Jak korespondencja może stać się ratunkiem. Białorusinka wysłała więźniom ponad 400 listów

Listy do więźniów politycznych to jedna z najważniejszych form wsparcia podczas ich pobytu za kratami. Korespondencja przechodzi przez cenzurę, wiele listów nie dociera do adresatów, a możliwości wysłania przez skazanych odpowiedzi są ograniczone. Jednak pomimo takich warunków ruch na rzecz tej formy wsparcia więźniów nabiera coraz większej siły. O tym, jaką rolę grają dziś listy do więźniów politycznych rozmawialiśmy z Maryją (imię zmienione), która wysłała ich już ponad 400.

„Miejsce pracy”. Zdjęcie udostępnione redakcji belsat.eu

„Nie wiem, kto bardziej tego potrzebuje: my czy oni”

– Pewnego dnia obok wejścia do bloku zobaczyłam naszą panią listonosz. Zapytałam ją, czy ma coś dla mnie. Sprawdziła i powiedziała – Nie dzisiaj – zrobiła pauzę, westchnęła i dodała – Jakby czekała pani na list z frontu… – wspomina Maryja.

Jak mówi kobieta, pisanie listów do więźniów to głęboko emocjonalne zajęcie.

– Zanim zacznę pisać, zawsze czytam historie ludzi: jak tam trafili, jak wyglądały ich procesy. Zawsze przepuszczam to przez siebie i nie jest to łatwe. Ale z drugiej strony to jest ratunek. Wyobrażam sobie, jak osoba, która otrzymała list, czyta go i przynajmniej przez kilka sekund czuje się lepiej. I to mnie ratuje w obecnej sytuacji, bo… nie wiem, jak inaczej się ratować. Proszę w listach o odpowiedź, bo nie wiem, kto bardziej jej potrzebuje – my czy oni – wyjaśnia.

Na 400 listów Maryja otrzymała tylko 38 odpowiedzi. Ale nie traci przez to ducha. Jak mówi, taka właśnie jest obiektywna statystyka, potwierdzona przez wielu adresatów: na dziesięć listów otrzymuje się mniej więcej jedną odpowiedź. Każda z nich jest więc na wagę złota.

„Droga (*)! Wielkie dzięki za przesyłkę. Dopóki jesteśmy razem, wszystko przezwyciężymy. Lody na pewno stopnieją!” Zdjęcie udostępnione redakcji belsat.eu

Pogodny list od Babaryki

– Dziękuję za słowa wsparcia! I za wolę, by się nie zatrzymywać i iść naprzód. Dobra robota! Tak trzymać! I jeszcze jedno: oddychajcie świeżym powietrzem i zróbcie wszystko, aby to powietrze u nas na Białorusi było nasycone wolnością, szacunkiem i miłością! Jesteśmy razem! – Maryja przytoczyła cytat z listu, który otrzymała od Wiktara Babaryki, niedopuszczonego do wyborów prezydenckich opozycyjnego kandydata.

Przyznaje, że była bardzo szczęśliwa, gdy go otrzymała.

– To jest człowiek, do którego można wysyłać smutne listy. Jeśli odpowiada, to jego listy sprawiają, że chce się latać. Bardzo pozytywne i pogodne.

Mińsk: Babaryka skazany na 14 lat kolonii karnej

Trudne listy z kolonii w Szkłowie

– Ja naprawdę płaczę, kiedy je dostaję! I to nie dlatego, że ktoś w nich narzeka na warunki, czy coś podobnego. Wszystkie są jak kopie…

„Jestem wdzięczny za warunki, za niedawny remont w pokoju odwiedzin”, „za kącik zwierząt z pawiami, bibliotekę, możliwość rozwoju, nauki, cerkiew, 100 i więcej kanałów w telewizji…”. I prawie we wszystkich: „Podziękowania dla administracji i kierownika więzienia”.

