Biełsat ma już 13 lat! Co najważniejszego pokazaliśmy Wam w 2020 roku

10 grudnia Telewizja Biełsat świętuje swoje urodziny. Rok 2020 był jednym z najtrudniejszych i najbardziej owocnych w naszej historii. Przypominamy najważniejsze materiały naszych dziennikarzy w tym roku.

Mamy już 13 lat

Biełsat, pierwszy niezależny kanał telewizyjny dla Białorusi, zaczął nadawać 10 grudnia 2007 roku, w Światowy Dzień Praw Człowieka. Projekt pod kierownictwem Agnieszki Romaszewskiej-Guzy i przy udziale członków Białoruskiego Stowarzyszenia Dziennikarzy (BAŻ) powstawał w Telewizji Polskiej od czerwca 2006 roku. Kanał został założony jako strukturalna jednostka TVP.

Celem Biełsatu jest zapewnienie Białorusinom dostępu do niezależnych informacji, prawdziwej historii ich kraju, ciekawych programów kulturalnych i rozrywkowych w ich ojczystym języku, a także wiadomości ze świata.

Dziś Biełsat to nie tylko telewizja, ale też portal informacyjny, dziewięć kanałów na YouTube z łączną liczbą ponad 900 tysięcy subskrybentów. Nasze kanały Belsat News i Wot Tak zdobyły „Srebrne Przyciski” za 100 tysięcy fanów. Swoje konta mamy też we wszystkich używanych na Białorusi sieciach społecznościowych – ogląda nas tam prawie 630 tysięcy subskrybentów.

Przez 13 lat nasi dziennikarze zostali laureatami wielu białoruskich i międzynarodowych nagród.

Rok represji

W szczególny sposób naszą pracę „docenia” reżim Alaksandra Łukaszenki. Przedstawicielka Biełsatu na Białorusi Iryna Słaunikawa mówi, że rok 2020 był „rokiem wielkich represji wobec współpracowników kanału”.

– Dziennikarzy zaczęto pociągać do odpowiedzialności za wykroczenia, za które przewidziana jest kara aresztu. O ile wcześniej na naszych kolegów nakładano grzywny za pracę bez akredytacji MSZ, to teraz trafiają za kraty za udział w nielegalnych zgromadzeniach, zgodnie z art. 23.34 Kodeksu Wykroczeń – mówi Słaunikawa.

W 2020 roku nasi dziennikarze zostali skazani za grzywny łącznej wysokości 60 tysięcy rubli białoruskich – czyli 86,5 tysiąca złotych lub 23,5 tysiąca dolarów.

26 naszych kolegów trafiło do aresztów, gdzie spędzili łącznie 392 dni. W tym jedynie od dnia wyborów prezydenckich 9 sierpnia dziennikarze Biełsatu odsiedzieli łącznie 361 dni, prawie równo rok. Homelskiego korespondenta Jauhiena Mierkisa aresztowano w tym roku trzy razy, a stażystka Alena Dounar spędziła a areszcie 30 dni z rzędu.

Piątka współpracowników naszej stacji – Dzmitryj Sołtan, Zmicier Krauczuk i Arciom Bahasłauski – jest podejrzana w sprawie karnej o organizację masowych zamieszek (art. 342 KK).

Trzem białoruskim dziennikarkom grozi kara długoletniego więzienia za wykonywanie swoich obowiązków.

O to samo przestępstwo oskarżone są korespondentka z Mińska Kaciaryna Andrejewa i operatorka Daria Czulcowa. Zostały zatrzymane podczas swojej pracy dziennikarki, dodatkowo trafiły do aresztu śledczego na dwa miesiące.

