Koniec otwartego nieba

Michał
Kacewicz
dziennikarz

Amerykańska decyzja o wycofaniu się z traktatu o otwartych przestworzach wywołuje w Europie obawy przed powrotem logiki zimnej wojny. Znika bowiem kolejny instrument kontroli i zaufania między Zachodem i Rosją.

Relikt z odwilży po zimnej wojnie?

Donald Trump zapowiedział wycofanie USA z Układu o Otwartych Przestworzach (Open Skies Treaty). Podpisany w 1992 r. w Helsinkach Układ był jednym z fundamentów postzimnowojennego porządku. Wszedł w życie dekadę później, w 2002 r. Zakładał, że strony-sygnatariusze (w tym Polska), będą mogli przeprowadzać nad swoimi terytoriami wzajemnie kontrolowane loty „zwiadowcze” za pomocą samolotów wyposażonych w aparaturę obserwacyjną i fotograficzną.

Układ z pewnością nie należał do najważniejszych traktatów, ani nie zapewniał najlepszych, dostępnych, technicznych możliwości wzajemnej kontroli. W dobie satelitów i inwigilacji w sieci, stawał się archaiczny. Ale nie tylko z technicznego punktu widzenia układ był reliktem postzimnowojennego okresu.

Kiedy powstawał, dopiero co rozpadł się Układ Warszawski i ZSRR. Wzajemne loty obserwacyjne miały zapewnić kontrolę nad procesem odwilży i przemieszczaniem się do Rosji ogromnych ilości wojska i sprzętu z wycofywanych baz w Europie Środkowej i Wschodniej. Z drugiej strony układ miał dawać poczucie bezpieczeństwa nowemu tworowi: Federacji Rosyjskiej.

W Rosji już wtedy żywe były lęki przed triumfującym NATO i groźbie wojsk Sojuszu tuż za miedzą. A na Zachodzie panował strach przed możliwym odrodzeniem się w Rosji w jakiejś formie napędzanego lękami autorytaryzmu i militaryzmu. Zresztą całkiem uzasadniony: traktat podpisano w niecały rok przed próbą ratowania ZSRR przez twardogłowych komunistów w puczu sierpniowym i rok przed starciem prezydenta Borysa Jelcyna z parlamentem z użyciem czołgów na ulicach Moskwy.

Jednak to dopiero „wstawanie z kolan” Rosji Władimira Putina, zwłaszcza po aneksji ukraińskiego Krymu, spowodowało, że niebo przestało być otwarte. A traktat stał się po prostu atrapą i polem do manipulacji.

https://belsat.eu/pl/news/nad-donbasem-przelecial-amerykanski-samolot-zwiadowczy/

Widok z samolotu

Sama idea wzajemnej kontroli lotów zwiadowczych nie jest nowa. Pojawiła się już w szczycie zimnej wojny w czasach rządów Dwighta Eisenhowera i Nikity Chruszczowa. Wówczas jednak poziom zaufania był tak niski, że do podpisania układu nie doszło i Amerykanie wysyłali swoje zwiadowcze U-2 bez zgody Rosjan nad ZSRR.

Wprowadzony w życie osiemnaście lat temu układ o otwartych przestworzach zapewnia, że co pewien czas na wyraźne żądanie jednej ze stron samolot obserwacyjny tego państwa mógł przeprowadzić lot zwiadowczy nad terytorium innego sygnatariusza. Loty nadzoruje komisja konsultacyjna z siedzibą w Wiedniu. Na pokładzie samolotu przebywają zaś wojskowi z obu państw: kontrolujący i kontrolowani.

W ten sposób np. nad Polską kilka razy w roku przelatywał rosyjski An-30B wyposażony w aparaturę fotograficzną. Rosjanie znacząco zwiększyli ilość lotów po 2014 r., od czasu wojny na Ukrainie. Do monitoringu (głównie w USA) Rosja używała również specjalnie wyposażonego Tu-154. Dwa lata temu Moskwa zastąpiła obie przestarzałe konstrukcje nowym Tu-214 NA. Amerykanie używają Boeinga OC-135B, a Kanadyjczycy Herculesa C-130. Niemcy zaś latają Airbusem A319. Polscy wojskowi korzystali z ukraińskiego An-30B, na którym wykonywali loty obserwacyjne nad Białorusią i Rosją w ramach traktatu.

https://belsat.eu/pl/news/14744/

Samoloty te wyposażone są w całą gamę sensorów, obiektywów i aparatów. Rejestrują, czy nie dochodzi do znaczącej rozbudowy instalacji wojskowych lub ruchów wojsk. Loty obserwacyjne były dla obu stron ważnym uzupełnieniem do zdjęć satelitarnych. W dodatku samoloty używają zestawu czujników, które dla satelitów są niedostępne.

Jednak w miarę, jak Rosja pod rządami Władimira Putina wkraczał na ścieżkę konfrontacji z Zachodem i odbudowy swojego potencjału militarnego, zaczęły się kłopoty. Problemy z lotami obserwacyjnymi narastały po rosyjskiej agresji na Gruzję w 2008 r. Rok później Rosjanie odebrali litewskim inspektorom kasety z nagraniami z lotu rosyjskiego Antonowa nad Litwą.