– Tak jakby mieli szczęście, że się tam znaleźli. I to mnie rozgorycza, ściska w gardle, bo widać, że te wszystkie słowa są warunkiem wysłania listu. Dlaczego właśnie z kolonii w Szkłowie? Jak dla mnie to pytanie retoryczne – mówi Maryja.

Zmarł na serce czy wskutek „urazu twarzy”? Komitet Śledczy ogłasza nową przyczynę śmierci więźnia politycznego WIDEO 18+

„Ścisnęło mnie w gardle”

Jak mówi kobieta, pisanie listów do więźniów stało się dla niej sposobem na życie. Kiedy dziecko zasypia, siada przy swoim „stanowisku pracy”: kartki, pocztówki, koperty…

– Któregoś dnia kładłam mojego syna spać, a on przez sen zapytał mnie, gdzie jest tata. Powiedziałam, że tata wyszedł. – Na pocztę? – zapytał syn. – Nie, poczta nie jest otwarta tak późno! – powiedziałam. – Poszedł podrzucić list do ludzi w więzieniu? – doprowadziło mnie to do płaczu…

W dniu naszej rozmowy, 7 października, Maryja napisała listy do Swiatasława Udody, który przebywa w Szkłowie i do Iryny Szczasnej do Homla. Jeśli jej synek odpoczywa w ciągu dnia – pisze więcej.

– Tak, – uśmiecha się – gdy dziecko śpi spokojnie. Ale dla mnie to nie jest sztafeta. Chcę dotrzeć do wielu więźniów i nie chodzi tu tylko o więźniów politycznych. Ale, niestety, jest ich coraz więcej.

Wolność, tęsknota, przyszłość. O czym piszą w swoich listach Kaciaryna Andrejewa i Daria Czulcowa

Biało-czerwono-białe słodkości i butelka wina na progu

Przyznaje, że całą swoją energię poświęciła na pisanie do więźniów, o których rzadko mowa jest w mediach: do których mało kto pisze, którzy nie znaleźli się na listach organizacji praw człowieka, ale są de facto więźniami politycznymi

– Jest kilka osób, z którymi udało się nawiązać stałą korespondencję. Jeden z nich został zwolniony po procesie, dostał wyrok „chemii” (ograniczenie wolności połączone z pracą na rzecz państwa – belsat.eu). Pewnego ranka patrzę w telefon, a tam wiadomość: „Pod drzwiami jest paczka, proszę się napić herbaty. Żywie Biełaruś!”. Stanęłam w drzwiach, a tam – biało-czerwono-biała pastyła (żelki zrobione z owoców – belsat.eu), ciasta, ciasteczka i butelka wina! I list. To było miłe aż do łez. Więzień polityczny pisał, że bez listów jest tam bardzo ciężko. Czekał więc na listy z niecierpliwością i jest wdzięczny wszystkim, którzy je przysyłali. Swoją drogą teraz jesteśmy przyjaciółmi – mówi Maryja.

„Chemia ze skierowaniem”: skazywanym w politycznych procesach grożą lata przymusowej pracy

Chodzenie codziennie rano do skrzynki pocztowej, aby wrzucić listy, lub na pocztę, aby kupić koperty, kartki i znaczki jest stałą częścią życia rodziny i tradycją.

– Pewnego dnia wysłałam męża po znaczki. Kiedy je przyniósł przeraziłam się: były na nich rysunki pojazdów wojskowych. – Co narobiłeś? Jeszcze tego więźniom brakowało! Powiedział, że nie było innych. Następnego dnia rano sprawdziłam i rzeczywiście: nawet tych okropnych znaczków już nie było. Nakleiłam je, ale wyjaśniłam więźniom, że to poczta jest za to odpowiedzialna. Co można zrobić, gdy w kraju brakuje ładnych znaczków? – mówi.

Żeby nie zabrali ich podczas przeszukania

Jednak, jak mówi Maryja, w kraju brakuje nie tylko znaczków, ale też zdrowego rozsądku. I człowieczeństwa. W przeciwnym razie jak wytłumaczyć fakt, że pisanie listów do więzienia może stać się podstawą do zatrzymania i rewizji (były takie przykłady). Tak, jakby rzeczywiście był to swego rodzaju front.

