Wojna z rosyjską dezinformacją, czy knebel dla mediów?

Michał
Kacewicz
dziennikarz

Ukraiński rząd opracowuje ustawę przeciwdziałającą dezinformacji i propagandzie z Rosji. Daje ona przy okazji władzy instrument kontroli mediów i już wywołała międzynarodową awanturę.

Należący do oligarchy Rinata Achmetowa kanał telewizyjny „Ukraina” pokaże serial „Kobiety miłości” – znany również pod tytułem „Trzy szczęśliwe kobiety”. I nie byłoby w tym nic dziwnego, bo film nie jest ani arcydziełem, ani nie budzi specjalnie kontrowersji. Poza jedną kwestią: jest zakazany na Ukrainie. Zgodnie z ustawą o kinematografii na Ukrainie nie wolno pokazywać rosyjskich filmów i seriali wyprodukowanych po agresji Rosji w 2014 r.

Tymczasem „Kobiety miłości” są z 2015 r. W dodatku stacja „Ukraina” udaje, że film jest… ukraiński. I podaje, że producentem jest ukraińskie studio Film Stream. W rzeczywistości, co można po prostu znaleźć w internetowych opisach produkcji, jest ona rosyjska. Film wyprodukowały rosyjskie studia Prior Production i Studio Green Film. Grają w nim wyłącznie rosyjskie aktorki i aktorzy.

Inna stacja, Inter (należy do oligarchy Wiktora Pińczuka) zamierza pokazać rosyjskie filmy w przypadający 23 lutego dzień Armii Sowieckiej, obchodzony nadal w Rosji jako Dzień Obrońców Ojczyzny. Dzieje się tak mimo, że Ukraina już teraz posiada bardzo restrykcyjne prawo ograniczające wpływy rosyjskie w kulturze i mediach.

A jednak Rosja nadal oddziałuje na Ukraińców. Albo bezpośrednio, albo przez pośredników – ukraińskich oligarchów, media i internetowych aktywistów. Rząd w Kijowie podjął więc prace nad nową ustawą medialną. Ma ona zatrzymać rosyjską dezinformację i propagandę. Tyle, że z pierwszych informacji o projekcie ustawy medialnej widać, że wylewa ona dziecko z kąpielą. I stawiając zapory rosyjskiej propagandzie, jednocześnie ograniczy wolność w ukraińskich mediach.

https://belsat.eu/pl/news/ukraina-i-bialorus-strefa-wplywu-rosyjskich-mediow/

Pełnomocnik z kneblem

Choć na razie powstaje projekt, ukraińscy dziennikarze już nazwali go „ustawą Borodiańskiego”. Od nazwiska Wołodymyra Borodiańskiego, ministra kultury, sportu i młodzieży. To w tym resorcie, któremu podlegają relacje z mediami, powstaje projekt ustawy. Jej celem jest walka z rosyjską dezinformacją i propagandą.

– Tylko 8 proc. Ukraińców odróżnia fake-news od prawdy, a to znaczy, że 92 proc. ludzi nie odróżnia prawdy od nieprawdy – tłumaczył w wywiadzie dla tygodnika „Zerkało nedeli” minister Borodiański.

I postanowił, że to rząd weźmie na siebie ciężar wskazywania prawdy i nieprawdy. Projekt zakłada, że powołana będzie instytucja pełnomocnika ds. mediów. Ma on mieć bardzo szerokie uprawnienia. Będzie wykrywał fake-newsy i domagał się od mediów sprostowań. Na mocy ustawy pełnomocnik będzie mógł sam opublikować wyjaśnienie i komentarz do tekstu zawierającego jego zdaniem nieprawdę. Medium będzie miało obowiązek publikacji komentarza (w przypadku internetu komentarz będzie musiał znaleźć się pod tym samym linkiem, co komentowany tekst).

Co ciekawe, komentarz pełnomocnika będzie mógł być nawet 5 razy większy (jeśli chodzi o objętość tekstu) niż sam komentowany artykuł. Media, które odmówią publikacji komentarza, narażą się na kary – od 20-krotności minimalnej płacy (ustawowa płaca minimalna – to ponad 700 zł). Urząd pełnomocnika ma działać szybko. Zwłaszcza w mediach społecznościowo-informacyjnych. Np. na popularnym na Ukrainie serwisie Telegram informacje o uwagach pełnomocnika, że dany wpis zawiera dezinformację, mają pojawić się już w dobę po publikacji wpisu.

