Towar białoruski, etykiety po rosyjsku. W parlamencie wygrała ekonomia


Parlament w Mińsku debatuje nad obowiązkowym wprowadzeniem języka białoruskiego do etykiet i ofert handlowych. Prawdopodobnie wygra opcja dotychczasowa – rzekomo dużo tańsza.

Projekt poprawki ustawy „O obronie praw konsumenta”, którego pierwsze czytanie odbyło się wczoraj w Izbie Reprezentantów, pozostawia bez zmian zasadę, według której producent może wybrać, w jakim języku będzie informował o towarze: białoruskim, czy rosyjskim. Informuje o tym pravo.by.

Jak wytłumaczyła członkini Stałej Komisji do spraw Polityki Mieszkaniowej i Budownictwa Natalla Żybul, tworząc projekt poprawki, deputowani kierowali się stanowiskiem tych białoruskich producentów, którzy twierdzą, że ustawowy obowiązek informowania o towarach i usługach zarówno w języku białoruskim, jak i rosyjskim, doprowadzi do wzrostu cen tych towarów i usług.

Sprawa używania języka białoruskiego na etykietach doprowadziła wcześniej do debaty społecznej nad jego rolą w życiu państwa i narodu. Bloger Anton Matolka i aktywista Ihar Słuczak stworzyli petycję  w sprawie, by język białoruski pojawił się na etykietach rodzimych towarów.

Przypomnijmy, że białoruski i rosyjski są na Białorusi formalnie  równoprawnymi językami państwowymi, przy czym ten pierwszy, w związku z wciąż trwającą rusyfikacją, jest znacznie mniej popularny. Rosyjski dominuje w zdecydowanej większości gazet, książek, filmów, a także podręczników i lekcji szkolnych. Jedyną białoruskojęzyczną stacją telewizyjną jest Biełsat – państwowa telewizja nadaje po rosyjsku.

Zobacz także:

II, belsat.eu

Zobacz też
Komentarze