Alaksandr Kłaskouski Masz, na coś zasłużył. 29 lat temu Białoruś wprowadziła symbole znienawidzone przez Łukaszenkę


To był moment triumfu romantyków odrodzenia narodowego. 28 lat temu, 19 września 1991 r. Rada Najwyższa Białorusi zatwierdziła państwowe symbole Białorusi: biało-czerwono-białą flagę i herb Pogoń. Jednak zwycięstwo okazało się krótkotrwałym.

Już podczas referendum w 1995 r. młody wtedy prezydent Alaksandr Łukaszenka postawił pytanie zmiany symboliki i w efekcie powróciły sowieckie symbole po lekkim liftingu. Było to posunięcie absolutnie w duchu tego lidera, który przychodząc do władzy obiecywał wstrząśniętemu przez postsowiecką biedę elektoratowi powrót do „świetlanej przeszłości”.

Mit o stukniętych nacjonalistach na potrzeby Moskwy

W tym plebiscycie zaprezentowano wymowny pakiet zagadnień. W rezultacie język rosyjski otrzymał status państwowego, prezydent otrzymał wolną rękę na ekonomiczną (potem jakby to słowo z jego mów gdzieś zniknęło) integrację z Rosją i możliwość rozwiązania Rady Najwyższej, która już rok później została rozpędzona.

12.04.1995: Koniec demokracji i początek dyktatorskich rządów Łukaszenki.

Symbolicznym i faktycznym początkim dyktatury na Białorusi było wprowadzenie wojska na teren parlamentu na osobisty rozkaz Łukaszenki

Opublikowany przez Biełsat po polsku Czwartek, 12 kwietnia 2018

Organizując referendum w 1995 r. ostry lider złapał kilka srok za ogon: uderzał w narodową orientację opozycji (głównie w Białoruski Front Narodowy), przygotowywał grunt pod skoncentrowanie władzy absolutnej w swoich rękach, robił ukłon w stronę Rosji i stwarzał sobie możliwości rozpoczęcia gry na rosyjskiej arenie politycznej.

W oczach Kremla czynił z siebie pogromcę krwiożerczych nacjonalistów, którzy niby zbierali się, żeby wygnać miejscowych Rosjan.

Jednak w rzeczywistości nacjonaliści na Białorusi nigdy nie posiadali władzy. W Radzie Najwyższej XII kadencji byli reprezentowani jedynie przez niewielką grupę z charyzmatycznym Zianonem Paźniakiem na czele. Decyzja o wprowadzeniu Pogoni i biało-czerwono-białej flagi (nazywanej w slangu białoruskich patriotów jako „b-cz-b”) zastała podjęta mimochodem. Przeprowadzono ją przez parlament wykorzystując stupor w jaki wpadła konserwatywna, sowiecka większość przerażona katastrofą moskiewskiego puczu Janajewa w 1991 r.

Kadry z kroniki filmowej. Szef administracji Łukaszenki Iwan Ciciankou zdejmuje z masztu na dachu rezydencji prezydenta biało-czerwono-białą flagę i rozrywa ją na pamiątkowe kawałki. Obecni postawili na nich swoje autografy z dopiskiem 16:00, 16 maja 1995 r.

Nosisz Pogoń? Jesteś wrogiem Łukaszenki

Od momenty referendum w 1995 r. Łukaszenka zaczął metodyczną czystkę białoruskiej areny politycznej. Za chodzenie w biało-czerwono-białych barwach po ulicach, czy za Pogoń w klapie marynarki (czyli za „nielegalną symbolikę) milicja ciągnęła do aresztu. Propaganda państwowa wmawiała, że starą flagę używali kolaboranci w czasie okupacji niemieckiej. Propagandystom nie przeszkadzało, że również obecną trójkolorową flagę wykorzystywali kolaborujący z Hitlerem własowcy.

Alaksandr Łukaszenka po raz pierwszy składał przysięgę prezydencką pod flagą biało-czerwono-białą.

Prześladowanie za Pogoń, w szczególności wobec kibiców piłkarskich, wyglądały absurdalnie. Jest to bowiem starodawny herb Wielkiego Księstwa Litewskiego, w którym ważną rolę odgrywali przodkowie dzisiejszych Białorusinów. I można go znaleźć w herbach kilku białoruskich miast i regionów.