Podczas pacyfikacji protestów milicja pobiła dziennikarzy Biełsatu: Uładzimira Łuniowa, Alenę Szczerbinską, Jana Romana, Alesia Dzianisawa, Stanisława Iwaszkiewicza, Maksima Szweda i Dzmitra Sołtana. Fotoreporterka Iryna Arachouskaja została postrzelona gumową kulą, a przy robiącej zdjęcia Tani Kapitonawej wybuchł granat hukowy, przez co czasowo ogłuchła.

Od 9 sierpnia strona belsat.eu jest zablokowana na Białorusi – nasi czytelnicy korzystają z niej obchodząc blokady, używają też naszej aplikacji Belsat Smart i sieci społecznościowych.

Najważniejsze w 2020 roku

Kończący się już rok można podzielić na dwa wielkie tematy informacyjne: pandemię Covid-19, którego przypadki rejestrowano na Białorusi już w lutym oraz sfałszowane wybory prezydenckie z trwającymi już cztery miesiące protestami. Przypomnijmy sobie wydarzenia tego roku w materiałach Biełsatu.

Zaniedbany koronawirus

Od samego początku epidemii białoruskie władze nie reagowały w odpowiedni sposób na problemy wywołane przez pandemię. Statystyki zakłamywały rzeczywistość, kwarantanny nie wprowadzono, testy były wykonywane za późno i nielicznym, a władze mówiły o „koronapsychozie”. Inaczej – państwo pozwoliło pandemii swobodnie się rozwijać. I tylko praca niezależnych mediów pokazywała, że rzeczywistość jest inna – często bardzo bolesna i przykra.

„Jesteśmy zmuszeni kłamać”

Oczywiście w odkrywaniu prawdy pomogli nam sami medycy, którzy w ciężkich warunkach przyjęli na siebie cały ciężar walki z pandemią. By nie stracić pracy, o tym, co dzieje się w szpitalach, mówili nam anonimowo.

– Będziemy mieli bardzo dużo przypadków śmiertelnych i nie będą mogli o nich milczeć. Wielu lekarzy już przerwało zmowę milczenia. Dlatego presja moralna i niezadowolenie rosną przez to, że jesteśmy zmuszeni okłamywać rodziny zmarłych na Covid – mówił nam jeden z lekarzy.

IV Klinika Miejska w Mińsku. Zdj. Belsat.eu

Oszczędzanie na pacjentach

Przy czym administracja wypisywała chorych ze szpitali, nawet ciężkie przypadki. Istnieje przypuszczenie, że robiono to dlatego, by nie wypłacać zasiłku chorobowego, a medykom dodatków za pracę z Covid-19.

Według socjologów i politologów to właśnie niezadowolenie obywateli z bezczynności władz podczas pandemii jest jednym z powodów protestów, które trwają nieprzerwanie od czterech miesięcy.

Podróże za państwowe pieniądze

A z kolei władze na sobie samych nie oszczędzały. Chociaż Alaksandr Łukaszenka wielokrotnie mówił, że jest przeciwny kumoterstwu i łapówkarstwu, jego synowie mają dobre państwowe posady i podróżują z ojcem za państwowe pieniądze.

To, kto płaci za posady, hobby i podróże młodszych Łukaszenków, wyjaśniono w programie „Osobisty kapitał”.

Wybory bez wyboru

Z czasem temat koronawirusa został zdominowany przez zbiórkę podpisów pod kandydaturami w wyborach prezydenckich i represje przeciwko sztabom wyborczym i samym kandydatom. Aż 9 sierpnia nastał dzień wyborów. Pracowaliśmy bez względu na brak internetu, problemy z telefonią komórkową i zagrożenie ze strony służb mundurowych.

Po zakończonym głosowaniu Białorusini wyszli na ulice swoich miast domagać się ogłoszenia prawdziwych wyników. Przeciwko nim wysłano uzbrojone siły milicji i wojska. Na ulicach byli też nasi korespondenci, których zatrzymywano i bito, obok przelatywały gumowe kule, rozpylano gaz i wybuchały granaty hukowe. Mimo to Biełsat nadawał dalej.

