Czy bać się drewnianej rosyjskiej armii?


Statystyczny Rosjanin nie może nie wiedzieć o modernizacji ojczystej armii – reportaże o trafiających do jednostek najnowocześniejszych typach uzbrojenia, nie mających sobie równych na świecie, nie schodzą z ekranów telewizorów. Ale do ogrzewania, tak jak dwieście i czterysta lat temu, wojsko wykorzystuje… drewno.

Paliwo epoki kamienia łupanego

W państwie, które propaganda nazywa krainą ropą i gazem płynącą, mało kto ma postęp do węglowodorów, czy nawet zwykłego węgla. Jak za pradziadów, drewnem, ogrzewane są szpitale, więzienia, domy kultury, sądy. Nawet firma mająca bezpośredni związek z gazem ziemnym – Gazowoje choziajstwo [Gospodarstwo gazowe] nowolalinskiego okręgu miejskiego obwodu swierdłowskiego, musi kupować drewno.

Na Krymie, z którego Rosja stara się stworzyć alternatywny światowy kurort, sanatorium Simeiz, republikańskie sanatorium gruźlicze im. Bobrowa i sanatorium dla dzieci Iskra także nie mogą się obejść bez drewna.

Ale największym kupcem archaicznego paliwa jest rosyjska armia. 26 lutego 2018 roku Połączone Strategiczne Dowództwo Wschodniego Okręgu Wojskowego podpisało z firmą Akonit kontrakt na dostawę 4 945 metrów sześciennych (kubików) drewna opałowego za cenę 10 milionów rubli (608 tysięcy złotych).

Wymagania dotyczące drewna są po wojskowemu srogie: polana powinny należeć do jednej z czterech kategorii długości – ćwierć metra, jedna trzecia metra, pół metra lub metr. Odchylenie długości polana od państwowego standardu z 1988 roku nie może przekroczyć 2 centymetrów. Kwatermistrzowie nie przyjmą drewna ze zgnilizną zewnętrzną, a zgnilizna wewnętrzna w strefie przyrdzeniowej nie może obejmować więcej niż 65% powierzchni przekroju.

I nie jest to jedyny taki kontrakt. W 2017 roku regionalne dowództwa podpisały około 30 zleceń na dostawę drewna. Rosyjska armia łącznie wydała na taki opał 280 milionów rubli (17 milionów złotych).

Wojsko nabyło łącznie ponad 80 tysięcy kubików prehistorycznego paliwa. To ponad dwadzieścia składów kolejowych kilometrowej długości. Jeśli wierzyć oficjalnym danym, według których liczebność rosyjskiej armii wynosi około 800 tysięcy osób, to na każdego wojskowego – tak generała, jak i szeregowca, przypada 0,1 m3, czyli około 50 kilogramów drewna.

Ciężka sytuacja armii

Dlaczego współczesne wojsko naftowego giganta zmuszone jest do używania drewna? Całkiem prawdopodobne, że z oszczędności – wymiana starych pieców-kóz i kuchni polowych na współczesne odpowiedniki to niemała inwestycja, a sytuacja finansowa armii wcale nie jest tak dobra, jak przyjęło się myśleć. Przynajmniej część jednostek wojskowych przyznaje się do swojej „ciężkiej sytuacji finansowej”.

Taki argument wykorzystują podczas procesów, gdy kontrahenci próbują odzyskać od wojska zakontraktowane pieniądze. Na przykład w decyzji sądu z 22 grudnia 2017 roku w sprawie firmy Mosenergozbyt przeciwko jednostce wojskowej nr 66631 czytamy:

„Dowodzenie przez pozwanego niemożliwości spełnienia obowiązku z powodu ciężkiej sytuacji finansowej, zadłużenia wobec innych kredytodawców, zablokowania środków pieniężnych lub innego majątku pozwanego, braku finansowania z budżetu, niewypełnienia powinności przez kontrahentów, dobrowolnego uregulowania długu w pełni lub częściowo w dniu rozpatrzenia sporu, pełnienia przez pozwanego funkcji istotnych społecznie, obowiązku wypłaty przez dłużnika odsetek za korzystanie ze środków pieniężnych nie mogą stanowić podstawy do obniżenia należności”.

W ubiegłym roku do pustej kasy przyznały się przed sądem jednostki wojskowe nr 7405 9 7605, a także garnizonowa komunalno-eksploatacyjna jednostka dywizji im. Dzierżyńskiego, żołnierze specnazu z Armawiru, marynarze z Dalekiego Wschodu, łącznościowcy z obwodów podmoskiewskiego i leningradzkiego.

Jeśli wierzyć retoryce rozpowszechnianej przez rosyjskie media, rosyjskie wojsko wygląda groźnie. To groźne oblicze blednie nieco, gdy okazuje się, że rosyjscy żołnierze w koszarach grzeją się przy kozach.

Zobacz także:

Jurij Łabunow, PJ, belsat.eu

Zobacz też
Komentarze