Traktat INF odchodzi do przeszłości. Czeka nas wyścig zbrojeń


Odejście od układu INF zmniejsza bezpieczeństwo w Europie i ułatwia Rosji zarządzanie strachem. Źródło: youtube

Amerykanie zawiesili wczoraj jednostronnie traktat INF. W odpowiedzi, z układu rozbrojeniowego wycofał się dziś Władimir Putin. Świat stał się bardziej niebezpieczny, a europejską politykę bezpieczeństwa czeka wstrząs.

Stany Zjednoczone zawieszają traktat INF o redukcji rakiet średniego i pośredniego zasięgu oraz dają Rosji pół roku na przestrzeganie jego zapisów. Inaczej wycofają się zupełnie. Ogłosił to wczoraj amerykański sekretarz stanu Mike Pompeo, a Donald Trump zaproponował wypracowanie nowego układu kontroli zbrojeń.

Podpisany przez Ronalda Reagana i Michaiła Gorbaczowa traktat INF (Treaty of Intermediate-range Nuclear Forces) z 1987 r. był fundamentem europejskiego bezpieczeństwa. W końcówce zimnej wojny zmuszał USA i ZSRS do likwidacji arsenałów rakiet średniego i pośredniego zasięgu. Czyli o zasięgu od 500 do 5000 km. Dotyczył rakiet z głowicami atomowymi i konwencjonalnymi.

Po obu stronach żelaznej kurtyny każdemu większemu miastu w Europie zagrażały wtedy sowieckie SS-20 Pionier i amerykańskie MGM 31B Pershing, czy manewrujące BGM-109 Cruise. Były niebezpieczne, gdyż w odróżnieniu od strategicznych rakiet międzykontynentalnych po ich odpaleniu druga strona ma krótki czas na reakcję i uderzenie atomowe za ich pomocą będzie błyskawiczne.

Dziś z traktatu wycofała się Rosja. A Władimir Putin polecił rozbudowę rosyjskiego arsenału rakiet średniego zasięgu. Europę czeka powrót do szczytowej epoki zimnej wojny i zagrożenia nagłym atakiem atomowym, choć tak naprawdę w ograniczonej skali to zagrożenie i tak istniało. Administracja Donalda Trumpa od dawna ostrzegała Rosję, że wycofa się z traktatu. Amerykanie wskazywali, że Rosjanie oszukują i omijają traktat instalując w swoich systemach Iskander rakiety o zasięgu przekraczającym dozwolony w INF. Dziś Władimir Putin potwierdził amerykańskie obawy. Powiedział, że całkiem logiczne będzie przerobienie morskich rakiet Kalibr (o zasięgu 2 tys. km) na wersję lądową. W rzeczywistości Rosjanie już dawno to zrobili.

Wypychanie Ameryki

USA i NATO wiele razy ostrzegały Moskwę, że łamie postanowienia traktatu. Rosja siedem lat temu zakończyła próby systemu rakietowego Iskander, którego budowę planowano jeszcze pod koniec lat 80. Wokół Iskanderów prowadzono potężną kampanię dezinformacji. Nawet w fachowej prasie trudno znaleźć wiarygodne informacje o faktycznych parametrach i możliwościach tego systemu. Rosjanie raz gorąco zaprzeczają, by miał zasięg ponad 500 km., innym razem testując morskie rakiety systemu Kalibr lecące do 2 tys. km., puszczają oko, że rakiety od Kalibra mogą być zamontowane na Iskanderach.

Moskwa może straszyć rozmieszczeniem Iskanderów na Białorusi. Źródło: defpost.com

Oficjalnie zasięg rakiety typu 9M723, wprowadzanej do rosyjskiej armii wersji Iskander-M, wynosi do 500 km. Zdaniem Rosjan to właśnie takie systemy są właśnie rozlokowywane w obwodzie kaliningradzkim. Dokładniej – w Czerniachowsku, w 152 Brygadzie Rakietowej, gdzie zastąpią one taktyczne rakiety Toczka-U. Swoim zasięgiem obejmują znaczną część Polski.

Ale niepokój wywołują systemy Iskander-K. To wersja, która zdaniem Pentagonu może być wyposażona w pochodzące z morskiego systemu rakiety 9M729 o zasięgu 2 tys. km. A to już zasięg, który daje rosyjskiej armii możliwość uderzenia na dowolne miasto i bazę w Europie, poprzez wystrzelenie pocisków z wyrzutni w obwodzie kaliningradzkim, czy zachodniej części Rosji. Z Krymu za pomocą takich rakiet Rosjanie zagrażają nie tylko Ukrainie, ale też Turcji i czarnomorskim członkom Sojuszu. Cele w Polsce można razić nawet zza Moskwy. Wprowadzenie takich rakiet do służby jest jawnym pogwałceniem układu INF.

