Moskwa: w kolejną sobotę – kolejny protest. Nawet nielegalny


Zdj. Anton Karliner dla belsat.eu

Po największych od ośmiu lat protestach w Moskwie, rosyjska opozycja zapowiedziała na sobotę kolejną demonstrację na rzecz wolnych wyborów. Według nieoficjalnych informacji władze nie zgodziły się na jej zorganizowanie. – Protesty w Moskwie pokazują, że na młodych nie działa propaganda – mówią tymczasem niezależni eksperci.

Największa od 8 lat

Przedstawiciele opozycji poinformowali w poniedziałek wieczorem, że władze Moskwy odrzuciły stosowny wniosek, uzasadniając swoją decyzję uchybieniami formalnymi. Opozycja zamierza się odwoływać. Na razie jednak nie ma oficjalnego potwierdzenia informacji o odrzuceniu przez władze wniosku o zgodę na sobotnią demonstrację.

Według opozycji w legalnej demonstracji na rzecz wolnych wyborów w ostatnią sobotę wzięło udział ponad 50 tys. osób. Była to najliczniejsza akcja protestu zorganizowana w Moskwie przez opozycję w ciągu ostatnich ośmiu lat, mimo tego że większość jej liderów została wcześniej zatrzymana.

„Przywróćmy sobie prawo do wyborów-3”. Nowa akcja opozycji w Moskwie ONLINE

Podczas tej ostatniej manifestacji i dwóch poprzednich 27 lipca i 3 sierpnia w stolicy Rosji zatrzymano łącznie ponad 2,4 tysiąca osób. Uczestnicy protestów wyrażali sprzeciw wobec niedopuszczenia opozycyjnych kandydatów do zaplanowanych na 8 września wyborów do Rady Miejskiej Moskwy.

Zmiana pokoleniowa

Protesty w Moskwie pokazują, że nastąpiła zmiana pokoleniowa, a na młodych postępowych ludzi nie działają propagandowe chwyty, takie jak straszenie Zachodem czy powrotem chaosu lat 90. XX wieku – uważa tymczasem politolog Aleksiej Makarkin.

– To pierwszy od 1991 r. miting polityczny w sierpniu, na który absolutnie dobrowolnie przyszło ponad 50 tys. ludzi – podkreśla Makarkin, wykładowca Wyższej Szkoły Ekonomii w Moskwie.

Dodaje on, że na ludzi młodego pokolenia w Moskwie nie działają tradycyjne chwyty propagandowe – straszenie powrotem chaosu burzliwych lat 90. XX wieku i agresywne postawy antyzachodnie.

– Oni szczerze tego nie rozumieją, bo w tamtych czasach byli dziećmi albo jeszcze się nie urodzili – zauważa.

Rosja oskarża o zamieszki w Moskwie… niemieckich dziennikarzy

Według politologa w rosyjskiej polityce nastąpiła zmiana pokoleniowa.

– Dla młodych, aktywnych, postępowych ludzi w Moskwie wolność jest wartością samą w sobie. Nie boją się, jak ich rodzice, że za wypowiadanie swojej opinii mogą być zwolnieni z pracy – twierdzi Makarkin.

Młodzież już nie apolityczna?

Przyznaje on, że tezy o apolityczności młodzieży również mają rację bytu.

– Do momentu jednak, kiedy system – obiektywnie coraz bardziej agresywny – zaczął wkraczać w ich życie prywatne, ograniczać je, np. poprzez cenzurę w internecie czy próby narzucania określonych modelów zachowań. Np. aresztowanie studenta Jegora Żukowa zmobilizowało innych młodych ludzi do działania.

Protest rozszerza się „z dzieci na rodziców”, którzy dołączają do niego, widząc to, co dzieje się na ulicach. Ważną cechą moskiewskich demonstracji jest też to, że przyłączają do nich „gwiazdy” – dziennikarze, blogerzy, ale także popularni wśród młodzieży muzycy.

– W pewnym sensie są do tego zmuszeni, bo ich fani oczekują właśnie takiej postawy – zauważa Makarkin.

Zdaniem eksperta moskiewskie protesty są jednak ciągle lokalne, nie przemawiają do ludzi żyjących w regionach, których martwią ceny, pensje i ekologia (np. niedawny wybuch małego reaktora jądrowego w obwodzie archangielskim).

– Władze będą robić wszystko, by nie doszło do połączenia protestów moskiewskich i regionalnych – podsumowuje, dodając, że „o ile do tego nie dojdzie, nie należy spodziewać się ustępstw ze strony władz wobec protestujących.

Rosjanie protestowali przeciwko izolacji od internetu

Bunt przeciwko bezprawiu

Z kolei mieszkający w Czechach rosyjski analityk Iwan Prieobrażenski zauważa, że w obecnych protestach uczestniczy wiele kobiet.

– Ich udział w proteście rośnie, a dotychczas aktywność uliczna była domeną mężczyzn. To wynika m.in. z obecności kobiet w opozycyjnej polityce – chodzi m.in. o Lubow Sobol, współpracowniczkę Aleksieja Nawalnego, niedopuszczoną do wyborów do Moskiewskiej Dumy Miejskiej. To jednak także oznaka tego, że maleje zaufanie do prezydenta wśród kobiet – przekonuje Prieobrażeński.

Moskwa: 50 tys. ludzi na demonstracji w obronie wolnych wyborów

Przypomina przy tym też, że charakter protestu zmienił się w trakcie jego trwania w ciągu ostatnich kilku tygodni.

– Brutalna reakcja struktur siłowych sprawiła, że z protestu o uczciwe wybory stał się on protestem przeciwko bezkarności i bezprawiu policji – zaznacza Prieobrażeński.

Według analityka scenariuszy rozwoju sytuacji jest kilka, a władze, w tym struktury siłowe, zdecydowanie nie są jednolite i w ich kręgach panują różne nastroje.

Nadgorliwość przejawem hiperlojalności

– Jest część, która liczyła, że brutalna reakcja doprowadzi do wygaśnięcia protestu i pomyliła się. Z całą pewnością jest też grupa, która czeka na pretekst do bardziej „zdecydowanych działań” jeszcze większej brutalności, bo to – w ich mniemaniu – zdusi aktywność społeczną i rozwiąże kwestię protestów na następne kilka lat – ocenia politolog.

Jego zdaniem wariant radykalny to jeszcze brutalniejsze działania policji i Gwardii Narodowej i np. masowa sfabrykowana sprawa dotycząca wywołania „zamieszek”, w której przed sądem stanęłyby dziesiątki, setki ludzi, oskarżonych o działanie na polecenie kogoś „z zewnątrz, zagranicy”.

– Bez wątpienia entuzjazm i nadgorliwość różnych struktur siłowych to także próba demonstracji lojalności wobec prezydenta i jego otoczenia. Instytucji odpowiedzialnych za bezpieczeństwo jest w Rosji kilka i w ten sposób każda chce pokazać, że jest ważniejsza niż inna – podsumowuje ekspert.

Portnikow: Biją, bo się boją?

cez/belsat.eu wg PAP

Zobacz też
Komentarze