Potop 1931 roku. Największy kataklizm na wschodzie II RP

90 lat temu miała miejsce największa powódź XX wieku na ziemiach dzisiejszej Białorusi. Woda w Dźwinie podniosła się aż o 13 metrów, zatapiając ogromny obszar pogranicza z ZSRR. Najbardziej ucierpiał powiat dziśnieński w województwie wileńskim, przez który fala powodziowa przeszła 27 kwietnia 1931 roku. Pomoc dla powodzian zbierano w całej Polsce.

Dzisna: z pięćdziesięciu czterech ulic pod wodą znalazło się pięćdziesiąt

Słowo. Nr. 96 z 1931 roku

Jesienią 1930 roku spadło dużo deszczu, a zima była śnieżna. Wiosna przyszła późno, ale roztopy były raptowne. Szybkie topnienie śniegu i lodu podniosło poziom wody w rzekach.

Powiat dziśnieński (ze stolicą w Głębokiem) leżał w dorzeczu dwóch wielkich rzek: Dźwiny i Dzisny, jej dopływu. Miasto Dzisna rzeki te opływają z trzech stron. Gdy ich poziom się podniósł, pod wodą znalazły się trzy czwarte miasta – pięćdziesiąt z pięćdziesięciu czterech ulic.

Ulica Kościelna w Dziśnie w kwietniu 1931 roku

Najwyższym punktem miasta było wzgórze z kirkutem, żydowskim cmentarzem. To tam pod gołym niebem koczowali powodzianie. Wkrótce wojsko ustawiło tam namioty, w których ludzie mogli schronić się przed chłodem.

Dzisna była miastem granicznym, w jej ocalałej części stała strażnica Korpusu Ochrony Pogranicza, którego żołnierze brali aktywny udział w akcji przeciwpowodziowej.

Obchody 3. maja w zatopionej Dziśnie. Zdjęcie: Zakład Fotograficzny Epsztejna

– Przerażał groźny szum spienionych brudnych fal. Potok niósł pnie drzew z korzeniami, jakieś zburzone budynki. Płynęły chaty, na dachach których siedzieli ludzie – pisał w swoich wspomnieniach dr Edmund Kuzinowicz, znany polski lekarz.

Woda zabrała nie tylko budynki, ale też drewno konstrukcyjne i opałowe, zalała towary w magazynach kupców, zniszczyła niewielkie zakłady pracy. Bez dachu nad głową zostało około 400 osób – mocno uszkodzone zostały 32 domy i 16 innych budynków. Picie ze skażonych studni groziło zakazane, miastu groziła epidemia.

Kurjer Wileński, Nr. 110, 1931

Gdy woda opadła, znaleziono pięć ciał: dwóch mężczyzn, dwóch kobiet i dziecka. Okazało się, że kobiety trafiły do Dzisny aż z terenu ZSRR, na porwanym przez powódź dachu.

W powiecie dziśnieńskim ucierpiały też inne miejscowości: Słoboda, Leonpol i Druja.

Dzisna pod wodą na fotografiach z 1931 roku:

Pomoc przekazał nawet Ojciec Święty

W walce następstwami powodzi pomagał cały kraj. W całej Polsce zbierano pieniądze, żywność i produkty pierwszej potrzeby. Założony został Komitet Niesienia Pomocy Ofiarom Powodzi, wojewoda wileński i inni urzędnicy regularnie odwiedzali zniszczone regiony, by na miejscu decydować, komu i gdzie potrzebna jest pomoc.

Dzisna obecnie. Zdjęcie: Leanid Juryk/belsat.eu

Rolnicy otrzymali od państwa ziarno, nawozy mineralne i narzędzia rolnicze, by mogli obsiać pola. Nad regionem zawisło widmo głodu, bo powódź zmyła dużą część ozimin, a siać zboża jare można było późno, dopiero gdy opadła woda. Trzeba też pamiętać że rok 1931 był szczytem światowego kryzysu gospodarczego, który wielu rolników pogrążył w nędzy.

