Białoruskie protesty rodzą falę społecznej solidarności

Reakcja Białorusinów na antyłukaszenkowskie protesty zmieniła się nie do poznania. Niegdyś większość ludzi reagowała na nie z obojętnością – teraz pojawiała się powszechna solidarność.

Jest to wyraźna zmiana jakościowa, bo wcześniej protesty ograniczały się do stosunkowo wąskiej opozycyjnie nastawionej grupy. Teraz gdy protestuje cały kraj i wszystkie grupy społeczne, dawna obojętność w większości ustąpiła, Szczególnie w obliczu narastających represji ze strony władz. Solidarność tę obserwują i doświadczają również reporterzy Biełsatu.

Woluntariuszki opiekują się wypuszczonymi z aresztu ul Akreścina w Mińsku. Zdj. Vot-tak.tv

Podczas pierwszej demonstracji w powyborczą noc w centrum Mińska można było zaobserwować znamienną scenkę. Protestujących wspomagało dziesiątki samochodów, które blokowały przejazd i trąbiąc klaksonami. Nagle doszło do stłuczki. Poszkodowany zaczął narzekać, że porysowano mu samochód. Na pomoc rzuciło się dziesiątki uczestników protestu, którzy zaczęli wrzucać mu pieniądze przez okno „na pokrycie strat”. Podobnie działo się przed wyborami milicja, gdy wlepiała mandaty kierowcom biorącym udział w klaksonowych protestach. Przechodnie zrzucali się na miejscu na mandat.

Jednak prawdziwa fala solidarności podniosła się, gdy na ulicach białoruskich miast doszło do brutalnych pacyfikacji protestów i masowych aresztów ich uczestników.

W sieciach społecznościowych pojawiły się apele o pozostawianie otwartych klatek schodowych tak, by gonieni przez OMON mieli się gdzie skryć. Ludzie pozostawiali przy wejściu butelki z wodą i środki opatrunkowe.

Swoje podwoje dla protestujących otworzyły również katolickie kościoły w Grodnie i Mińsku. Internet obiegło zdjęcie księdza z kościoła farnego (bazyliki św. Franciszka Ksawerego) w Grodnie negocjującego z omonowcami, którzy chcieli wkroczyć na teren świątyni w pogoni za uczestnikami ulicznych akcji.



W czwartek doszło w centrum Mińska do wspólnej modlitwy katolików i prawosławnych w intencji zakończenia przemocy na ulicach.

Katolicy i prawosławni modlili się wspólnie w Mińsku

Zdarza się, że lokatorzy ukrywają ściganych w swoich mieszkaniach. Dwójkę reporterów Biełsatu przed milicyjną obławą uchronił pracownik jednej państwowych instytucji, zapraszając ich do środka w czasie milicyjnej obławy w centrum mińska. Podczas akcji pacyfikacyjnej 11 sierpnia w pobliżu stacji Puszkinskaja, dziennikarze Biełsatu zostali zaproszeni do mieszkania przez właścicielkę, gdy milicja zaczęła strzelać w tłum gumowymi pociskami.

Powszechna jest też praktyka wożenia uczestników protestów przed kierowców samochodów prywatnych i nawet taksówek za darmo, nie mówiąc o zwożeniu rannych do szpitali.

Białorusini szczególnie okazują solidarność wypuszczanym z aresztów. Pod aresztem tymczasowym na ul. Akreścina w Mińsku od kilku dni całą dobę dyżurują woluntariusze. Udzielają oni pomocy wypuszczanym, którzy wychodzą bez telefonów i pieniędzy, po kilkudniowej głodówce. Białorusini zwożą pod bramę więzienia wodę i jedzenie. Na apel do kierowców o przyjeżdżanie w celu zabrania wypuszczanych odpowiedziało wczoraj tylu chętnych, że zakorkowali oni zupełnie dojazd do więzienia i organizatorzy poprosili stojących w korku o powrót do domu.

Przed Białorusią pojawiała się perspektywa pojawienia się solidarności przez duże S. Wczoraj w największych białoruskich zakładach państwowych doszło do pierwszych protestów przeciwko fałszerstwom wyborczy. Pracę przerwał m.in. Biełaz – producent kopalnianych wywrotek. Potem dołączyła do niego Mińska Fabryka Traktorów i Mińska Fabryka Ciężarówek – a są to przedsiębiorstwa zatrudniające po kilkanaście tysięcy ludzi. W protestach uczestniczyli również pracownicy kolei państwowych, zakładu elektroniki Itegrał, Grodno-Azot i inne.

Prawdopodobnie wizja, że powyborcze protesty doprowadzą do postania ruchu pracowniczego, skłoniły Łukaszenkę do pośpiesznego wypuszczania więźniów, a szefa MSW do przeprosin za zatrzymania przypadkowych ludzi. Natalla Kaczanawa, szefowa wyższej izby białoruskiego zapewniała, że prezydent Alaksandr Łukaszenka „wysłuchał opinii kolektywów pracowniczych” i postanowił rozwiązać sprawę masowych aresztowań uczestników protestów.

Noc przed mińskim aresztem: władze zwalniają swoich zakładników FOTOREPORTAŻ

jb/ belsat.eul

Wiadomości