Wyborcze badanie nastrojów nie wyszło dobrze dla Kremla


Prezydent Władimir Putin głosuje w Moskwie. Zdj. kremlin.ru

W Moskwie Jedna Rosja poniosła umiarkowaną klęskę, ale w regionach, z małymi wyjątkami, władza trzyma się mocno. Będzie jednak musiała się dogadywać z „koncesjonowaną” opozycją i przekonać Rosjan na nowo.

Po podliczeniu 99 proc. kart wyborczych wiadomo, że w Moskwie działacze opozycyjni wobec prokremlowskiej Jednej Rosji zdobyli 20 mandatów w 45 osobowej Dumie Miejskiej (radzie miasta). Wynik potwierdza, że w stolicy narosło zmęczenie rządzącym od dziewięciu lat merem Siergiejem Sobianinem, który firmuje kremlowską władzę w Moskwie. Mandaty opozycyjne zdobyli wprawdzie politycy z koncesjonowanej opozycji: komuniści z Komunistycznej Partii Federacji Rosyjskiej (13 mandatów), czy socjaliści ze Sprawiedliwej Rosji (3 mandaty). Ale do moskiewskiej Dumy dostało się też trzech kandydatów liberalnego Jabłoka i jeden kandydat niezależny wspierany przez tę, niewątpliwie opozycyjną partię. W samorządzie stolicy będą jednak stanowić mniejszość. Partia władzy wprowadziła do rady stolicy 22 tzw. niezależnych deputowanych, wspieranych przez Jedną Rosję. Sprzyjać im będzie trzech kandydatów z sojuszu Moja Moskwa.

Tym samym, mimo sukcesu opozycji Kreml zachowa kontrolę nad moskiewską Dumą. Podobnie zresztą, z pewnymi wyjątkami, było w całym kraju. Kreml obronił te stanowiska, które wiążą się z realną władzą. Na takim celu skupiony był proces kontroli wyborów. Władza oddała pozycje w samorządach, gdyż nie są one istotne z punktu widzenia samej kontroli państwa. Konieczność zawierania koalicji i dogadywania się z ośmielonymi sukcesem politykami z tzw. koncesjonowanej opozycji będzie jednak ograniczać Kreml. Wybory dały też dawkę nadziei opozycji antysystemowej. Pokazały, że presja ma sens i posłały Władimirowi Putinowi jasny sygnał, że w kraju narasta zmęczenie jego rządami, choć na razie ma ono charakter punktowy.

Zastępczy sukces

Moskiewskie wybory są niewątpliwym, choć tylko częściowym sukcesem Aleksieja Nawalnego. Jego ludzie nie mogli kandydować, zablokowani przez moskiewską komisję wyborczą. Ale dwa miesiące manifestacji uświadomiło mieszkańcom Moskwy, że władza ogranicza ich wybór.

Nawalny wezwał do „inteligentnego” głosowania. Czyli, jeśli nie można wybrać kandydatów prawdziwej opozycji, to należy oddać głos przynajmniej na każdego, kto nie jest z Jednej Rosji. Nawalny wskazywał konkretnych kandydatów opozycji (np. z KPRF), którzy mają szansę wygrać z ludźmi Kremla. Ta strategia wynikała z desperacji i dowodzi, że Nawalny nie może na razie ugrać więcej pozostając poza systemem. Nie jest przecież dopuszczany do wyborów. Udało mu się jednak przekierować złość mieszkańców Moskwy w stronę partii władzy. Głosowanie na koncesjonowanych opozycjonistów z partii komunistycznej nie jest może idealne, ale przynajmniej osłabiło pozycję Kremla.

– Kampania wyborcza była całkiem udana dla Jednej Rosji – powiedział dziś rzecznik Kremla Dmitrij Pieskow.

Patrząc dokładniej na wyborczą mapę całej Rosji, widać, że Pieskow robi dobrą minę do złej gry. Krajobraz nie jest dla ludzi Putina tak optymistyczny.

