Rosja chce przejąć lokomotywy białoruskiej gospodarki: rafinerie


Staje się jasne, że Alaksandr Łukaszenka w ramach integracji z Rosją będzie musiał oddać Moskwie swoje klejnoty koronne, czyli rafinerie. Tyle, że bez nich będzie jeszcze słabszy.

Chodzi o największe rafinerie w Mozyrzu i Nowopołocku. Są lokomotywami białoruskiego przemysłu przetwarzającego ropę naftową na benzynę, oleje, mazut i inne produkty ropopochodne. Dostarczają 20 proc. wpływów walutowych z eksportu. Moskwa od dawna ostrzy sobie na nie zęby. Teraz jednak ma bardzo dobrą pozycję przetargową. Właściwie rozdaje karty. Po dwóch rundach negocjacji Alaksandra Łukaszenki z Władimirem Putinem w Moskwie w grudniu minionego roku wiadomo, że białoruski prezydent nie osiągnął tego, czego chciał. Rosja nie ustąpiła i nie dała Mińskowi rekompensaty za tzw. manewr podatkowy, który podnosi znacząco cenę rosyjskiej ropy dla Białorusi. To zaś powoduje, że białoruskie lokomotywy gospodarki: rafinerie, stracą lwią część zysków. Rosja nie chce również obniżyć ceny gazu. I naciska w sprawie integracji państwa związkowego. Co zaś grozi osłabieniem pozycji Łukaszenki, a nawet utratą władzy. Dlatego też teraz, zdeterminowany, by ratować co się da białoruski prezydent, może ustąpić w sprawie klejnotów koronnych i je zwyczajnie sprzedać. Kupując znowu trochę czasu dla siebie w skrajnie niekorzystnych warunkach.

Srebra rodowe

W 2013 r. trwał ostry kryzys między Mińskiem a Moskwą. Wówczas Rosjanie byli wściekli, że Białoruś sprzedaje na Zachód produkty z przetwarzanej u siebie rosyjskiej ropy i nieźle na tym zarabia. Tyle, że ropę otrzymuje od Rosji po bardzo niskich cenach, bez cła, akcyzy i podatków. Dodatkowo Białoruś oszukiwała i sprzedawała więcej produktów, niż było to ustalone w dwustronnych umowach. Oleje, smary i benzyny były sprzedawane udając bezcłowe rozpuszczalniki. Rosjanie oceniali, że tracą na tym 1,5-2 mld USD rocznie. Ostatecznie kryzys zażegnano. Białoruś i Rosja porozumiały się, że pogłębią integrację w gospodarce.

25 grudnia 2018 roku. Alaksandr Łukaszenka i Władimir Putin podczas rozmów w Moskwie. Zdjęcie: Alexander Nemenov/Pool/Reuters/Forum

Miało powstać pięć wspólnych białorusko-rosyjskich przedsiębiorstw. Do koszyka wybrano na Białorusi: zakłady ciągników kołowych w Mińsku, zakłady MAZ (miały stworzyć spółkę z rosyjskim Kamazem), białoruski Peleng miał się zjednoczyć z Roskosmosem. Zakłady azotowe z Grodna miały powiązać się z rosyjskim Jewrochimem, a białoruski Integral z Rosyjską Elektroniką. Nic z tego nie wyszło. Przez sześć lat nie powstała żadna spółka. Rok później, w 2014 r., w kolejnym kryzysie Rosjanie postawili sprawę jasno: chcieli kupić białoruską rafinerię Mozyrzu. Zainteresowany był koncern Rosnieft, który poprzez swoją spółkę Sławnieft posiadał już udziały w Mozyrzu (42 proc. udziałów). Łukaszenka postawił się wówczas. Mińsk rzucił zaporową cenę ok. 4 mld USD i domagał się od potencjalnego inwestora rozbudowy rafinerii o nowe bloki. Rosnieft spasował. Wówczas Rosja zajęta była Ukrainą, a na horyzoncie majaczył spadek cen ropy, sankcje i spowolnienie gospodarcze. Ale temat zakupu rafinerii powrócił teraz, kiedy Łukaszenka stanął przed wizją załamania finansów państwa i rosyjskiego nacisku na integrację.

Skąd brać ropę?

Dla rosyjskich gigantów, takich jak Rosnieft, czy Łukoil, a może i Gazprom, białoruskie rafinerie są łakomym kąskiem. Dostarczają produkty na rynki Ukrainy (80 proc. benzyny i 40 proc. diesla na ukraińskim rynku pochodzi z Białorusi), krajów nadbałtyckich, Polski i Europy, a także Rosji. Produkty białoruskich zakładów są lepszej jakości niż te rosyjskie i nawet w Rosji są wysoko cenione. Pozyskując rafinerie, Rosjanie zdobyliby cenne rynki. Poza tym Białorusini od dawna irytują rosyjskich nafciarzy. Ich zdaniem, cały czas oszukują i sprzedają więcej produktów ropopochodnych niż jest to ustalone. W dodatku okazało się, że sprzedają wrogom Rosji. Ukraińskie ministerstwo obrony właśnie zakontraktowało zakup 16 tys. ton arktycznego diesla na Białorusi. Ale Rosjanie dobrze wiedzą, że czas gra na ich korzyść. Wysoka cena ropy w ostatnich miesiącach (cena baryłki Urals oscylująca od 70 do 80 USD), powoduje, że białoruskie rafinerie tracą na sprzedawanej w kraju benzynie. Bardziej im się opłaca eksport. Ale i ten przestanie być opłacalny, kiedy Rosjanie opodatkują ropę. Zresztą podobnie wyglądały targi Rosji przed przejęciem Biełtransgazu, białoruskich sieci gazowych. Wówczas Moskwa również wyłożyła na stół argument znaczących podwyżek cen gazu i zamknięcia tranzytu przez Białoruś.

– Najbardziej wiarygodny scenariusz jest taki, że po wprowadzeniu podatków na ropę, Białoruś sprzeda Rosji to, czego Moskwa będzie chciała, razem z np. rafieneriami – mówi dla naviny.by ekspert, dyrektor Centrum Analitycznego IPM Aleksandr Czubrik.

Zanim to jednak nastąpi może trwać seria ciężkich i przerywanych gwałtownymi kryzysami targów. Według ekspertów wartość obu rafinerii to ok. 10 mld. USD. Czyli mniej więcej tyle, ile potrzebuje na gwałt Mińsk w ramach rekompensaty za manewr podatkowy. Tyle, że gdy sprzeda rafinerie i dostanie rekompensatę Białoruś nie będzie już zarabiać na przetwarzaniu ropy. Będzie to zmartwienie Rosjan. Dlatego Mińsk próbuje się ratować. Jeszcze wiosną 2018 r. rząd ogłosił, że rafineria w Nowopołocku będzie modernizowana. W modernizację rafinerii w Mozyrzu wpompowano już ponad 1,7 mld dol. Celem ma być zwiększenie możliwości przetwarzania innej, niż mocno zasiarczona rosyjska ropa typu Urals, czy REBCO. Zresztą w marcu ubiegłego roku rafineria w Mozyrzu przetworzyła pierwszy, historyczny transport ciężkiej ropy z Iranu, który dotarł przez port w Odessie. Takie działania na pewno muszą niepokoić Moskwę. I przyspieszać naciski, by pozyskać białoruskie srebra rodowe. Gdyby Rosjanie przejęli Nowopołock i Mozyrz o żadnej dalszej modernizacji rafinerii nie będzie mowy. W końcu sami będą sobie dostarczać swoją ropę i ją przetwarzać.

Michał Kacewicz/belsat.eu

Zobacz też
Komentarze