Feralny miesiąc. Sierpień niebezpieczny dla Putina, ale bardziej dla Rosjan


Władimir Putin na Krymie. 10 sierpnia 2019. Zdj. kremlin.ru

Powinno być spokojnie, a wręcz nudno: sezon urlopowy i ogórkowy. Ale nie, w Rosji druga połowa wakacji zawsze przynosi katastrofy i tragedie. Nie inaczej było w tym roku.

Co roku pod koniec lipca Rosjanie zastanawiają się, co przyniesie kolejny miesiąc. I zapewne niejeden, dobrze pamiętający ostatnie trzy dekady wzdryga się. Bo od lat w sierpniu dzieją się w Rosji i bezpośrednio wokół niej złe rzeczy. W 1991 r. stara komunistyczna gwardia próbowała przejąć władze w puczu, nomen-omen „sierpniowym”. Nie powiodło się jej, ale przecież potem zaczęła się dekada „smuty”, której dziś dorastające w latach 90. pokolenie nie chce już pamiętać.

 

Po drodze, w kolejnych sierpniach trudnych lat 90. wybuchały wojny (w Abchazji), a rosyjscy żołnierze stracili stolicę Czeczenii, ponosząc najbardziej dotkliwą klęskę od czasu II wojny światowej.

Tych sierpniowych katastrof było bez liku: w 1992 roku w Iwanowie spadł leciwy Tupolew, a kolejny cztery lata później, w Norwegii. Rozsypywały się tamy (w Baszkirii) i wybuchały bomby (i to gdzie – w samym centrum Moskwy, na placu Maneżowym). Ginęli ludzie.

Ale dla społecznej depresji czarnych lat 90. najgorsze było co innego. W sierpniu 1994 r. upadła pierwsza wielka piramida finansowa MMM, grzebiąc nadzieje milionów ludzi na szybkie wzbogacenie i odbierając im oszczędności życia.

Rok później 1/3 rosyjskich banków ogłosiła bankructwo, drenując portfele kolejnych milionów Rosjan. Ale najgorsze dopiero nadeszło. Wielki rosyjski kryzys również zaczął się w sierpniu. Dokładnie 17 sierpnia 1998 r. bankructwo ogłosiła sama Rosja.

Putin się narodził

Niby to środek wakacji. Ale może właśnie dlatego ciągle dzieje się coś złego. W końcu armia urzędników wszelkich szczebli nadzorująca ogromny kraj udaje się wtedy na wypoczynek. Sierpniową złą passę miał przełamać Władimir Putin. On również pojawił się w drugim letnim miesiącu. Dokładnie 9 sierpnia 1999 r. Borys Jelcyn wręczył tekę premiera Władimirowi Putinowi, nie znanemu szerzej pułkownikowi FSB i od niedawna dyrektorowi tej służby. Podupadający na zdrowiu prezydent dał Putinowi coś więcej – obietnicę prezydentury i pełnej władzy. Obietnica się spełniła, Putin rządzi do dziś.

Wtedy, gdy przejmował władzę, Putin obiecał Rosjanom koniec niepowodzeń. Że odwróci złą passę i przywróci Rosji wielkość, a „największa tragedia geopolityczna XX wieku”, jak nazywał rozpad ZSRR, zostanie naprawiona. „Naprawia” ją cały czas.

Ale tragicznych sierpniów wcale nie udało mu się zamienić na błogie, wakacyjne miesiące. Przeciwnie, koło zamachowe serii katastrof i tragedii przyspieszyło… Jeszcze zanim zaczął na dobre rządzić, z Czeczenii do Dagestanu 7 sierpnia wkroczyli bojownicy Szamila Basajewa i zaczęła się krwawa II wojna czeczeńska. A niedługo po inauguracji nowego prezydenta, gdy odpoczywał on w Soczi, 12 sierpnia 2000 r. zatonął okręt podwodny Kursk. Dwa tygodnie później zapaliła się wieża telewizyjna Ostankino – jeden z symboli Moskwy.

Sierpniowe przekleństwo

Dziennikarze mówili, że to symbol końca wolności mediów. Pojawiły się spekulacje, że to sierpniowe przekleństwo dla Putina. Jak Rosjanie mogli nie uwierzyć, że to fatum, skoro w kolejnych sierpniach spadł przeciążony śmigłowiec Mi-26 zabijając 127 żołnierzy, wybuchały bomby w moskiewskim metrze i samolotach, utonął kolejny okręt podwodny (na szczęście ofiar było mniej) i wreszcie zaczęła się wojna z Gruzją w 2008 r. Wojna była niby zwycięska dla Rosji, ale od jej czasu zaczęła się imperialna saga Putina i jego wojenny marsz, zakończony obecnymi sankcjami i izolacją międzynarodową.

Już rok po wojnie z Gruzją, również w sierpniu, Rosjanie zobaczyli w jakim stanie jest ich państwo: rozpadła się Sajano-Szuszeńska elektrownia wodna, jedna z większych zapór na Jeniseju, zabijając 75 osób.

Gwoździem imperialnego programu był atak na Ukrainę i najbardziej szokujący epizod wojny na Donbasie: zestrzelenie malezyjskiego boeinga przez prorosyjskich separatystów. Zdarzył się w lipcu. Ale chwilę później, w sierpniu wojna przeszła w fazę największej eskalacji, a Putin odpowiedział Zachodowi kontrsankcjami i embargiem m.in. na produkty spożywcze.

Putin już piąty rok walczy z francuskim serem, polską gęsiną, a nawet białoruskimi świerszczami

Od tamtego sierpnia 2014 r. euforia Rosjan po zajęciu Krymu stopniowo zaczęła opadać. Spada poparcie dla Władimira Putina i zaufanie do władzy. Niby nie ma dramatycznego kryzysu, ale Rosjanie popadają w depresję, bo ich zarobki od czasu ukraińskiej awantury stoją w miejscu, a ceny w sklepach rosną.

Na pewno nie podniósł ich na duchu tegoroczny sierpień. Najpierw wybuchły ogromne składy amunicji w Kraju Krasnojarskim. 8 sierpnia wybuchła tajemnicza rakieta na poligonie Nionoksa w obwodzie archangielskim. W okolicach pojawiło się promieniowanie i Rosjanie wpadli w panikę czy to nie powtórka z Czarnobyla. Zwłaszcza, że władze próbują zatuszować wypadek.

Rosja działa identycznie, jak sowieci po Czarnobylu

Od początku sierpnia trwają gigantyczne pożary lasów na Syberii. Spłonęły już miliony hektarów, a władza znowu skupia się bardziej na ukryciu rozmiarów katastrofy, niż gaszeniu.

Donald Trump chce gasić pożary w Rosji

 

Co sobotę trwają też protesty opozycji w Moskwie. Jest to akurat zła informacja, ale tylko dla władzy. Ta zresztą profilaktycznie woli udać się na urlop. Władimir Putin obok incydentalnej aktywności dyplomatycznej, sierpień spędzał tradycyjnie głównie na wakacjach w Soczi i na Krymie.

Prezydent powoli może odetchnąć z ulgą. Sierpień już się kończy, choć problemy Rosji, jakie co roku uwypukla ten pechowy miesiąc, pozostają ciągle te same.

Michał Kacewicz/belsat.eu

Zobacz też
Komentarze