W ciągu 25 lat swoich rządów reżim niezmiennego prezydenta metodycznie przemielił opozycję, którą określano mianem V kolumny. Zastraszył społeczeństwo, zniechęcił je do polityki. Kraj stał się jeszcze bardziej zrusyfikowanym.

Moskwa nie doceniła zapału

Jednak kreml nie docenił starań swojego sojusznika. Zdecydował powtórnie przeanalizować nieoficjalną umowę z Łukaszenką. Zaczął domagać się większej wierności (żadnych konszachtów z Europą) za mniejsze pieniądze.

W grudniu ub.r. jak grom z jasnego nieba spadło na Białoruś „ultimatum Miedwiediewa”. Rosyjski premier przedstawił brutalną alternatywę: albo pogłębiona integracja (czytaj miękkie połknięcie), albo zdychajcie z głodu. A co się stanie, gdy sąsiad nie słucha „wstającej z kolan” Rosji, która wraca do imperialnych tradycji? Pokazała to aneksja Krymu i krwawa awantura w Donbasie.

Integracyjny cios Kremla

Białoruskie władze zreflektowały się po niewczasie i rozpoczęły proces „miękkiej białorutenizacji”. Wywieszano na bilbordach hasła w języku białoruskim, z góry przyszło pozwolenie na świętowanie ważnych dla patriotycznie nastawionej publiki wydarzeń w stylu stulecia proklamowania Białoruskiej Republiki Ludowej w 1918 r. Ale nawet wtedy milicja zatrzymywała ludzi z Pogonią czy historyczną flagą.

Białoruska wierchuszka nie tyle boi się Kremla i jego pretensji o hodowano domorosłych „banderowców”, ale wzrostu świadomości narodowej jako takiej. Bo będzie się to wiązać z pojawianiem prawdziwych obywateli, którym nie tylko będzie nie po drodze z imperialistycznymi tendencjami wschodniej sąsiadki, ale też z niedemokratyczną władzą, która hamuje rozwój kraju.

„V kolumna” czuła pismo nosem

Choć białoruskie władze twierdzą, że projekt pogłębienia integracji z Rosją nie niesie ze sobą zagrożenia dla suwerenności, kategorycznie odmawiają ujawnienia jego treści, mimo że został on już parafowany przez premierów dwóch krajów.

Być może Łukaszenka ma nadzieję, że Moskwa odblokuje teraz kwestie zmniejszenia cen na gaz, naftę, tanich kredytów. Na Kremlu jednak z pewnością pamiętają lekcję początku lat 2000, gdy Mińsk storpedował wprowadzenie wspólnej waluty, wprowadzenie Aktu Konstytucyjnego Związku Białorusi i Rosji itd. Teraz to Moskwa, według wszelkich znaków, ma zamiar zapobiec wszelkim planom sabotażu projektu integracji przez Białoruś.

Gdy w 1995 r. podwładni Łukaszenki demonstracyjnie rwali na kawałki biało-czerwono-białą flagę na dachu jego rezydencji, gdy w sensie dosłownym trzeszczały kości jego politycznych przeciwników białoruski prezydent czuł wiatr w żaglach.

Jednak to właśnie ci pokonani oponenci okazali się mieć 200 proc. racji. Bowiem imperium złapało Białoruś za gardło i nie odpuszcza.

Być może w głębi duszy Łukaszenka żałuje, że zdeptał wtedy symbole narodowe. Jednak może się przyznać do tego wyłącznie przed samym sobą. Biało-czerwono-biała i Pogoń powrócą, ale już gdy go nie będzie. Daj Boże, żeby tylko Białoruś przetrwała.

Alaksandr Kłaskouski, komentator polityczny dla Biełsatu

Sojusz wojskowy z Rosją stał się dla Białorusi zagrożeniem

Inne teksty autora:

Redakcja może nie podzielać opinii autora.

ja/belsat.eu

Redakcja może nie podzielać opinii autora.

Zobacz też
Komentarze