W myśl traktatu do zdjęć i materiałów zarejestrowanych w czasie lotu mają dostęp obie strony: kontrolowana i kontrolująca. Po agresji na Ukrainie Rosja stała się jeszcze bardziej asertywna. Moskwa zaczęła rozszerzać tzw. strefy zakazane, wyłączone z trasy przelotu samolotu zwiadowczego. Rosjanie nie zgadzają się np. na loty nad obwodem kaliningradzkim, Osetią Płd. i Abchazją.

Doradca Trumpa: obwód kaliningradzki jest jak sztylet w sercu Europy Zachodniej

W 2018 r. Rosjanie poważnie ograniczyli również loty nad niektórymi obszarami europejskiej części w czasie dużych manewrów wojskowych. Traktat zaczął ciążyć obu stronom. Amerykanie wskazują, że Rosjanie mogą grać nieuczciwie i obserwować inne państwa, niż docelowo zgłoszone do lotu obserwacyjnego w ramach traktatu. I np. obserwować Polskę, w czasie przelotu ich samolotu do Niemiec.

Waszyngton zaniepokoił się również, że nowy, rosyjski Tu-214 wykorzystuje aparaty cyfrowe i aparaturę nowszej generacji. W każdym razie nowszą i dokładniejszą niż ta, w którą wyposażony jest wprowadzony do służby w latach 90. amerykański OC-135B.

Anachroniczny system wzajemnego zaufania?

Występując przeciw układowi o otwartych przestworzach Donald Trump używa argumentu, że umowa nie działa właściwie, jest anachronizmem w dobie satelitów, a Rosja i tak oszukuje. Każdy z tych argumentów jest w dużej mierze prawdziwy. A jednak układ stanowił od prawie dwóch dekad coś w rodzaju pasu transmisyjnego wzajemnego zaufania między Zachodem a Rosją. Ważny, szczególnie teraz, kiedy Rosja rozbudowuje swój potencjał militarny w europejskiej części i nadaje mu wybitnie ofensywnego charakteru.

Po wyjściu USA z traktatu o otwartym niebie, będzie to kolejny przypadek demontażu postzimnowojennych struktur wzajemnej kontroli. W ubiegłym roku Amerykanie wystąpili z traktatu o likwidacji pocisków rakietowych średniego i pośredniego zasięgu (INF).

https://belsat.eu/pl/news/traktat-inf-odchodzi-do-przeszlosci-czeka-nas-wyscig-zbrojen/

 

I wtedy administracja Trumpa używała argumentu, że Rosjanie oszukują i omijają zapisy traktatu. Chodziło o pocisk 9M729, pokrewny z systemem okrętowym Kalibr. Rosjanie dostosowali go do lądowych wyrzutni systemu Iskander. Rzecz w tym, że pocisk ma zasięg 2 tys. km., a więc był zakazany przez układ INF. Tyle, że Rosjanie nie przyznawali się do do posiadania pocisku, ukrywają jego charakterystyki. Amerykanie występując z traktatu zapowiedzieli budowę własnych pocisków średniego i pośredniego zasięgu nowej generacji.

W przypadku INF Trumpowi bardziej chodziło o rozwiązanie sobie rąk w Azji. Chiny nie są bowiem związane traktatem INF i mają pokaźny arsenał pocisków średniego zasięgu. Jednak ofiarą demontażu INF, jednego z najbardziej przełomowych układów schyłkowego okresu zimnej wojny, padnie bezpieczeństwo Europy. Bo to Europie zagrożą rosyjskie rakiety średniego zasięgu. Za rok kończy się kolejny, ważny układ: tzw. NewSTART o redukcji broni strategicznej.

Rosyjskie media: Rakiety Smiercz trafiły do Kaliningradu

 

Kres ery odprężenia

Europejskie państwa (Niemcy, Francja, Wielka Brytania oraz kraje skandynawskie), ale również Ukraina, nie są zadowolone z wyjścia USA z układu o otwartym niebie. Ukraina wskazuje, że gdyby doszło do upadku traktatu, to poważnie ograniczy możliwość kontroli ruchów rosyjskich wojsk przy ukraińskich granicach. Rosja zaś przerzuca pełną odpowiedzialność na USA i, podobnie jak przy INF, twierdzi, że to Amerykanie są „jastrzębiami” i dążą do eskalacji napięcia.

Demontaż kolejnych buforów bezpieczeństwa jasno pokazuje, że trwający trzy dekady okres rozprężenia, dobiegł końca, a Europa wchodzi w logikę zimnej wojny. Zbudowana w schyłkowym okresie poprzedniej zimnej wojny i w czasie rozprężenia architektura bezpieczeństwa oparta na traktatach zakładała, że wzajemne zaufanie będzie rosło. Rosyjska, agresywna polityka wobec sąsiadów i zbrojenia pokazały, że to mylne założenie.

Niestety wobec demontażu postzimnowojennych układów na razie nie ma pomysłów czym je zastąpić, by nie powrócić do czasów, kiedy jeden przypadkowy błąd, lub mylna interpretacja intencji drugiej strony mogły wywołać światową wojnę.

Michał Kacewicz/belsat.eu

Redakcja może nie podzielać opinii autora.

Więcej materiałów