Zbudowani i silniejsi: takimi Białorusini wrócą z Wilna


Białoruskie flagi na ulicach Wilna. Zdj. Iryna Arachouskaja/belsat.eu

Kondukt pogrzebowy zmienił się w wielką białorusko-litewsko-polską demonstrację patriotyczną. Dla Białorusinów udział w powstańczych uroczystościach może być przełomowym wydarzeniem.

Kondukt pogrzebowy z trumnami powstańców styczniowych dotarł już na wileński cmentarz na Rossie. Powstańców odprowadzali w ich ostatniej drodze prezydenci Litwy Gitanas Nauseda i Polski Andrzej Duda, biskupi, kompanie honorowe wojska polskiego i litewskich sił zbrojnych. A przede wszystkim tysiące mieszkańców Wilna: Polaków, Litwinów i Białorusinów oraz jeszcze więcej przyjezdnych gości z Polski i Białorusi.

Uczestnicy uroczystości w Wilnie. Zdj. Denis Dziuba/belsat.eu

Właśnie Białorusini nadali dzisiejszej uroczystości szczególny charakter. Nie były to dzięki nim jedynie zwykłe, podniosłe, przeprowadzone po latach obchody uczczenia pamięci bohaterów powstania styczniowymi. Była to wielka, patriotyczna demonstracja niezależnej Białorusi. Tej która rozumie, że tamta walka w XIX wieku i dzisiejsza, na Białorusi są podobne i mają w rosyjskim imperializmie tego samego wroga.

Polski prezydent w wileńskiej Katedrze: „Jednoczy nas wspólnota pamięci i dążeń”

Jesteśmy powstańcami

Nad sunącym w kierunku Ostrej Bramy konduktem powiewał las flag. Tym razem były również polskie i litewskie. Ale i tak dominowały białoruskie, biało-czerwono-białe. Co pewien czas nad idącym tłumem słychać było: „Żywie Biełaruś!”

– To niesłychane, ale tutaj, na Litwie, możemy się czuć wolnymi Białorusinami bardziej, niż w naszym kraju – mówił Dzima, student z Mińska.

Białoruskie flagi na ulicach Wilna. Zdj. Denis Dziuba/belsat.eu

Przyjechał z grupą kolegów. Flagi uszyte w domu, ze skrawków białego i czerwonego sukna. Niektóre dzieciaki miały małe chorągiewki zrobione z wyciętych opakowań po czekoladkach. Zresztą dzieci było sporo, nawet takich w wózkach.

– Na Białorusi za taką flagę można dostać pałą, można wylądować w areszcie, a tutaj odbywa się największa od lat białoruska demonstracja patriotyczna i jest całkowity spokój – mówił Dzima.

Młodzi Polacy i Litwini byli tym białoruskim festiwalem nieco onieśmieleni. Litwini pierwszy raz od dawna widzieli tak zaangażowaną manifestację. Polacy zaś chyba nie spodziewali się, że przybędzie tak wielu Białorusinów i tak bardzo pokażą, jak ważne było powstanie styczniowe dla ich pamięci historycznej.

– Z Polski przyjechało sporo grup rekonstrukcyjnych, przebranych za powstańców, a my nie musimy się przebierać, my dzisiaj jesteśmy takimi powstańcami we własnym kraju – ciągnął Dzima.

Jeden z białoruskich uczestników uroczystości. Zdj. Iryna Arachouskaja/belsat.eu

I nawet, jeśli nieco przesadzał, to z pewnością w posuwającym się pod Ostrą Bramą czuć było bojowy nastrój. A może bardziej dumę, że udało się wspólnie zademonstrować. Wbrew temu, że na Białorusi kult Kalinowskiego i powstania jest ignorowany przez władze, które obawiają się, że podrażnią nim swojego rosyjskiego protektora. Dziś nie było żadnych wrogich haseł. Żadnych antyrosyjskich okrzyków, ani krytyki białoruskich władz.

Białoruscy uczestnicy uroczystości z portretem Konstantego Kalinowskiego. Zdj. Iryna Arachouskaja/belsat.eu

Ale i tak właśnie dla nich uroczystości w Wilnie będą dużym problemem. Nie rozumieją bowiem tych emocji, jakie dziś były wyzwolone. A uczestnicy pochodu na Rossę wrócą na Białoruś z poczuciem, że litewscy i polscy sąsiedzi ich doceniają i razem stanowią siłę. W dodatku mają wspólną pamięć historyczną i ideę, która jest całkowicie inna, od tej forsowanej przez władzę.

Białoruski wicepremier: Kalinowski nas jednoczy

 

Michał Kacewicz/belsat.eu

Zobacz też
Komentarze