Biełsat bliżej waszych spraw: jak pomagamy ludziom

Wideo

Biełsat nie tylko informuje o najważniejszych wydarzeniach na Białorusi i za granicą. Pomaga również rozwiązywać problemy naszych widzów.

Dwanaście lat naszej pracy pozwala stwierdzić, że nasza działalność to coś więcej niż dziennikarstwo.

– W ciągu tych lat zrozumieliśmy, że naprawdę pomagamy ludziom rozwiązywać ich problemy – mówi Wolha Szwed, odpowiedzialna za rozwój mediów interaktywnych Biełsatu.

Wskutek emisji i publikacji naszych materiałów pogranicznicy z Mozyrza wycofali się z pomysłu spalenia 500 papug skonfiskowanych na granicy, zarobki w Siennie wzrosły dziesięciokrotnie, a pracownikom państwowego gospodarstwa rolnego w Dokszycach – w ogóle zaczęto wypłacać pensje.

Dzięki naszej interwencji mieszkańcom Mińska udało się uratować przed zniszczeniem jeden ze stołecznych skwerów.

– Biełsat bardzo nam pomógł. Nikt więcej nie informował tak o tych wydarzeniach. Nadzieja była tylko w Biełsacie. Wszyscy sąsiedzi pytali, kiedy ukaże się następny reportaż – nie ukrywał miński aktywista Wiktar Bartaszewicz.

Liczba takich historii ze szczęśliwym zakończeniem sprawia, że inni widzowie piszą do nas z nadzieją, że Biełsat pomoże uratować przeznaczone do likwidacji zakłady mleczarskie lub naprawić przeciekający od 8 lat dach.

– Sądzę, że ludzie zwracają się do nas nie po to, abyśmy naprawili im ten dach, ale dlatego, że czują się bezsilni. Czują, że władze, które powinny zająć się sprawą dachu, ich nie słuchają, ignorują i nie zauważają – uważa szef działu promocji Biełsatu Łukasz Byrski. – To bardzo ważne, że zachęcamy ludzi do wspólnego działania i do integracji. Do tego, aby bardziej ufali sobie nawzajem.

I takie podejście daje efekty. Tak było np. po ukazaniu się w Biełsacie materiału o samotnej matce Alenie Kukol, która zamierzała sprzedać nerkę, aby zrobić remont w domu. Poprawienia warunków mieszkaniowych żądała pomoc społeczna, grożąc w przeciwnym razie odebraniem dziecka. Groźbę tę udało się oddalić – nasi widzowie zebrali dla Aleny 10 tys. rubli, czyli równowartość ok. 20 tys. zł.

Podobnie było po materiale o rodzinie Mokasów z Dzierżyńska, której zamierzano odebrać piątkę dzieci za zaległości w czynszach. Również wtedy nasi widzowie szybko zebrali niezbędną kwotę.

– Reportaż ukazał się w czwartek, a w weekend już zaczęto wpłacać pieniądze na konto. Suma zebrała się znacznie większa niż potrzebna – mówiła wzruszona mama, Maryna Mokas.

I najważniejszą ilustracją takiego podejścia jest nasza ostatnia kampania – „Białoruskojęzyczny”. Zachęcamy w niej do wpisywania podczas zaplanowanego na jesień powszechnego spisu ludności języka białoruskiego jako ojczystego. Od liczby takich odpowiedzi będzie zależeć dalsza polityka państwa – wobec każdego obywatela.

Kampania Biełsatu szansą na równouprawnienie języka białoruskiego

– Wszystkie te sprawy zebrane razem właśnie odróżniają Biełsat od białoruskich państwowych kanałów telewizyjnych – podsumowuje Byrski.

Jeżeli uważacie, że Biełsat może Wam pomóc, skontaktujcie się z nami przez:

belsat.eu

Zobacz też
Komentarze