Mińsk: ważą się losy Donbasu i Ukrainy


Wołodymyr Zełenski na linii frontu. Zakończenie wojny jest kluczowym wyzwaniem jego prezydentury. Źródło: president.gov.ua

Od dzisiejszych negocjacji grupy kontaktowej zależy, czy spotkają się prezydenci Rosji i Ukrainy. Moskwa chce wyborów i specjalnego statusu Donbasu, a Kijów ma własną mapę drogową wyjścia z konfliktu.

To już drugie w tym miesiącu spotkanie grupy kontaktowej ds. uregulowania konfliktu na Donbasie. Pierwsze odbyło się 4 września. Dzisiejsze ma otworzyć drogę do rozmów formatu normandzkiego (Francja, Niemcy, Rosja, Ukraina). Dziś w Mińsku zapadną kluczowe decyzje umożliwiające porozumienie Ukrainy z Rosją w sprawie Donbasu.

Trójstronna grupa kontaktowa (przedstawiciele Rosji, Ukrainy i separatystycznych republik) ma m.in. ustalić harmonogram rozdzielenia i wycofania jednostek wojskowych obu stron z rejonu Zołotnego i Pietrowskiego w obwodzie Ługańskim. To obecnie newralgiczny odcinek linii frontowej, gdzie najczęściej dochodzi do incydentów i ostrzałów stojących obok siebie sił ukraińskich i prorosyjskich separatystów. Będą rozmawiać również o kwestii ukraińskich emerytur i rent dla mieszkańców separatystycznego Donbasu.

Druga, jeszcze ważniejsza sprawa, to uzgodnienie jednolitej redakcji tekstu tzw. „formuły Steinmeiera”, albo przyjęcie innej propozycji, np. zapowiadanej przez Wołodymyra Zełenskiego „mapy drogowej” wyjścia z konfliktu. Nazwany imieniem jednego z współautorów, Franka-Waltera Steinmeiera, byłego szefa niemieckiej dyplomacji, a obecnie prezydenta Niemiec projekt przeprowadzenia w Donbasie wyborów pod kontrolą OBWE, przewiduje po nich tzw. „szczególny status Donbasu”. Czyli szeroką autonomię regionu w składzie Ukrainy. Dla Kijowa formuła jest niekorzystna. Ale przynajmniej na razie Wołodymyr Zełenski robi wszystko, by po prostu zacząć rozmawiać z Władimirem Putinem i zanotować na swoim koncie jakikolwiek postęp w sprawie zakończenia wojny.

Mało czasu

Prezydent Wołodymyr Zełenski jeszcze w czasie kampanii wyborczej obiecał, że zakończy wojnę na Donbasie. Pokrywa się to z oczekiwaniami 71 proc. Ukraińców -tylu z nich chce końca wojny. Znacznie więcej niż walki z korupcją, czy poprawy gospodarki. Kiedy Zełeński witał na lotnisku Boryspol pod Kijowem uwolnionych z Rosji 35 ukraińskich jeńców powiedział, że teraz czas na drugi etap procesu pokojowego. Wymiana jeńców była warunkiem progowym dalszych rozmów. Ale tak naprawdę Zełenski prowadzi aktywną dyplomację w celu nowego otwarcia negocjacji pokojowych od samego początku prezydentury.

Ile kosztuje Sencow i marynarze?

Trafił tym samym w ambicje prezydenta Francji Emmanuela Macrona, z którym spotykał się dwukrotnie w Paryżu. Macron pragnie sukcesu międzynarodowego i chce być architektem porozumienia w sprawie Donbasu. Zarówno Zełenskiemu, jak i Macronowi spieszy się. Chcą sukcesu jak najszybciej, jeszcze w tym roku. Władimir Putin również się spieszy, bo porozumienie pokojowe otworzy mu drogę do rozmów o zniesieniu sankcji i powrotu do w miarę normalnych relacji z Zachodem (a przynajmniej jego europejską częścią).

