Dostawy ropy z Polski mogą być dla Białorusi opłacalne. Ale nie wcześniej niż za cztery lata

Fragment instalacji rurociągu Przyjaźń. Zdj. belneftekhim.by

Po wstrzymaniu przez Rosję dostaw ropy na Białoruś Alaksandr Łukaszenka zapowiedział, że jego kraj powinien importować z Rosji nie więcej niż 40 proc. surowca. A wczoraj wyraził nadzieję, że uda się sprowadzić surowiec z portu w Gdańsku – przy pomocy ropociągu Przyjaźń.

Podczas piątkowej wizyty w Szkłowie białoruski prezydent opowiadał o planach rozpoczęcia alternatywnych dostaw surowca przez porty krajów bałtyckich, Ukrainę i Polskę.

– Powiedziałem Putinowi otwarcie. Jeżeli dogadamy się z Polakami, będziemy rewersem dostarczać (ropę – belsat.eu) jednym z tych trzech rurociągów – mówił, mając na myśli, polski odcinek ropociągu Przyjaźń.

Łukaszenka chce sprowadzać ropę tranzytem przez Polskę

O wykorzystaniu gdańskiego Naftoportu i ropociągu Przyjaźń w odwrotnym kierunku pierwszy powiedział w ub. tygodniu główny inżynier białoruskiego przedsiębiorstwa Homieltransnafta Drużba Andrej Wiaryha. Jak stwierdził, taka operacja jest technicznie możliwa, gdyż w ubiegłym roku zwracano rewersem na wschód partię skażonej rosyjskiej ropy.

Sugerował też, że takie dostawy byłyby możliwe, gdyby ropociąg wykorzystywać naprzemiennie w dwóch kierunkach.

Jednak polski operator PERN w wysłanej Biełsatowi informacji stwierdził, że obecnie nie jest to technicznie możliwe „przy zachowaniu ciągłości dostaw obecnych klientów PERN wynikających z aktualnych umów”.

Dostawy ropy z Polski na Białoruś są możliwe. Opinia eksperta

Wynika z tego, że przy obecnych zobowiązaniach PERN-u, firma nie dysponuje mocami przesyłowymi do zapewnienia dostaw Białorusi. Ponadto PERN stwierdził, że odcinek pomiędzy Płockiem, a bazą zbiornikową w Adamowie na granicy z Białorusią nie był używany w trybie rewersowym.

Na temat białoruskiej propozycji milczą też polskie władze. Biełsatowi nie udało się do dziś uzyskać komentarza strony rządowej.

Łukaszenka chce, by od Rosjan kupować znacznie mniej ropy

Według białoruskiej ekspertki ds. energetycznych Tacciany Manionak wstrzymanie dostaw rosyjskiej ropy do białoruskiej rafinerii na początku roku faktycznie zmusiło Białoruś do poszukiwania alternatywnych źródeł dostaw surowca. Choć jej zdaniem, na razie Białoruś sonduje jedynie dostępne możliwości. Jedną z nich jest sprowadzenie ropy tankowcami z Norwegii, która potem ma trafiać drogą kolejową do białoruskich rafinerii.

Zamiast z Rosji. Na Białoruś płynie ropa z Norwegii

Ekspert przypomina jednak, że dopóki w 2024 r. w Rosja nie wprowadzi do końca tzw. manewru podatkowego, rosyjski surowiec będzie wciąż jeszcze tańszy od tego kupowanego na rynkach światowych. Według jej relacji koncern Biełnaftachim oszacował, że obecnie cena rosyjskiej ropy stanowi 83 proc. ceny światowej.

Rosyjski manewr podatkowy polega na stopniowym zastępowaniu w latach 2019-2024 ceł na eksport ropy podatkiem od kopalin. Ma on na celu podniesienie ceny ropy, którą Rosja sprzedaje Białorusi bez cła. Produkty ropopochodne wyprodukowane z rosyjskiego surowca stanowią 25 proc. białoruskiego eksportu.

Czwarta wojna naftowo-gazowa. O co Łukaszenka walczy z Rosją?