Ofiarom pomagały wszystkie służby i organizacje. Na przykład w Postawach miejscowe koło Stowarzyszenia “Rodzina Policyjna” zorganizowało imprezę charytatywną.

– Dochód, w sumie 183 złote i 83 grosze przekazano Komitetowi Niesienia Pomocy Powodzianom w Postawach – pisał Kurier Wileński w numerze z 1 maja.

Kurjer Wileński, Nr. 133, 1931 rok

Pomoc okazał także Ojciec Święty Pius XI, który przesłał 200 tysięcy lirów.

Bohaterowie i złodzieje

W walce z żywiołem bohaterstwem wykazali się żołnierze, pogranicznicy, policjanci, strażacy i zwykli obywatele. Wielu z nich zostało odznaczonych medalem “Za ratowanie ginących”. Wśród nich byli mieszkańcy Dźwiny Bazyli Stoma i Neuch Niesztadt oraz żołnierz KOP z Drui Józef Boksa, który uratował życie 18-letniemu Janowi Kochanowskiemu.

Kurjer Wileński, Nr. 166, 1931

Łódź Kochanowskiego została porwana przez prąd i rozbiła się o drzewo, a chłopak zawisł nad wodą, trzymając się gałęzi. Boksa pośpieszył mu na pomoc i uratował mu życie. Pogranicznik wykazał się także w innych akcjach ratunkowych, za co otrzymał nagrodę od Ministra Spraw Wewnętrznych.

Jednak podczas powodzi nie wszyscy wykazali się najlepszymi ludzkimi cechami – niektórzy wykorzystali wielką wodę dla swoich partykularnych celów. I tak, niedługo później w Dziśnie aresztowano członków szajki rabusiów. Gdy mundurowi byli zajęci ratowaniem ludzi i zwierząt gospodarskich, bandyci podpływali nocą do opuszczonych domów najbogatszych mieszczan i okradali je.

Na szczęście takich “bohaterów” nie było wielu, a większość z nich poniosła zasłużoną karę.

Dzisna w 1931 i 2021 roku. Zdjęcia porównawcze:

Wileńską katedrę ratował cały kraj

Wielka woda prawie zniszczyła bazylikę katedralną w Wilnie. Fundamenty i krypty pod świątynią były uszkodzone tak bardzo, że istniało ryzyko zawalenia się budowli. Podjęto nawet decyzję o wstrzymaniu nabożeństw.

Z tego powodu w Wilnie założono Komitet Ratowania Bazyliki Katedralnej. Na jej remont potrzebne były ogromne środki, które zbierano nie tylko w diecezji, ale całej II RP. Należy zauważyć, że ludzie odpowiedzieli na wezwanie i chętnie ofiarowywali pieniądze na ratowanie świątyni. Pieniędzy potrzeba było tak dużo, że władze kościelne zastanawiały się nawet nad sprzedażą za granicą drogocennych flamandzkich gobelinów z katedry. Wywołało to ogromny protest społeczności kulturalnej Wilna i decyzja taka nie została podjęta.

Mimo wielkiej ofiarności wiernych, główne prace remontowe trwały do 1937 roku, a niektóre nawet do wybuchu II wojny światowej.

Katedra w Wilnie obecnie. Zdjęcie: Zmicier Łupacz/belsat.eu

W tym przypadku powódź miała też swoją dobrą stronę. Budowlańcy odkryli bowiem w podziemiach katedry zaginione grobowce polsko-litewskich władców, między innymi Elżbiety Habsburżanki i Barbary Radziwiłłówny, żon Zygmunta II Augusta. W Wilnie pochowane było też serce króla Władysława IV Wazy. Dla królewskich szczątków założono wtedy mauzoleum.

Po drugiej stronie granicy

Wielka powódź jeszcze bardziej zniszczyła białoruskie ziemie w ZSRR. Wylały rzeki Dniepr, Prypeć, Soż, Dźwina i Świsłocz i ich mniejsze dopływy. Woda zniszczyła nie tylko domu, ale też zerwała mosty, linie telegraficzne i telefoniczne, a miejscami nawet torowiska kolei. Z tego powodu kursować przestały pociągi z Mińska do Borysowa i Bobrujska.