– Jeśli w najbliższym czasie nie uda się załatwić sprawy Donbasu w negocjacjach, to powinniśmy przejść do bardziej radykalnych kroków – mówił w wywiadzie dla stacji ICTV Wadym Prystajko, minister spraw zagranicznych Ukrainy i dodawał – Na to wszystko mamy od pół roku do roku, i „formuła Zełenskiego” (jak ukraiński MSZ nazywa enigmatyczne i ukrywane na razie plany Kijowa) mówi, że nie mamy pięciu lat, żeby przeciągać negocjacje.

Kreml skuteczniej maskuje zniecierpliwienie i sprawia wrażenie, że tylko Zełenskiemu zależy na prędkim sukcesie. W negocjacjach to ważna przewaga psychologiczna. Zwłaszcza, że na stole w Mińsku leży dość niekorzystna dla Ukrainy propozycja umowy wg. formuły Steinmeiera. Kijów ma swoją jej interpretację, a najprawdopodobniej swoją propozycję, czyli zapowiadaną przez Zełenskiego „mapę drogową”. Ustalenie dziś, który wariant porozumienia pozostanie na stole negocjacji otworzy drogę, by w październiku, a może jeszcze we wrześniu doszło w Paryżu do spotkania liderów i pierwszego, historycznego uścisku dłoni Putina i Zełenskiego.

Formuła Steinmeiera

Zaproponowana przez niemiecką dyplomację koncepcja Steinmeiera zakłada, że najpierw ukraiński parlament przyjmie poprawki do konstytucji, które dadzą Donbasowi „szczególny status”. Rosyjskie media twierdzą, że główny problem w Mińsku będzie polegał na uzgodnieniu jednolitego tekstu „formuły Steinmeiera”. Mają rację tylko częściowo i manipulują faktami. W rzeczywistości chodzi o sprawę bardziej poważną. O to, kto będzie faktycznie kontrolował proces pokojowy w Donbasie.

Strona ukraińska twierdzi, że specjalny status już istnieje. Rzeczywiście został wprowadzony w 2014 r., w szczytowym momencie wojny, by otwierać możliwości pertraktacji z Donbasem. Faktycznie nie był całkiem wprowadzony w życie (zakładał m.in. wybory lokalne wg. ukraińskiego prawa), a jego ważność upływa z końcem tego roku. Parlament w Kijowie może go albo przedłużyć, albo zmienić.

– Formuła Steinmeiera jest w zasadzie bardzo prosta: mówi w jaki sposób ustawa o szczególnym statusie Donbasu wchodzi w życie, nie ma w niej mowy o wycofaniu wojsk – twierdził w wywiadzie dla stacji Inter Wadym Prystajko.

Prezydent Zełenski uważa zaś, że wybory lokalne na Donbasie mogą się odbyć tylko wg. ukraińskiego prawa i dopiero po wycofaniu rosyjskich sił z Donbasu. I to jest właśnie kluczowy problem. Zełenski nie chce wprowadzić specjalnego statusu i wyborów na Donbasie pod lufami rosyjskich automatów. Najpierw Rosjanie mają się wycofać.

– Nie widzę takiego scenariusza, w którym Ukraina będzie namawiana do przeprowadzenia wyborów, kiedy te terytoria będą nadal okupowane – mówił przedwczoraj amerykański przedstawiciel ds. Ukrainy Kurt Volker w stacji 1+1.

Volker uważa, że wprowadzenie „specjalnego statusu” Donbasu da Rosji doskonały instrument wywierania presji na Ukrainę. W sytuacji, kiedy na terenie separatystów stacjonować będą nadal Rosjanie, a wybrane zostaną tam lokalne władze, które posłużą jedynie do legitymizowania fikcyjnego powrotu tych terytoriów pod kontrolę Kijowa, będzie to dużym obciążeniem dla państwa ukraińskiego. W dodatku Rosja wywiera presję, by zapisy o „szczególnym statusie” znalazły się w ukraińskiej konstytucji. Kijów nie zgadza się na to. Taki zapis stworzyłyby możliwości i mechanizm usamodzielniania się innych regionów i dał Rosji instrument wpływania na podział Ukrainy.

Łukaszenka zaproponował USA zakończenie wojny w Donbasie

Michał Kacewicz/belsat.eu

Zobacz też
Komentarze