Portnikow: Rosyjski plan pokonania Gruzji

Opinia

Protestujący w Tbilisi. Źródło: Forum/REUTERS/Irakli Gedenidze

Kreml pokazał, że ma instrumenty, by wywierać presję ekonomiczną na Gruzję. Tym razem straci branża turystyczna – w odwecie na antyrosyjskie protesty, Moskwa zawiesiła połączenia lotnicze z Gruzją.

Mieszkańcy Gruzji powinni nie tylko być gościnni wobec przyjeżdżających na wczasy Rosjan. Powinni wręcz stawać przed nimi na “baczność”, nie protestować i nie wychodzić na wiece z antyrosyjskimi hasłami. Bo inaczej ani jeden rosyjski samolot nie przyleci, żaden turysta nie przyjedzie. A gruzińska gospodarka, której ważną częścią jest turystyka, poniesie poważne straty.

Mandarynkowa blokada

W takiej reakcji Władimira Putina nie ma niczego nowego. Moskwa zakazywała już wcześniej importu mołdawskich i gruzińskich produktów, wstrzymywała tranzyt gazu przez Ukrainę i Białoruś, a nawet przestawała sprzedawać im paliwa. Nawet w stosunku do samozwańczej Abchazji, której istnienie zależy od rosyjskiego wsparcia, Kreml wprowadził “mandarynkową blokadę”. Gdy Abchazowie wybrali “nie tego” prezydenta swojej republiki, Rosja ograniczyła import cytrusów.

Nowością w ograniczeniu wyjazdów rosyjskich turystów jest co najwyżej reakcja społeczeństwa. I właśnie ona utwierdza w przekonaniu, że w “wojnie hybrydowej” można pokonać zdrowy rozsądek.

Putin wstrzymuje loty turystyczne do Gruzji

Protesty nie są przeciwko zwykłym Rosjanom

Państwo gruzińskie – od pani prezydent po organizacje turystyczne – zaprasza Rosjan i przekonuje, że w Gruzji nic im nie grozi. Gruzińska opozycja także zapewnia, że na prospekcie Rustawelego protestuje przeciw rosyjskim władzom, rosyjskiej okupacji, ale nie przeciwko rosyjskim obywatelom. Bo oni nie mają z tym nic wspólnego!

Reakcja większości Rosjan – głównie liberalnej części społeczeństwa – nie różni się w niczym od przekonań Gruzinów. Są oni oburzeni tym, że Putin decyduje, gdzie i kiedy mogą lecieć na wakacje. Szczególnie, że Gruzini okazują turystom gościnność, nie wypominają im okupacji i zachowania Kremla.

Zacofana propaganda

Na tym tle rosyjscy propagandyści, przypominający, że ich rodacy jeżdżą do państwa, którego mieszkańcy obwiniają Rosję o okupację części terytoriów, wydają się być prawdziwymi obskurantami. Choć w tej sytuacji może nie są już tak dalecy od prawdy?

Rosyjskie siły okupacyjne – najprawdziwsza rosyjska armia, a nie jakieś “hybrydowe” wojska – stacjonują na terytorium okupowanej Osetii Południowej, godzinę jazdy od Tbilisi. W ciągu ostatnich dekad Gruzja przeżyła dwie krwawe wojny z Federacją Rosyjską. Uczestniczyli w nich nie tylko rosyjscy “ochotnicy”, ale też najprawdziwsi rosyjscy żołnierze.

Dla Gruzji wojny te kończyły się nie tylko utratą terenów. Oznaczały też zakrojone na szeroką skalę czystki etniczne w Abchazji i Osetii Południowej. Do tej pory Tbilisi nie odzyskała tych ziem. Nie rozwiązano też problemu uchodźców i ich mienia. Są to wciąż otwarte rany konfliktu.