W powodu zalania elektrowni w nocy z 21 na 22 kwietnia w Mińsku zabrakło prądu. Ten nocy woda podniosła się tak szybko, że wiele osób zostało obudzonych przez strażaków w zalanych już domach.

W 1931 roku w Witebsku (wtedy w ZSRR) wylała rzeka Wićba

Do walki z żywiołem wysłano wojsko, akcją przeciwpowodziową kierowało OGPU, poprzednik NKWD. Tak, jak to było przyjęte w Związku Sowieckim, skala kataklizmu została utajniona. To rodziło domysły i plotki, chodziły słuchy o strasznych liczbach ofiar śmiertelnych.

– W mieście Dubrowna woda porwała wielki most przez Dniepr. Most płynie na Orszę i grozi zniszczeniem nowego mostu. Niższe części Orszy zatopione. Zalany szpital – chorych wywożą łodziami. Oba mosty przez rzekę Orszycę zerwane. Miasto zostało odcięte od dworca kolejowego, łączność telefoniczno-telegraficzna jest z dworcem, ale z Mińskiem i Witebskiem nie ma kontaktu. W związku z przerwaniem przewodów w Elektrowni Osipowskiej, w mieście panują ciemności. Połączenia kolejowe ze Smoleńskiem wstrzymane. Pociągi idą przez Witebsk – pisały ówczesne gazety.

Najbardziej podniosła się woda w Dźwinie.

Powódź w Bieszenkowiczach nad Dźwiną w 1931 roku

– Mieszkańcy przybrzeżnych ulic w Bieszenkowiczach nie pamiętają podobnego zjawiska, choć wiosenne powodzie są co rok. W wyniku utworzenia się zatoru lodowego na rzece poniżej miasteczka, woda wystąpiła z brzegów po obu stronach rzeki, zatapiając mnóstwo domów znajdujących się w dużej odległości od brzegu – pisał mieszkaniec Bieszenkowicz Jafim Judowicz w książce “Na falach mojej pamięci. Wspomnienia”.

Poziom Świsłoczy (w Mińsku) zaczął opadać już 23 kwietnia, z kolei Dźwina zaczęła opadać 28 kwietnia. Na terenie całej Białoruskiej Socjalistycznej Republiki Radzieckiej zniszczone zostały tamy, drogi, nasypy kolejowe, mosty, ucierpiały tysiące domów, magazyny żywności i towarów. Organy bezpieczeństwa poinformowały jednak władze o minimalnej ilości ofiar – zginąć miało jedynie tylko kilka osób. Jednak wśród ludności chodziły plotki o wielu zabitych – nie można ich jednak potwierdzić w związku z utajnieniem danych o skutkach powodzi.

Oni dla nas, my dla nich

Walka z powodzią 1931 roku zintegrowała ludność młodego państwa polskiego. Przydało się to trzy lata później, gdy z brzegów wystąpiła Wisła. Powódź zaczęła się w połowie lipca z powodu wielkich opadów w górnym biegu rzeki. 16 lipca został ustanowiony absolutny rekord wysokości opadów w Polsce jednego dnia – 255 milimetrów. Zalało wtedy ponad 120 tysięcy hektarów, zginęło 55 osób, zniszczone zostały budynki, drogi i mosty.

Powódź w Małopolsce w 1934 roku

I znów pomoc na powodzian zbierano w całym kraju. Wspierały ich także władze i mieszkańcy wschodnich regionów kraju, którzy sami byli niedawno w tej sytuacji. Pieniądze zbierały także organizacje pozarządowe. Imprezę charytatywną w Drui zorganizował Związek Strzelecki.

Kurjer Wileński, Nr. 276, 1934

– Uczennice gimnazjum wystąpiły z pięknymi pokazami, a następnie odbył się wspólny pochód przez miasto. Pomysłowe transparenty głosiły “Oni nam w 1931, My Im w 1934” i “Okaż serce powodzianom” – pisał Kurier Wileński w numerze 276 z 1934 roku.