Krew na ulicach Mińska. ZDJĘCIA 18+

Flaga dziewczyny, którą 9 sierpnia postrzelił OMON. Zdj. Belsat.eu

Nowa rola mediów: rejestrowanie zbrodni reżimu

Gdy znów pojawił się internet, a tysiące zatrzymanych zaczęto wypuszczać na wolność, zaczęli opowiadać straszną prawdę o białoruskiej milicji.

– Tłukli, jak zwierzęta. Od razu w więźniarce. A potem dostawaliśmy jeszcze w areszcie przy Akreścina. Są tam chłopcy, którzy robią to z przymusu i biją słabo, ale są też tacy, którzy aż siekli. Na Akreścina przepuszczają przez „ścieżkę zdrowia”. OMONowcy wrzeszczą dzikim głosem i biją pałkami. Ludzie padają. Jeśli człowiek upadł, tłuką go, aż nie wstanie – mówiła nam jedna z ofiar.

Pobity przez OMON

– Pobili mnie i związali mi ręce za plecami. Potem trzej specnazowcy zaciągnęli mnie za róg i powiedzieli: „Wsadzimy ci teraz granat w gacie i wyrwiemy zawleczkę. Wylecisz w powietrze, a my powiemy, że wysadziłeś się niezidentyfikowanym urządzeniem wybuchowym” – dodała.

Od sierpnia białoruska prokuratura nie wszczęła żadnej sprawy karnej za tortury i spowodowanie śmierci demonstrantów.

Okraść ofiary

Straszna prawda o białoruskiej milicji spowodowała jeszcze większą falę protestów, która nie zatrzymała się przez następne cztery miesiące. Po raz kolejny, jak w przypadku koronawirusa, Białorusini pokazali, czym jest solidarność. Dla ofiar tortur i represji zebrano miliony dolarów pomocy, jednak władze zaczęły karać ludzi za przyjmowane wsparcie. Służby blokowały konta, na które spływały darowizny.

Tysiące Białorusinów uciekło za granicę, w tym do Polski.

Białoruscy uchodźcy szykują się na długi pobyt w Polsce

Kryminalna prawda

Osobno należy wymienić relację wideo naszych koleżanek Kaciaryny Andrejewej i Darii Czulcowej, które 15 listopada nadawały z tzw. placu Zmian. Tego dnia podwórko blokowiska przy ulicy Czerwiakowa stało się epicentrum białoruskiego protestu. To właśnie tam 11 listopada zamaskowani sprawcy pobili i porwali aktywistę Ramana Bandarenkę, który następnego dnia zmarł w wyniku urazu mózgu.

Kaciaryna i Daria przez kilka godzin relacjonowały na żywo, jak milicja pacyfikuje pokojową demonstrację. Potem pokazywały, jak OMON i robotnicy komunalni niszczą spontaniczne miejsce pamięci Bandarenki.

I właśnie za to zostały zatrzymane. Do mieszkania, z którego nadawały, wdarli się tajniacy. Od tego czasu Kacia i Dasza są za kratami. Oskarżono je o organizację masowych zamieszek. Obrońcy praw człowieka uznali je za więźniarki polityczne.

„Jak Żydzi w getcie”

Następnego dnia rano rozmawialiśmy z tymi, którzy mieszkają lub podczas pacyfikacji ukryli się w mieszkaniach przy tzw. placu Zmian.