240 rannych w zamieszkach w Gruzji. Prezydent skraca wizytę w Mińsku

Konflikt konfliktem, ale turystyka musi kwitnąć

Po wojnie gruzińsko-rosyjskiej w 2008 roku w Gruzji postanowiono przyjąć, żeby niezabliźnionego konfliktu nie mieszać z turystyką. Choć nie zawsze się to udawało. Gdy Kreml zakazał importu do Rosji gruzińskich win i wody mineralnej, “wino wolności” zaczęto reklamować na całym świecie, a Borżomi stała się ulubioną wodą Ukraińców.

Ale z turystami wyszło na odwrót. Już trzy lata po wojnie Micheil Saakaszwili znosi wizy turystyczne dla Rosjan (Rosja wciąż nie zmieniła polityki wizowej). Politykę tą przejął go następca, oligarcha Bidzina Iwaniszwili. I zaczęła ona dawać plony.

Do Gruzji co roku przyjeżdżają setki tysięcy Rosjan. I rzeczywiście, mogą oni nie usłyszeć niczego o okupacji, uchodźcach mieszkających przez dekady w zbombardowanych hotelach. O tym, że Kreml uważa oderwane regiony za “niepodległe państwa”, które wspiera pieniędzmi, bronią i własnym wojskiem.

Poniżająca sytuacja?

Uśmiechnięci gospodarze starają się robić wrażenie, jakby ten problem nie istniał. Sam się o tym wielokrotnie przekonywałem. Najwyraźniej zobaczyłem to podczas wycieczki z rosyjskimi przyjaciółmi do klasztoru Szemokmedi na przedmieściach Ozurgeti. Jest tam pochowany rosyjski oficer z kozackiej rodziny Iwan Niemirowicz-Danczenko, ojciec wielkiego działacza teatralnego. Mieszkańcy Ozurgeti, miejsca narodzin Władimira Niemirowicza-Danczenko długo rozmawiali z moimi towarzyszami o rosyjskim teatrzem i miłości do Rosji. A mnie, Ukraińca, zapytali jedynie, dlaczego Petro Poroszenko pozbawił Saakaszwilego ukraińskiego obywatelstwa.

Wydaje się, że wielu Gruzinów nie widzi w tej sytuacji niczego upokarzającego. Dzięki temu są w stanie przetrwać w niezbyt bogatym i rozwiniętym państwie. Nie chodzi tu jednak o Gruzinów, którzy utracili kontrolę nad swoimi granicami i musieli porzucić swoje domy. Czy można mały, ubogi kraj obwiniać o to, że przegrał wojnę z państwem, które na armię wydaje miliardy?

Kreml oskarża Gruzinów o rusofobię i brak gościnności

Inaczej będziemy strzelać

Sęk tkwi w postawie Rosjan, którzy po każdej wycieczce do Gruzji upewniają się, że tak ma być. Że twój kraj może wprowadzać wojska i bombardować sąsiednie państwa (Gruzję bombardowano, przepędzając ludzi z ich domów), a ofiary nie mogą powiedzieć ci nic złego. I muszą cię przyjmować jak honorowego gościa. A gdy ktoś opowie ci o tragedii swojego narodu, albo chociaż własnej żałobie, to masz prawo nazwać go radykałem, który przeszkadza ci normalnie żyć.

Może właśnie to jest długoterminowy plan zwycięstwa Rosji nad Gruzją? Przecież nie przez przypadek ten sam schemat jest stosowany przeciwko Mołdawii i Ukrainie. “Będziemy robić co się nam podoba, a wy macie zamknąć na to oczy.” Inaczej zapomnijcie o sprzedaży wina i tranzycie gazu. Inaczej będziemy strzelać.

I gdy plan ten przestaje działać, Władimir Putin rozkazuje ukarać nieposłuszny naród. I tak jest teraz z Gruzją.

Witalij Portnikow, ukraiński dziennikarz i publicysta dla belsat.eu

Inne teksty autora:

Zobacz też
Komentarze