Gimnazjum w Dziśnie podczas powodzi 1931 roku

Z kolei w numerze 243 tej gazety czytamy, że w Głębokiem, władze pod kierownictwem starosty Ludwika Muzyczki podjęły decyzję o wysłaniu nad Wisłę 14 ton zboża jako pomocy dla ofiar.

Ludwik Muzyczka jest przy tym postacią niejednoznaczną. W latach 1930-33 pod pseudonimem „Wilk” był organizatorem i komendantem tajnego Północnego Okręgu Zw. Strzeleckiego na obszarze Wolnego Miasta Gdańska i Pomorza Wschodniego. Formalnie zaś był zatrudniony jako radca w Komisariacie Generalnym RP w Gdańsku. Po zdekonspirowaniu przez wywiad niemiecki w 1933 roku został odwołany przez Senat Gdański. W latach 1933-35 był starostą dziśnieńskim i przez miejscowych był krytykowany za autorytazym i defraudacje. Po powrocie ze wschodu, w marcu 1935 roku został starostą powiatu Wyrzysk, w obecnym woj. wielkopolskim. Po wybuchu II wojny światowej dowodził oddziałami samoobrony powiatu Wyrzysk, a potem Inowrocławia. W Wyrzysku uważany za bohatera, został upamiętniony w nazwie mostu na rzece Łobżonka, w centrum miasta.

Kurjer Wileński, Nr. 243, 1934

Miejscowy krajoznawca Kastuś Szytal przechowuje pokwitowanie, z którego wynika, że brat jego dziadka, Albert Kisiel z kolonii Porpliszcze odwiózł na stację kolejową Królewszczyzna zboże dla powodzian. Przejazd ten został mu zaliczony jako obowiązkowe dla mieszkańców wsi roboty publiczne (tzw. szarwark).

Pokwitowanie za przewóz zboża. Z rodzinnego archiwum Kastusia Szytala

Spotkanie z Drazdowiczem w Dziśnie

Minęło dziewięćdziesiąt lat, przez ten czas wielokrotnie zmieniały się granice. Dawny powiat dziśnieński znajduje się teraz w niepodległej Białorusi. Rzeki na północy kraju czasem wychodzą z brzegów, ale powodzie nie mają już tak katastrofalnej skali jak w 1931 roku.

Sowieckie wojska podczas akcji przeciwpowodziowej w Dziśnie 1957 roku

Przygotowując zdjęcia porównawcze dla tego materiału spacerowaliśmy po Dziśnie, najmniejszym mieście Białorusi. Trudno sobie teraz nawet wyobrazić, że to wszystko było pod wodą.

Dawna strażnica KOP w Dziśnie obecnie. Zdjęcie: Leanid Juryk/belsat.eu

Przy głównych ulicach miasta widać opuszczone budynki. Dzisna powoli wymiera. Przed I wojną światową mieszkało tu ponad siedem tysięcy osób, a dziś nie ma nawet półtora tysiąca mieszkańców. Podczas II wojny światowej naziści wymordowali miejscowych Żydów. Przez następne dekady władzy radzieckiej i 27 lat rządów Alaksandra Łukaszenki miasto nie wróciło już do dawnej świetności.

Dlatego przyjemnym zaskoczeniem był dla nas dom z namalowanym w tym roku muralem na cześć białoruskiego malarza Jazepa Drazdowicza. Tabliczka informuje, że obraz powstał przy wsparciu Unii Europejskiej. Cieszy, że są tu ludzie, którzy poświęcili swój czas, by zdobyć pieniądze na upiększenie miasta. Dzięki temu można mieć nadzieję, że po zmianach politycznych na Białorusi, dzięki bliskości granicy Unii Europejskiej, odrodzi się Dzisna, starodawne miasto nad dwiema rzekami.

„A komu potrzebne te wybory?” Reportaż z najmniejszego miasteczka na Białorusi

Tekst: Zmicier Łupacz,pj/belsat.eu

Zdjęcia współczesne: Leanid Juryk

Zdjęcia archiwalne odszukane dzięki pomocy Kastusia Szytala

Wiadomości