Portnikow: Biją, bo się boją?

Opinia

Represje rosyjskich władz wymierzone przeciwko demonstrantom oburzonym działaniami komisji wyborczych przy rejestracji niezależnych kandydatów do moskiewskiej Dumy, przekroczyły nie tylko wszelkie „czerwone linie”, ale wszelkie granice politycznej logiki.

Nieuzasadniona brutalność

Spirala represji rozkręca się z każdym dniem coraz bardziej. Ogarnia zasięgiem coraz większą liczbę ludzi. Można powiedzieć, że przedstawiciele rosyjskich „struktur siłowych” sami prowokują masowe zamieszki i konfrontację z władzami.

I to w sytuacji, gdy nie było żadnego ryzyka politycznego ani w rejestracji nielicznych niezależnych kandydatów, ani w ostrożniejszej reakcji na protesty.

Nawet wybranie do Moskiewskiej Dumy Miejskiej wszystkich, których władze postanowiły nie dopuścić, nie zachwiałoby obecnym monopolem stołecznego mera Siergieja Sobianina i szerzej – kontroli Kremla nad Moskwą.

Rosyjska opozycja tkwi w niszy 3 procent

Skąd więc tak brutalnie działania, wzbudzające zaniepokojenie nawet umiarkowanych zwolenników władz? Dlaczego powiększa się bazę społeczną protestu, z góry kwestionując uczciwość wyborów i legalność nowego parlamentu stolicy?

Reżimy z alergią na konkurencję

W odpowiedzi na te pytania przypominam sobie pierwsze demokratyczne wiece w Moskwie, które relacjonowałem, i w których uczestniczyłem – pod koniec lat 80. i 90. ubiegłego wieku. Wtedy przecież były to też pierwsze masowe mityngi po dziesięcioleciach komunistycznego „zamrożenia” każdej formy protestu. Wtedy też wydawały się marginalne i pozbawione perspektyw, a liczba funkcjonariuszy często przekraczała liczbę samych protestujących.

Ówczesny reżim, przeciwko któremu występowali protestujący wydawał się niezachwiany jeszcze w większym stopniu niż reżim Władimira Putina. W chwili początku protestu liczył on nie 20, ale 70 lat i był oparty na nie tylko na miłości do wodza, ale i na obłąkańczej ideologii, którą jednak wyznawała większość obywateli ZSRR w tamtych czasach. Zaś zacofanie i izolacja informacyjna ludzi radzieckich była nieporównywalna z sytuacją, w której znajdują się współcześni Rosjanie.

Dlaczego więc władza niepokoiła się wtedy i dlaczego denerwuje się tak teraz? A dlatego, że i wtedy i teraz mamy do czynienia z reżimem, który w ogóle nie potrafi istnieć w warunkach konkurencji informacyjnej i politycznej.

Sondaż: Rosjanom bardziej podoba się władza czasów Breżniewa od obecnej

Komuniści nie zwyciężyli w żadnych uczciwych wyborach w Rosji w Związku Radzieckim. Jeżeli być dokładnym, to jedyne uczciwe wybory (wybory do Konstytuanty w 1917 r.) sromotnie przegrali. I to w sytuacji, gdy kontrolowali władzę.

Wszystkie zaś inne wybory, w których brali udział przedstawiciele partii komunistycznej, były imitacją. A kiedy na terytorium Rosji wkroczyła głasnost czyli jawność, komuniści zaczęli przegrywać w jednych wyborach za drugimi i niebawem przekształcili się w jakąś polityczną fatamorganę.

Putin jest skazany

Reżim Putina też kształtował się poprzez „zaczystkę” obszaru informacyjnego w kraju. Owszem, był też silny nie tylko propagandą, ale także preferencjami socjalnymi. Tylko, że zbędnych petrodolarów Putin już nie ma i została mu sama propaganda. To zaś oznacza, że w razie nadejścia kolejnej „głasnosti”, w razie nadejścia rzeczywistej konkurencji politycznej, ten reżim upadnie.

Nie będę jednak twierdził, że Putin przegra z jakimś ustawowym liberałem. Nie, jego następcą może być jakiś szowinista lub po prostu populista – np. rosyjski odpowiednik Wołodymyra Zełenskiego.

Ale Putin jest skazany na to, że przegra z każdą „nową twarzą”. I do tego właśnie rosyjskie władze starają się nie dopuścić.

Rosyjska prokuratura chce odebrania praw rodzicielskich dwójce demonstrujących

Przykręcają one śrubę coraz mocniej właśnie dlatego, że boją się każdej konkurencji politycznej. Nawet na szczeblu lokalnych samorządów. Właśnie w takiej konkurencji czyha ukryta, ale nieuchronna śmierć.

Witalij Portnikow, ukraiński dziennikarz i publicysta dla belsat.eu

(cez)

Inne teksty autora:

Opinia autora może nie zgadzać się ze stanowiskiem redakcji.

Zobacz też
Komentarze