Certyfikat zaufania

W projekcie ustawy jest pomysł, by utworzyć również specjalny indeks zaufania. Czyli rodzaj certyfikatu, który dane medium otrzyma, jeśli dobrowolnie zgłosi się do rządowego pełnomocnika. Kiedy ten uzna, że medium nie rozpowszechnia dezinformacji, to przydzieli certyfikat. Pełnomocnik ma również uregulować kwestię stowarzyszeń dziennikarskich oraz kategorię dziennikarzy zawodowych i niezawodowych. Zawodowstwo tych pierwszych będzie potwierdzone członkostwem w stowarzyszeniu dziennikarskim. Ci drudzy będą niezrzeszeni, albo mogą należeć do nie zatwierdzonych przez rząd organizacji.

Ukraina: specsłużby zlikwidowały sieć niebezpiecznych botów FOTO, WIDEO

Formalnie najważniejsze stowarzyszenie nie będzie organizowane przez władze, a przez samych dziennikarzy. Ale procedura jego rejestracji pokazuje, że faktycznie powstanie ono po akceptacji administracji. Pełnomocnik będzie mógł w trybie pilnym skierować do sądu wniosek o zablokowanie dezinformacyjnych treści np. w portalu internetowym. Portal ma oczywiście prawo odwołać się od decyzji, ale już w trybie zwykłym. Ukraińscy dziennikarze wskazują, że zablokowanie gazety może zająć pełnomocnikowi kilka dni (w skrajnych przypadkach 2-3 dni), a odblokowanie w apelacji sądowej nawet kilka miesięcy.

Ukraińskie władze bardziej restrykcyjnie podejdą do kwestii akredytacji dziennikarskich dla obcokrajowców. Do tej pory ta kwestia była regulowana tylko w teorii. W praktyce w czasie gorącej fazy wojny w Donbasie całkiem swobodnie poruszali się tam podejrzani ludzie z odbitymi na ksero pseudo-legitymacjami, siejący dezinformację, lub szpiegujący dla Rosji i separatystów pod przykrywką dziennikarzy, nikomu nie znanych portali i gazet. W myśl nowych przepisów pełnomocnik będzie mógł wezwać na rozmowę wyjaśniającą dziennikarza, bądź każdego obywatela w sprawie szkodliwości fake-newsów. Ukraińskie organizacje dziennikarskie już ostro krytykują projekt ustawy i uważają, że chodzi o kneblowanie mediów, a nie walkę z dezinformacją.

https://belsat.eu/pl/news/bialorus-wpusci-ukrainska-konkurencje-dla-rosyjskiej-tv/

– Ustawa ogólnie nie daje efektywnych instrumentów walki z dezinformacją, a jedynie zwiększa nacisk na ukraińskie media pod przykrywką wojny – uważa cytowany przez RBK Ukraina Sierhij Tomilenko z Narodowego Związku Dziennikarzy Ukrainy.

Zgodnie z przewidywaniami w obronie wolności słowa na Ukrainie wystąpiła Rosja. Rosyjski MSZ zaniepokoił się próbami ograniczenia wolności ukraińskich mediów. Zaniepokojona jest również OBWE. Ukraińscy dziennikarze podejrzewają, że ekipa Wołodymyra Zełenskiego zabezpiecza się na wypadek spadku popularności prezydenta i chce mieć instrument do uderzania w media krytyczne wobec władzy. Paradoksalnie Zełenski to najbardziej medialny prezydent w historii Ukrainy. I najbardziej przywiązujący wagę do swojego wizerunku i oceny w mediach.

Ale z dziennikarzami od początku było mu nie po drodze. Kiedy zdobył władzę, szukał możliwości formowania przekazu o swojej działalności. Np. organizując wyreżyserowane konferencje prasowe, albo nie dopuszczając do nich nielubianych dziennikarzy. Teraz ludzie Zełenskiego znaleźli sposób, by wykorzystać prawdziwy problem, jakim w sześć lat od początku wojny wciąż jest rosyjska agresja informacyjna. Ministerstwo zapewnia, że większość zapisów ustawy będzie działać tylko do czasu zakończenia okupacji ukraińskiego terytorium (Krym i Donbas) przez Rosjan. Prace nad ustawą mają potrwać jeszcze co najmniej dwa miesiące. Trudno jednak uwierzyć, że kiedy władza stworzy taki instrument łatwo go odda. Zwłaszcza przed kolejnymi wyborami.

https://belsat.eu/pl/news/medialny-maraton-zelenskiego/

Michał Kacewicz/belsat.eu

Redakcja może nie podzielać opinii autora.

Więcej materiałów