Putin i koronawirus – największe zagrożenia dla białoruskiej wolności

Michał
Kacewicz

Dzisiejszy, białoruski Dzień Wolności obchodzony jest w szczególnie trudnych warunkach. Kiedy Rosja stopniowo okrawa resztki niezależności, a ich gwarantem pozostaje Alaksandr Łukaszenka.

Obchodzony dziś przez środowiska demokratyczne i niepodległościowe białoruski Dzień Wolności odbywa się w szczególnych okolicznościach. Nie tylko z uwagi na rozprzestrzeniającą się również na Białorusi pandemię koronawirusa. Białoruskie władze twierdzą co prawda uparcie, że jest stosunkowo niewiele przypadków zachorowań (oficjalnie tylko 86) i w ogóle Białoruś jest zieloną wyspą na tle pogrążonej w pandemii Europy.

Dzisiejsze święto ma również inne znaczenie, niż w poprzednich latach. Białoruska niepodległość jest zagrożona bardziej ,niż kiedykolwiek przez ostatnie dwadzieścia dziewięć lat. Zarówno wewnętrznie, jak i zewnętrznie. Władimir Putin, wcale nie porzucił apetytu na zbudowanie mini-Sojuzu z Białorusią. Tylko wybrał dłuższą i bardziej mozolną drogę stopniowego okrawania niezależności białoruskich władz. Teraz, gdy zadłużona i pozbawiona wsparcia białoruska gospodarka znajdzie się przed obliczem największego w historii, wywołanego pandemią kryzysu, będzie całkowicie bezbronna wobec planów Moskwy.

Suwerenność od koronawirusa

Białoruś jako jedyny kraj w Europie wybrała swoją, specyficzną drogę walki z epidemią koronawirusa. Nie prowadzi jej wcale. Białoruś nie zamknęła swoich granic, mimo, że zrobili to jej sąsiedzi, w tym Rosja. Alaksandr Łukaszenka grzmi, że Białorusini, którzy byli w Polsce powinni pozostać w Polsce. Na koronawirusa białoruski prezydent zaleca pić wódkę i chodzić do sauny. Denerwuje go światowa walka z epidemią. Uważa, że to panika.

Zatem na Białorusi ludzie chodzą np. na mecze, czy koncerty i nie izolują się. Dezynwoltura Łukaszenki nie wzięła się znikąd. Wynika oczywiście z mylnego przekonania, że Białoruś leży jakby z boku globalnych procesów. Jednak dla prezydenta lekceważenie zagrożenia ma również inny wymiar. Łatwo sobie wyobrazić, że w sytuacji rozlania się epidemii na Białorusi Władimir Putin zaoferowałby „bratnią pomoc”. Taką nie do odrzucenia.

„Pozdrowienia z Rosji” będą sporo kosztowały Włochy

Łukaszence wygodniej jest pokazywać jak najdłużej, że problem nie dotyczy Białorusi i oskarżać Rosję, że zachowuje się samolubnie, np. zamykając granicę z Białorusią, niż zacząć wprowadzać zasady kwarantanny na choćby ograniczoną skalę, jak robią to Rosjanie.

Tak, jak w przypadku wielu działań białoruskiego prezydenta, to strategia bardzo krótkowzroczna. Nie uwzględnia ryzyka rozwoju pandemii, ani planowanych ruchów Rosji. Putin przyjął przecież strategię udowadniania światu, że Rosja jest na epidemię świetnie przygotowana i radzi sobie z nią lepiej niż np. Zachód. Świadczyć ma o tym choćby rosyjska pomoc medyczna dla Włoch. Kreml nie zmieni, a raczej zintensyfikuje ten przekaz. I będzie oskarżał Białorusinów o roznoszenie epidemii. Władimir Putin już przełożył zaplanowane na 22 kwietnia referendum w sprawie zmian w konstytucji, zaostrzył zasady kwarantanny i obiecuje Rosjanom pakiet wsparcia socjalnego.

Okrajanie salami

Kiedy Władimir Putin ogłosił swój plan związany z sukcesją władzy po 2024 r., zmienił rząd, a potem wprowadził poprawki do konstytucji otwierające mu drogę do rządzenia przez kolejne dwie kadencje, w pałacu prezydenckim w Mińsku musiało być słuchać westchnienie ulgi.

Dla Alaksandra Łukaszenki największym zagrożeniem na dziś, byłoby, gdyby Putin postanowił zapewnić sobie sukcesję władzy drogą budowy państwa związkowego. W takim wariancie musiałoby dojść do przyspieszenia i pogłębienia integracji Białorusi i Rosji. Jeszcze w tym roku na stole powinna znaleźć się koncepcja państwa związkowego na nowych zasadach i plan utworzenia organów władzy nowego państwa. W takim mini-ZSRR realna władza znalazłaby się w rękach „superprezydenta”.

Badania społeczne: na Białorusi ostry spadek poparcia dla integracji z Rosją

Czyli Władimira Putina. Łukaszenka w najbardziej optymistycznym wariancie zachowałby stanowisko o kompetencjach może tylko trochę większych od tych, jakie dziś mają gubernatorzy rosyjskich obwodów. Stąd gwałtowny opór i klincz w jakim znalazł się Mińsk i Moskwa w trwających od ubiegłego roku negocjacjach dotyczących integracji, powiązanych z kwestią dostaw ropy i gazu na Białoruś.

Łukaszenka twardo negocjował, ryzykując odcięcie dostaw surowców, bo wiedział, że walczy o przetrwanie. Plan związkowy Putina wylądował jednak w koszu. Na razie. Bo mimo, że Putin ma inny pomysł na zachowanie władzy i stabilizowanie systemu władzy swojej elity w Rosji, to nie porzucił przecież pomysłu budowy państwa związkowego.

Tyle, że będzie to robił mniej gwałtownie. Czyli zamiast jednej, przełomowej umowy, którą mógłby pokazać Rosjanom jako swój sukces, będzie stopniowo zmierzał do wchłonięcia Białorusi. Taktyka odkrawania kolejnych kawałków salami nie została zarzucona.

Ostatnio np. zaczęła się integracja systemów kontroli granicznej Białorusi i Rosji. Od 1 kwietnia osoby, które są na liście objętych zakazem wyjazdu z kraju nie będą mogły wydostać się z Białorusi przez Rosję i z Rosji przez Białoruś. Dotyczyć to będzie zarówno opozycjonistów i aktywistów ściganych przez władze, jak i ludzi zalegających z podatkami, czy mandatami i grzywnami.

Rosja i Białoruś łączą bazy danych osób objętych zakazem wyjazdu z kraju

W ten sposób państwo związkowe stanie się jeszcze bardziej zintegrowane, mimo, że formalnie przełomu w integracji nie ma. W wielu obszarach związanych z bezpieczeństwem, obroną, czy gospodarką Białoruś sukcesywnie traci suwerenność i zwiększa uzależnienie od Rosji.

Michał Kacewicz/belsat.eu

INNE TEKSTY AUTORA W DZIALE OPINIE

Zobacz też

Więcej materiałów