Wpadł pod samochód, skończył jako kiełbasa… Rannych żubrów nie ma komu leczyć


Zdj. 015.by

Przedstawiciele gospodarstwa hodowlanego spod Grodna, którego „wychowanek” uczestniczył w wypadku wyjaśniają, dlaczego nie praktykuje się ratowania rannych zwierząt leśnych.

Żubr, o którym mowa, został niedawno potrącony przez samochód w okolicach wsi Stryjewka pod Grodnem. Po wypadku jeszcze żył, ale nie podjęto próby jego ratowania.

– Już dawno przerobili go na kiełbasę… Żubr miał złamany kręgosłup i złamane tylne nogi. Ale gdyby nawet obrażenia były lżejsze, to nie mamy możliwości transportowania byka ważącego tonę – wyjaśnia główny specjalista ds. myślistwa przedsiębiorstwa rolno-hodowlanego Aziory Alaksandr Sasimowicz. – I gdzie go potem trzymać? My nawet nie mamy prawa go uśpić.

Ferma Aziory hoduje żubry od 1999 roku, obecnie ich pogłowie liczy prawie 200 sztuk i jest to jedna z największych populacji na Białorusi.

– Zwierzęta te są hodowane na zasadzie wolnego wypasu, podchodzą więc czasem do dróg – przyznaje przedstawiciel przedsiębiorstwa.

Podobny incydent odnotowano jednak po raz pierwszy. Jak twierdzi specjalista, najczęściej ofiarami wypadków padają sarny, łosie i dziki. I nawet jeżeli zwierzęta zostają w nich lekko ranne, to nie leczy się ich. Nie ma gdzie i nie ma komu. Na Białorusi nie istnieje system udzielania pomocy dzikim zwierzętom.

Można jedynie ukarać kierowców odpowiedzialnych za takie wypadki, jeżeli odcinek drogi był oznaczony specjalnym znakiem ostrzegawczym. Koszt grzywny za śmierć zwierzęcia w wypadku drogowym (jeżeli był to przedstawiciel gatunku chronionego) wynosi 1200 tzw. jednostek bazowych. To 29,4 tys. rubli czyli równowartość ok. 50 tys. złotych.

cez/belsat.eu wg 015.by

Zobacz też
Komentarze