Ukraińcy mogą uratować polskie cmentarze. Czy Warszawa zechce?

Foto

O polskie cmentarze na Ukrainie dbają harcerze i wolontariusze z Polski. Ale to za mało. Hanaczówka pod Lwowem, czerwiec 2015 r. Zdjęcie: Anna Żukowska

Na Ukrainie są setki opuszczonych polskich cmentarzy: wiejskich, miejskich, żołnierskich bratnich mogił i stalinowskich dołów śmierci. Zaopiekować się nimi chce ukraińska organizacja. Potrzebuje jednak wsparcia.

Generałowi kwiaty, żołnierzom krzaki

Polskie groby na Ukrainie zadbane są tam, gdzie wciąż mieszkają Polacy. Lub tam, gdzie przyjeżdżają polskie delegacje rządowe. Mowa więc o pojedynczych nekropoliach, często traktowanych wybiórczo.

Przykładem może być cmentarz wojskowy w Chersoniu, gdzie spoczywa generał Mariusz Zaruski. Założyciel TOPR, pionier polskiego wychowania żeglarskiego i legionista w 1941 roku zmarł w więzieniu NKWD w tym mieście i spoczął wśród innych żołnierzy polskich. Obecnie jego grób jest zadbany – przyjeżdżają do niego rządowe delegacje. A sąsiednie nagrobki żołnierzy porasta stepowa trawa i krzewy.

“To już nie cmentarze”

Polski cmentarz w Humaniu. Zdjęcie: Finansowa Hramota Ukrainy

Cmentarze nie są używane od końca wojny i repatriacji Polaków, podkreśla Michajło Strelnikow, prezes zarządu organizacji pozarządowej Finansowa Hramota Ukrainy. Przez 70 lat ogrodzenia się rozpadły, drewniane krzyże rozsypały, napisy na płytach zatarły. To co pozostało, jest szabrowane na materiały budowlane.

– Na przykład w mieście Humań, które wcale wsią nie jest, ludzie rozbierają płyty i tłuką je, żeby utwardzić podjazdy. To zwykłe barbarzyństwo, ale płotów nie ma, napisów nie ma. Dla nich to już nie cmentarze – mówi Stelnikow.

Samorządy muszą dbać, ale nie wiedzą o co

Cmentarzami i miejscami pamięci wszystkich narodów i wyznań powinny się opiekować samorządy. Obliguje je do tego ustawa z lat 90.

– W praktyce to martwy przepis. Dopiero pół roku temu pierwsza administracja lokalna objęła ochroną nie-ukraiński cmentarz. Jakaś organizacja żydowska wygrała o to proces w sądzie – tłumaczy Strelnikow.

Jak mówi, wynika to z braku rejestrów cmentarzy. Chociaż urzędnicy prywatnie wiedzą, gdzie są polskie groby, to jednak często formalnie tych cmentarzy nie istnieją na ich terenie. To jedynie lasy lub nieużytki.

Ukraińscy aktywiści chcą działać

Sytuację chce zmienić właśnie Finansowa Hramota Ukrainy. To organizacja zajmująca się obroną praw konsumentów, wspierana przez prezesa urzędu ds. ochrony praw konsumentów. Aktywiści chcą podjąć się tego zadania m.in. dlatego, że część z nich ma polskie korzenie. Uważają to za ich “moralny obowiązek”.

Polski cmentarz w Hanaczówce przed i po pracy mazowieckich harcerzy. Zdjęcie: Anna Żukowska

Obecnie polskie cmentarze są oczyszczane i dokumentowane siłami polskich instytucji państwowych i organizacji pozarządowych. Na przykład w 2015 roku grupa harcerzy z Mazowsza wycięła młodnik, podniosła i oczyściła parędziesiąt przewróconych nagrobków na cmentarzu po wysiedlonej Hanaczówce pod Lwowem. Wyjazd umożliwiło im wsparcie finansowe państwa polskiego. W tym samym roku potomkowie wysiedlonych przyjechali, by odnowić inskrypcje na grobach.

– To działania bardzo ważne, ale zbyt punktowe – uważa Michajło Strelnikow. – Gdyby co roku harcerze oczyszczali jeden cmentarz, po po 20 latach po tym pierwszym nie byłoby śladu.

Finansowa Hramota Ukrainy chce zająć się sprawą kompleksowo. Po pierwsze znaleźć wszystkie polskie cmentarze i sporządzić ich rejestr. Po drugie oczyścić je, przebadać i skatalogować. Potrzebna będzie też częściowa rewitalizacja i zabezpieczenie nekropolii. Na końcu zaś każdy cmentarz powinien zyskać opiekuna, który będzie miał środki na jego utrzymanie.

“Nam nie zabronią”

Michajło Strelnikow na cmentarzu polskim w Humaniu. Zdjęcie: Finansowa Hramota Ukrainy

Ukraińska organizacja może też to, czego nie mogą robić Polacy – prowadzić na cmentarzach wykopaliska i ekshumacje. A kwestia zbadania m.in. masowych grobów na Wołyniu jest kością niezgody pomiędzy Kijowem i Warszawą.

– Nasze władze nie wpuszczają polskich archeologów. Ale nie mają prawa zabronić kopać nam, Ukraińcom – twierdzi Strelnikow.

Aktywista uważa przy tym, że na Ukrainie są “zasoby ludzkie”, które mogłyby prowadzić takie badania.

– Mamy wiele instytutów archeologicznych, które nie wychodzą poza swoje podwórka. Setki studentów i wykładowców rozkopują jedynie najbliższe wsie. To przez brak finansowania.

Czy Warszawa znajdzie fundusze?

Finansowa Hramota Ukrainy uzależnia start projektu od pozyskania finansowania z Polski. Twierdzi jednak, że Warszawa nie zauważa ukraińskiej inicjatywy.

– Przyjeżdżają do nas polscy posłowie, mówią o problemie cmentarzy. A my im mówimy, że jest rozwiązanie, że my to możemy zrobić. Ale oni tego rozwiązania nie chcą zauważyć.

Obdrapany przez wandali grób hrabiostwa Krasińskich w mieście Humań. Zdjęcie: Finansowa Hramota Ukrainy

Ukraińcy wysłali też stosowne pismo do Ministerstwa Kultury i Dziedzictwa Narodowego, jednak od roku nie dostali ostatecznej odpowiedzi.

– Rozmawiałem z ministrem Piotrem Glińskim i jestem gotów znów z nim rozmawiać – zapewnia Strelnikow.

Polski partner poszukiwany

Ukraińscy społecznicy podejrzewają, że ich problem polega na braku polskiego partnera. Poszukują więc organizacji, która chce dołączyć do projektu i rozmawiać o nim z władzami w Warszawie.

– Zrozumieliście, że bez wsparcia polskich NGO nie ruszymy. Jesteśmy gotowi spotkać się w Kijowie lub przylecieć do Warszawy, by rozmawiać o współpracy.

Jeśli tacy partnerzy się znajdą, a polskie władze znajdą wolę i środki, możliwe jest odnalezienie i zabezpieczenie wielu zapomnianych obecnie obiektów. A może nawet zbadanie skali ludobójstwa na Wołyniu. Jeśli nie, groby Polaków zamienią się w bezimienne kamienie pośród krzaków.

Za przeszłość naszą i waszą. Kto uratuje Cmentarz Farny w Grodnie?

Piotr Jaworski, belsat.eu

Zobacz też
Komentarze