Kremlowski propagandysta o Białorusi: Polacy chcieli nabruździć Rosji

Dmitrij Kisielow, wiceszef szef rosyjskiego państwowego radia i telewizji w prowadzonym przez siebie niedzielnym programie Wiesti, dokonał analizy protestów na Białorusi. Jego zdaniem są one inspirowane z Polski i Litwy, by w rzeczywistości wywołać kryzys w Rosji.

Narzędziem, które ma wywołać w Rosji nową „smutę”, czyli bezkrólewie tak jak w XVII wieku, ma być Swiatłana Cichanouskaja. Zdaniem Kisieliowa Polakom potrzebny jest na Białorusi nowy Dymitr Samozwaniec albo Maryna Mniszech, jego żona, którzy zostali w XVII wieku wyniesieni na carski tron przez polskich magnatów.

Protesty na Białorusi sterowane z Bydgoszczy? Teoria białoruskiej telewizji

Według prowadzącego Wiesti, obecnie Polska w sojuszu z Litwą powtarza ten scenariusz promując Cichanowską jako liderkę narodu Białoruskiego. Jego zdaniem to nie przypadek, bo nawet jej nazwisko miło brzmi dla polskiego ucha.

Kisielow kpi z białoruskiej opozycjonistki, że choć jest absolwentką filologii, to nie umie jasno się wypowiadać. A okazywane jej przez premiera Mateusza Morawickiego oznaki szacunku i wsparcia nazywa grubiaństwem. Podobnie nie podoba mu się propozycja Donalda Tuska, przewodniczącego Europejskiej Partii Ludowej o nominowaniu jej i jej męża aresztowanego blogera do nagrody Nobla.

Powołując się na słowa poematu Puszkina „Borys Godunow” , Kiselow, sugeruje w Polsce nikt nie zastanawia się nad prawnym statusem Cichanouskiej, ale jest ona jedynie „pretekstem dla waśni i wojen”. Jego zdaniem w Polsce wszyscy zdają sobie sprawę „z pozycji tej damy”.

– Tak jest z Cichanouską. Co z niej za „przywódca narodu”? To nie ma znaczenia. Jednak nadaje się jako pretekst do waśni i wojen. I stąd się bierze ten cały polsko-litewski karnawał wokół niej. I oczywiście cała ta historia nie dotyczy Białorusi. Celem jest nabrużdżenie Rosji. To wielowiekowa idea Polski i Litwy. Dziś znów się u nich przebudziła. Uważają, że to dla nich nowa szansa – skonkludował Kiselow swój monolog.

Kisielow prezentując te historyczne paralele, nie tłumaczy jednak widzom, jak zmiana prezydenta sąsiedniego kraju miałaby zaszkodzić Rosji i doprowadzić tam do kolejnej „smuty”. Jego słowa współbrzmią jednak ze opiniami Alaksandra Łukaszenki, że protesty na Białorusi są sterowane z Polski i Litwy.

„To było bezbożne z mojej strony”. Rosyjska aktorka, która parodiowała protestującą Białorusinkę, przeprasza

jb/belsat.eu

Wiadomości