Szkoły Ekonomicznej trudno mówić w ogóle o jakiejkolwiek integracji rosyjsko-białoruskiej.

– Ona po prostu nie istnieje. Jest kilka ustępstw sferze społecznej: dostęp do rynku pracy, możliwość studiowania. Wszystko to jest jakoś ujęte w strukturę, która nazywa się Państwem Związkowym (Związkiem Białorusi i Rosji – Belsat.eu), jednak nie ma żadnej integracji gospodarczej, a zwłaszcza integracji politycznej – uważa.

A to jest właśnie głównym warunkiem uzyskania przez Białoruś tańszych nośników energii i dalszych pożyczek. Rosyjscy urzędnicy mówią o tym wprost. Dlatego wraz z rozpoczęciem kampanii wyborczej pojawiło się tradycyjne pytanie: czy w szeregach kandydatów na prezydenta są przedstawiciele rosyjskich interesów?

Białoruskiej politolog Wolha Charłamowa uważa, że wśród oponentów Łukaszenki nie można wskazać jednoznacznie prorosyjskiego kandydata.

– Myślę, że Moskwa również nie widzi prorosyjskiego kandydata. Wydaje się, że Kreml na razie przygląda kandydatom, z zamiarem wykorzystania ich w przyszłości. Na przykład między innymi, do stworzenia prorosyjskiej partii w przyszłych wyborach – twierdzi.

Jej zdaniem mogłaby ona zostać wykorzystana np. w kolejnych wyborach do rad lokalnych. Tym bardziej że Łukaszenka obiecywał zmianę konstytucji i wzmocnienie roli paramentu i władz lokalnych. I jej zdaniem w teorii wielu z potencjalnych kandydatów nadawałoby się na taką rolę.

Według komentatora politycznego Alaksandra Kłaskouskiego zwolennicy teorii spiskowych od razu przystąpili do przyklejania łatek prorosyjkości kandydatom.

– Na przykład Wiktar Babaryka stał na czele Biełgazprombanku. Dla niektórych wszystko jest tu oczywiste „Gazprom równa się Rosja”. Nawet prasa państwowa zaczęła pisać, że on niby przyszedł, by odebrać Białoruś Białorusinom – przypomina.

Według Kłaskouskiego podobne sugestie pojawiły się pod adresem popularnego blogera Siarhieja Ciachanouskiego, który ma prowadzić interesy w Rosji. Nie został on dopuszczony do wyborów, więc w jego zastępstwie swoją kandydaturę zgłosiła jego żona Swiatłana.

Według eksperta dzisiejsza sytuacja bardzo przypomina rok 2010. Wtedy też trwały ostre spory z Kremlem i próby ocieplenia stosunków z Zachodem.

Przyczyna zjednoczeniowego impasu: rodzina Łukaszenki traci na integracji z Rosją?

– 10 lat temu Łukaszenka w ostatnim momencie zwrócił się w stronę Moskwy i wszyscy wiedzą, jak było dalej.

Wtedy białoruski prezydent wydał rozkaz brutalnego stłumienia powyborczej demonstracji w Mińsku, a do więzienia trafiło większość kontrkandydatów – dodaje.

Według Andrieja Suzdalecwa, na Kremlu nikt nie oczekuje powrotu do prorosyjskej polityki ze strony urzędującego prezydenta.

– Rosja świadomie zdystansowała się od wyborów. Licząc na to, że naród białoruski ma szansę samodzielnie policzyć się ze swoją władzą i znaleźć kogoś, na kogo mógłb zagłosować — uważa.

Czy brak rosyjskiego wsparcia jest dziś dla Łukaszenki problemem? I tak, i nie. Z jednej strony powoduje to oczywiście trudności ekonomiczne, z drugiej strony Wolha Charlamowa uważa, że pomoże to Łukaszence w promowaniu swojej tezy, jakoby był głównym gwarantem niepodległości.

– Co więcej, nie tylko niezależności politycznej, ale częściowo też gospodarczej. Przynajmniej pod względem energii, waluty i wspólnego banku emisyjnego — podkreśla.

Politolog przypomina, że w częściowo ujawnionej treści dokumentu integracyjnego, Rosja zaproponowała wprowadzenie wspólnej waluty w ZBiR, którą oczywiście sama by drukowała.

– Białoruś odmówiła. Niedomaga nawet współpraca na nienaruszalnej dotąd dziedzinie wojskowości. Rosja nie chce się dzielić bronią i nie wspiera Białorusi w prowadzeniu testów rakietowych – dodaje.

Niedawno Alaksander Łukaszenka wizytując doświadczalną placówkę konstrukcji rakiet, stwierdził, że skoro Rosjanie nie chcą udostępnić swoich poligonów dla testów białoruskiej broni , to„nie należy przed nimi padać na kolana”.

Podobnie jak w przypadku ZBiR w podobnym impasie znajduje się integracja euroazjatycka. Było to widać po atmosferze panującej podczas ostatniego wideoszczytu Euroazjatyckiej Unii Gospodarczej.

– Putin zgotował zimny prysznic przede wszystkim przywódcom Białorusi i Armenii, którzy domagali się tańszego gazu. Znaczenie wypowiedzi Putina było takie, że kiedy powstanie wspólny budżet i inne atrybuty związkowe, będą też tanie surowce energetyczne. A w rzeczywistości postawił warunek odtworzenia Związku Sowieckiego – uważa Kłaskouski.

Chodzi o powołanie wspólnego rynku ropy i gazu w ramach EaUG, który miałby zapewnić tanie surowce energetyczne dla jego uczestników. Rozmowy na ten temat trwają już od sześciu lat.

Andriej Suzdalcew uważa, że w zbliżających się wyborach prezydenckich na Bialorusi nie ma szans na wariant uczciwego przeliczenia głosów. Jego zdaniem Łukaszenka odniesie kolejne „eleganckie zwycięstwo”, po którym Moskwa i Mińsk wrócą do trudnych rozmów.

– Jeśli Łukaszenka zostanie na kolejną kadencję, będzie to ogromny problem dla Białorusi. Nie ma bowiem żadnego zaufania między rządami i prezydentami obydwu krajów. Łukaszenka działa jak wróg Rosji i naiwnym byłoby liczenie na wsparcie, takie, jakie otrzymywał przez 18 lat — dodaje.

Więcej w materiale programu PraSwiet:

jb/belsat.eu

Wiadomości