Komuniści naprzód

Jedna Rosja zanotowała słaby wynik np. w Sewastopolu. Do tamtejszego parlamentu dostało się 14 (na 24) kandydatów partii władzy. Pozostałe miejsca wzięli komuniści, „Sprawiedliwa Rosja”, czy Liberalno-Demokratyczna Partia Rosji Władimira Żyrinowskiego. A przecież Sewastopol to miasto odebrane Ukrainie i takie, w którym Moskwa bardzo dużo zainwestowała w propagandę. To tam znajdziemy murale z Władimirem Putinem, a baza floty czarnomorskiej z liczną i karną załogą zapewnia zawsze sporo głosów. Przy czym komuniści wzięli nie tylko mandaty w samorządach, ale i stanowiska w dużych miastach. Np. ważny w partyjnej hierarchii KPRF komunista Aleksander Łokot ponownie wygrał wybory na mera Nowosybirska, trzeciego miasta w Rosji.

W skali całej Rosji wczorajsze wybory są wielkim sukcesem KPRF Giennadija Ziuganowa i LDPR Władimira Żyrinowskiego. Te partie są oczywiście opozycją tylko z nazwy. W rzeczywistości od lat stanowią ważny komponent systemu władzy – wspierają Kreml w zamian za stanowiska i koncesje w państwowym biznesie. A jednak rosnąc w siłę, będą sojusznikiem trudnym. Komuniści potrafią zażarcie targować się o swoje i sprawiać nomenklaturze z Jednej Rosji problemy.

Jedna Rosja z połową mandatów w Moskwie. “Inteligentne głosowanie” zadziałało?

Totalną klęską zakończyły się dla Kremla jedynie wybory w Kraju Chabarowskim. Do tamtejszego parlamentu dostało się zaledwie dwóch kandydatów Jednej Rosji (na 36 mandatów). Aż 32 miejsca zdobyła LDPR. Nie jest to zaskakujące, gdyż od roku regionem rządzi gubernator Siergiej Furgał, polityk z LDPR. Kraj Chabarowski doskonale pokazał, jak ważne są tzw. zasoby administracyjne, czyli możliwość promocji partii, kiedy ta partia ma już jakiś przyczółek we władzy.

Tam, gdzie władza

O ile Kreml słabo wypadł w niektórych samorządach, to już tam, gdzie gra szła o ważne stanowiska we władzy wykonawczej, był zdecydowany za wszelką cenę bronić swoich pozycji. We wczorajszych wyborach 16 gubernatorów dotychczas rządzący szefowie regionów utrzymali swoją władzę. W tym ważne z punktu widzenia oceny nastrojów społecznych stanowisko gubernatora Petersburga. Zachował je znajomy Putina, Aleksander Biegłow. Prawdopodobnie za cenę poważnych fałszerstw wyborczych. Niezależni obserwatorzy donosili bowiem o dużych i podejrzanych skokach frekwencji. O godz. 18-tej wynosiła 23,6 proc., a w momencie zamknięcia lokali wyborczych już ponad 40 proc.

Również w samorządach kremlowska partia nie wypadła źle, oprócz klęski w Kraju Chabarowskim. Ceną było jednak często udawanie. Kandydaci Jednej Rosji „wstydzili” się partyjnego szyldu i w wielu miejscach startowali jako tzw. niezależni. Dobre wyniki zdobyła np. w Republice Mari El, Republice Ałtaj, czy w obwodzie swierdłowskim. Kandydaci partii władzy mają też przewagę w samorządach Tatarstanu, Karaczajewo-Czerkiesji, obwodu tulskiego, radach miejskich w obwodzie kaliningradzkim.

Nawet jeśli w lokalnych władzach umocnili się komuniści, czy ludzie Żyrinowskiego, to wciąż są to politycy z ugrupowań tworzących system władzy. Kreml z wczorajszych wyborów musi wyciągnąć jednak wniosek zupełnie odmienny od oficjalnych, triumfalnych komunikatów. Rosjanie za zastój i problemy państwa obwiniają polityczne zaplecze Putina: Jedną Rosję.

Do kluczowych wyborów do Dumy Państwowej pozostały dwa lata. Tyle czasu ma Kreml, by uszczelnić system i poprawić notowania Jednej Rosji. Chyba, że zdecyduje się na tańszy i prostszy wariant: całkowitą kontrolę procesu wyborczego, dosypywanie głosów i blokowanie opozycji na długo przed wyborami.

Bloomberg: Putin nie zostanie prezydentem Rosji i Białorusi, by zachować władzę

Michał Kacewicz/belsat.eu

Zobacz też
Komentarze