Funkcjonariusze milicji przeszukują klatki schodowe w poszukiwaniu ukrywających sie demonstrantów. Miński 15 listopada 2020 r. Zdj. АВ / Белсат / Vot Tak TV

– Najpierw dwa razy dobijali się do drzwi, ale nie otwieraliśmy. Potem obeszli sąsiadów. Milicjanci dyżurowali w każdym bloku, było ich po 3-6. Obserwowaliśmy, jak podchodzą do ludzi, żądają pokazania zdjęć w telefonie. Około drugiej w nocy była zmiana warty, ale jeden bus został. Około 8:30 tajniacy odjechali. Został tylko bus, by pilnować, czy ludzie znów nie wyjdą wieszać wstążek i plakatów. Gdy w Telegramie pojawiały się zdjęcia z placu Zmian, z busa wypadali milicjanci i rozbiegali się pod domach, z których mogli robić zdjęcia. Oni czytają wszystkie czaty. Było nerwowo, czuliśmy się jak Żydzi w getcie – opowiadał nam świadek nocy przy placu Zmian.

HUBAZiK – ostatni bastion Łukaszenki

Zatrzymaniami podczas demonstracji kierował szef Głównego Zarządu Walki z Zorganizowaną Przestępczością i Korupcją (HUBAZiK) Mikałaj Karpiankou. Zamaskowani tajniacy pod jego dowództwem wykazywali się wyjątkową brutalnością. Zdj. Belsat.euWspomniani wyżej tajniacy należeli do HUBAZiKu – Głównego Wydziały ds. Walki z Przestępczością Zorganizowaną i Korupcją MSW. Choć jego głównym zadaniem jest ściganie groźnych przestępców, stał się symbolem represji na Białorusi w 2020 roku. To właśnie dowodzący nim pułkownik Mikałaj Karpiankou zbił jedyną szybę zniszczoną podczas tegorocznych protestów. Potem został awansowany i został wiceministrem resortu spraw wewnętrznych.

Nasz ekspert tłumaczy, dlaczego to właśnie HUBAZiK stał się jednym z głównych narzędzie represji politycznych.

Nowe projekty

W tym trudnym roku na naszej antenie pojawiły się też nowe projekty autorskie.

To na przykład program „Bez akredytacji”.

i „Felietony Zmitra Łupacza”.

Na ekranie można teraz zobaczyć nowy projekt „SATYRA”.

Poza tym wokół Biełsatu zebrały się grupy artystów, którzy stracili pracę za swoje poglądy. To między innymi „Wolni Kupałowcy” – byli aktorzy Akademickiego Teatru Narodowego im. Janki Kupały. Mistrzowie sceny czytają teraz na antenie Biełsatu wiersze klasyków, które znów są aktualne.

Humorystycznie i na poważnie, modnie, stylowo i młodzieżowo o aktualnych wydarzeniach opowiada blogerski projekt „To przecież Winahrad”.

Bardzo ważnym jest projekt „Oni przeżyli tortury”, w którym ofiary pierwszych dni milicyjnej przemocy opowiadają swoje historie.

Na stronie Belsat.eu opublikowano też fotoprojekty poświęcone bohaterom tegorocznych protestów uczestnikom strajków w zakładach i kobietom

Protestujący robotnicy. Zdj. Iryna Arachouskaja / belsat.eu

A na naszym rosyjskojęzycznym kanale „Wot Tak” ukazują się wywiady o tym, co aktualnie zajmuje Białorusinów i nie tylko.

Co do materiałów, które na YouTube zdobyły największą popularność, to liderem został nasz program o polityce międzynarodowej „Świat i my”, którego odcinek zobaczyło 1 150 155 osób.

Relację na żywo z 8 dnia protestów także zobaczyło ponad milion osób.

Poza tym także prawie milion widzów zainteresował odcinek „Wyjaśnijmy to” Stanisława Iwaszkiewicza o kobietach Łukaszenki.

Popularnością cieszył się też dokument Antosia Ciależnikawa „Film o pierwszych latach rządów Łukaszenki”.

Widzowie docenili też naszą kreskówkową satyrę polityczną.

Bez względu na trudności, Biełsat nie planuje się zatrzymać. Przed nami i Wami nowe, ciekawe projekty, nowe fakty i ciężka praca na rzecz demokratycznej i wolnej Białorusi.

pj/ belsat.eu

Wiadomości