Dla Kremla traktat był irytujący od dawna. Wiązał mu ręce. Tymczasem rakiety średniego zasięgu są stosunkowo tanią i skuteczną bronią polityczną. Pozwalają zastraszać Europę i naciskać na europejskie społeczeństwa, by pozbyły się amerykańskich baz i ograniczały współpracę z USA. Wypchnięcie Amerykanów z Europy jest zaś głównym celem Putina. Podobnie jak podzielenie europejskich sojuszników Waszyngtonu.

W 2007 r. Władimir Putin przyznał, że INF szkodzi interesom Rosji. Od tego czasu Putin i rosyjski sztab generalny wielokrotnie straszyli wypowiedzeniem traktatu. Gróźb używali głównie do szantażu USA i NATO. Moskwa zapewniała, że wypowie INF, kiedy Amerykanie zbudują elementy tarczy antyrakietowej i bazy w Polsce i innych krajach Europy Środkowej. Ale Donald Trump okazał się szybszy. Wykorzystał potajemne zbrojenia Rosjan i postawił Putina w trudnej sytuacji winnego łamania traktatu. Zmusił go do reakcji. Ale również rozwiązał mu ręce. Teraz Moskwa zacznie otwarcie straszyć swoimi rakietami.

Wyścig zbrojeń

Donaldowi Trumpowi wcale nie chodzi tylko o Rosję. Systemy rakietowe średniego zasięgu bardzo intensywnie rozwijają Chiny, które nie są stroną INF. I w tym kontekście zerwanie traktatu rozwiąże ręce Amerykanom. Co prawda będą musieli dogadać się ze swoimi azjatyckimi sojusznikami, żeby instalować tam swoje rakiety średniego zasięgu. Wcale nie łatwiej będzie z europejskimi sojusznikami. Niemieckie media już ostro protestują przeciw wycofaniu się przez Trumpa z INF. I przywołują przykład z lat 80., kiedy instalowanie amerykańskich Pershingów doprowadziło do masowych protestów w Niemczech i upadku rządu Helmuta Schmidta.

Na razie jednak Amerykanie potrzebują trochę czasu na zbudowanie arsenału środków przenoszenia średniego zasięgu. Obecnie rozpoczęli modernizację małych głowic jądrowych W76. Mają mieć moc zaledwie 5 kiloton (bomba zrzucona na Hiroszimę miała 16 kt) i będą instalowane na rakietach Trident II, bazujących na okrętach podwodnych. Nowe głowice będą przeznaczone m.in. do uderzenia na rosyjskie, mobilne instalacje Iskander. Amerykanie modernizują również zmagazynowany w europejskich bazach arsenał 200 jądrowych bomb B6. Opracowują też morską rakietę manewrującą oraz następcę BGM-109 Tomahawk, a także lotniczy pocisk manewrujący LRSO.

Mig-31K z tzw. hipersoniczną rakietą Ch-47M2 o zasięgu ok. 2000 km. Źródło: topwar.ru

Rosjanie w pracach nad rakietami pośredniego zasięgu są zaawansowali dużo bardziej tylko dlatego, że rozwijali konstrukcje z czasów późnej zimnej wojny. Kiedy Putin doszedł do władzy, rosyjskie biura konstruktorskie, m.in. z Kołomny i Wołgogradu, wróciły do projektów z lat 80. W efekcie powstały Iskandery, Kalibry, Onyksy i cała rodzina manewrujących rakiet o różnorodnej gamie zasięgów i przeznaczenia. Także takimi, których formalnie nie obejmował traktat INF, np. lotnicza rakieta Ch-47M2 Kindżał, nazywana przez Putina hipersoniczną. W rzeczywistości jest to najprawdopodobniej lotnicza wersja rakiety z systemu Iskander.

Wokół rakietowych konstrukcji prowadzona jest potężna kampania propagandowa. Zaangażowany w nią jest sam Putin, który pokazywał na konferencji prasowej slajdy z superrakietami. Celem kampanii jest przekonanie Europy o potędze i wyjątkowej innowacyjności rosyjskiego arsenału. Głównie po to, by przykryć fakt, że jest on bardzo nieliczny, a moce technologiczne Rosji sprowadzają się do modyfikacji konstrukcji z lat 80. Moce produkcyjne zaś są niewielkie.

Upadek traktatu INF rozwiązuje ręce rosyjskiej propagandzie. Teraz otwarcie będzie mogła straszyć Iskanderami i Kalibrami wycelowanymi w Berlin i Paryż. A w najbliższym czasie można spodziewać się dezinformacyjnych kampanii o instalowaniu rakiet średniego zasięgu w obwodzie kaliningradzkim. Tym samym Europa stanie się mniej bezpieczna. A od samych Europejczyków będzie zależało, czy ulegną rosyjskiej presji.

Michał Kacewicz/belsat.eu

Zobacz też
Komentarze