„Manewr podatkowy” zakłada równocześnie zwracanie rosyjskim zakładom przetwórstwa ropy ujemnych akcyz z budżetu państwa. Do 2024 roku mają otrzymywać 4 tysiące rubli (ok. 64 dolarów) za każdą tonę ropy. Jeśli ujemna akcyza zostałaby rozszerzona na białoruskie petrochemie, to Białoruś rocznie importująca 24 miliony ton ropy, powinna otrzymywać 1,5 miliarda dolarów rekompensaty z rosyjskiego budżetu. Już w tym roku Białoruś straciła na „manewrze podatkowym” 383 miliony dolarów. Do 2024 roku państwo straci 11 miliardów dolarów.

Według ekspertki, nawet jeżeli Białorusi nie uda się wytargować rezygnacji z marży od rosyjskiego dostawcy w wysokości 10 dol. za tonę to i tak jej import będzie dla Białorusi na razie jeszcze opłacalny. Manionak twierdzi, że Białoruś jednak chce wytargować niższą cenę, pokazując swoje możliwości w kwestii alternatywnych dostaw.

Ekspertka przypomina, że problem ten nabierze ostrości w 2024 r., gdy manewr podatkowy w Rosji zostanie zakończony, rosyjska ropa osiągnie, a być może nawet przewyższy ceny światowe.

https://belsat.eu/pl/news/rosja-zrekompensuje-bialorusi-wzrost-cen-ropy-po-integracji/

Specjalistka podkreśla, że Białoruś jest zainteresowana dostawami ropy z Gdańska na Białoruś, gdyż wariant tranzytu ropociągiem Przyjaźń jest najbardziej opłacalny. Obecnie Białoruś może jedynie transportować surowiec z portów krajów bałtyckich przy pomocy kolei, co podraża operację.

By wariant polski był opłacalny, Białoruś musiałby sprowadzić tą drogą ropę w ilości minimum 3 mln ton. Ważna byłaby również jakość sprowadzanego surowca. Dla białoruskich rafinerii najbardziej opłacalne byłoby sprowadzanie lekkiej ropy w celu mieszania jej z gorszym rosyjskim surowcem.

Zdaniem Manionak, dobrym sygnałem jest to, że Białoruś analizuje możliwość dostaw z Polski, przygotowując się na działanie swoich rafinerii w warunkach światowych cen surowca. Ekonomistka przypomina, że od początku roku cena rosyjskiej ropy podniosła się o 20 dol. za tonę, a do tego jakość rosyjskiej ropy się obniża. Przy wzroście standardów jakości paliwa w Europie, oznacza to, że białoruskie rafinerie tracą na rentowności, mimo otrzymywania tańszego rosyjskiego surowca.

https://belsat.eu/pl/news/rosja-zrekompensuje-bialorusi-wzrost-cen-ropy-po-integracji/

Tacciana Manionak zwraca uwagę na inny ważny fakt białorusko-rosyjskich negocjacji. Rosja po wprowadzeniu „manewru podatkowego” wypłaca rekompensaty rosyjskim rafineriom. To obniża gwałtownie rentowność rafinerii na Białorusi, które kupują ten sam, rosyjski surowiec tylko droższy ( choć wciąż po cenach niższych niż światowe). Władze w Mińsku argumentują, że w warunkach wspólnego rosyjsko-białoruskiego rynku, również białoruskie rafinerie powinny otrzymywać podobną rekompensatę z rosyjskiego budżetu, zasilanego przecież nowym podatkiem od kopalin.

Według ekspertki, Rosja stawia tu wyraźny warunek polityczny. Chodzi o podpisanie tzw. 31. mapy drogowej integracji – a więc zgodę na utworzenie ponadnarodowych organów państwowych oraz ujednolicenia systemów podatkowych między obydwoma krajami.

Jej zdaniem białoruskie władze uznają to za ograniczenie suwerenności kraju i dlatego odmówiły dyskusji nad tymi punktami. Dowodem na to ma być fakt, że białoruski rząd pogodził się już z brakiem rekompensat i nawet uwzględnił ten fakt w swoim budżecie na lata 2020-21.

Cena rosyjskiej ropy. Czy będzie ceną białoruskiej niepodległości?

Jakub Biernat, cez/belsat.eu

Wiadomości