Białoruski premier obronił „białoruską krewetkę”


Andrej Kabiakou udzielił wywiadu, w którym tłumaczył, skąd w rosyjskich sklepach biorą się białoruskie owoce morza i w jaki sposób Białoruś wyeksportowała znacznie więcej jabłek niż wyprodukowała.

Rozmowa została wyemitowana na antenie międzynarodowego kanału TV „Mir” adresowanego do obywateli krajów WNP.

Kabiakou skomentował pojawiające się oskarżenia o masowy reeksport z Białorusi do Rosji zachodniej żywności objętej embargiem, której przykładem są słynne białoruskie krewetki.

Według białoruskiego premiera, Rosja nie ma powodów, by zatrzymywać, a tym bardziej niszczyć owoców morza z etykietką „Sdiełano w Biełarusi”. Są one bowiem przetwarzane w białoruskich przedsiębiorstwach.

„Gdy te krewetki są złowione, a potem przewiezione na Białoruś i tu przechodzą proces oczyszczenia, zasolenia i inne wtedy zmienia się kod (towaru  – belsat.eu). to znaczy, że towar w odpowiedni sposób, zgodnie z założeniami polityki gospodarczej był wwieziony na terytorium Unii Celnej” – powiedział białoruski premier.

Kabiakou również starał się odpowiedzieć na pytanie, dlaczego w tym roku Białoruś wyeksportowała do Rosji 45 tys. ton własnych  jabłek i dodatkowo 450 tys., ton jabłek sprowadzonych z innych krajów.

„Ale to wszystko było w ramach reeksportu z krajów nie objętych sankcjami. Jeżeli Rosselchoznadzor (odpowiedni polskiego Sanepidu – Belsat.eu) ma potem jakieś problemy, że ktoś tam dokumenty, nie daj Boże, podrobił, to oczywiście trzeba wszcząć sprawę kryminalną wobec ludzi, którzy się tym zajmują. I proszę wierzyć większości z tych ludzi nie należy szukać na Białorusi, ale w kraju, gdzie potem te produkty są sprzedawane i spożywane” – dodał.

Czytaj więcej>>> Cud biblijny: Białoruś wyeksportowała 5 razy więcej jabłek i grzybów niż wyprodukowała

JB/ www.belsat.eu/pl/

Zobacz też
Komentarze