– Pewnego dnia istniało bardzo duże ryzyko, że przyjdą do nas. I zamiast zastanawiać się, co zrobić z flagami i innymi patriotycznymi akcesoriami, biegałam z listami i powtarzałam „Boże, co z nimi zrobić, gdzie je schować?”. To dla mnie skarb! Część listów wywiozłam do innego miasta. Jeśli przyjdą z przeszukaniem, to oczywiście zabiorą je i pewnie jeszcze sfotografują na tle flagi narodowej razem ze mną [śmiech]. A potem zniszczą. Nie mogę na to pozwolić.

Pierwszy list na wolność od podejrzanego o próbę zamachu na Łukaszenkę

Listy, jak zapewnia, znajdują się teraz w bezpiecznym miejscu. Tylko kilka osób wie, gdzie są.

– Część z nich jest w domu, ponieważ nadal otrzymujemy listy, boję się o nie. Kiedy będę na emeryturze, na pewno napiszę książkę. Albo mój syn napisze, kiedy dorośnie, będzie miał co opowiadać.

„Piszę, co tylko zechcę”

Maryja mówi, że nie ustaliła żadnych reguł: ani jakie koperty wysyłać, ani ile i o czym pisać. Nie ma żadnych zasad. To, kto dostanie list i w jakiej kopercie lub od kogo przyjdzie odpowiedź – to jak ruletka.

– Więcej zależy od nastroju cenzora lub kierownika więzienia; od tego, jak ułożyły się gwiazdy, czy Merkury przeszedł w retrogradację, nie wiem. Jak szczęście dopisze. Piszę, co tylko zechcę. O naszej rodzinie, gdzie się bawimy, co robimy. Często piszę wiersze białoruskich poetów. Na początku bałam się, że cenzura odrzuci przez to listy, ale potem przestałam: to mój list, ja tak chcę i on dojdzie! I tak się dzieje – mówi.

Wysyłał więźniom politycznym Pismo Święte. Odesłano mu trzy worki

Maryja wybiera swoich adresatów na czatach, gdzie prowadzone są dyskusje na temat listów. Zwykle jest tam dużo wiadomości: ktoś został przeniesiony do innej kolonii karnej, ktoś inny ma niedługo urodziny.

– Tak właśnie wybieram. Albo po prostu otwieram stronę Dissident.by (strona kampanii wsparcia dla więźniów politycznych – belsat.eu) i losowo wybieram ludzi. To wszystko. Aby zainspirować innych, zamieszczam na mediach społecznościowych zdjęcia listów, które otrzymuję. Nie wiem, co jeszcze mogę zrobić, aby uświadomić im, jak ważna jest to sprawa. Być może jest to w tej chwili najważniejsza kwestia. Nasz ratunek. Ludzie zaczynają zadawać pytania, co napisać, w jakiej kopercie wysłać i tak dalej. Jestem wtedy szczęśliwa. To znaczy, że to wszystko nie idzie na marne – mówi Maryja.

Andżelika Borys pisze z aresztu: większość listów otrzymuję od Białorusinów ze wszystkich zakątków Białorusi

Lecą listy

W ostatniej wiadomości po naszej rozmowie Maryja przysłała nam link do nowo otwartego internetowego muzeum listów od więźniów politycznych „Laciać listy” (biał. „Lecą listy”), gdzie umieściła list od Iryny Szczasnej otrzymany 1 października.

– Wiem na pewno, że nie możemy sprawiać przyjemności tym, którzy chcą naszego cierpienia. Dlatego zachowujemy pogodę ducha i cieszymy się, że jesteśmy tacy, jacy jesteśmy: mądrzy, silni, piękni, najwspanialsi, jednym słowem – Białorusini! – pisze więźniarka polityczna.

„Każdy dochodzi do Białorusi swoją drogą”. Listy zmarłego więźnia politycznego Witolda Aszurka

zk, ksz / belsat.eu

Wiadomości