„Gdzie był dowódca?” Były białoruski pogranicznik komentuje nagranie z pijanym żołnierzem

Internet obiegło wczoraj nagranie z granicy opublikowane przez polskie MON. Widać na nim pijanego białoruskiego pogranicznika, usiłującego wymienić się papierosem z polskimi żołnierzami. Biełsat poprosił o komentarz w tej sprawie byłego chorążego białoruskiej służby pogranicznej.

Nasz rozmówca przez wiele lat był zawodowym żołnierzem Państwowego Komitetu Pogranicznego Białorusi. Ze służby odszedł jeszcze przed wyborami i masowymi protestami ubiegłego roku. Obecnie z powodu represji politycznych przebywa na emigracji. Udzielając Biełsatowi komentarza prosił o zachowanie jego anonimowości ze względów bezpieczeństwa.

“Jestem pewien, że nie pił sam”

– Na początku muszę podkreślić jedno. Białoruski pogranicznik, zgodnie regulaminem, nie ma prawa do żadnych kontaktów ze stroną polską, czy ukraińską, podczas pełnienia służby. Nie ma prawa nawet do nich mrugnąć, zupełnie nic. Jeśli jest na patrolu czy posterunku, nie ma też prawa palić.

To jest dokładnie zapisane w regulaminie służby pogranicznej: nie masz prawa rozmawiać, pić, palić i wykonywać innych czynności, które odciągają cię od twoich obowiązków. A tu nie dość że pali i rozmawia przez granicę, to widać jeszcze, że jest zupełnie pijany.

– Czy mógł w takim stanie być w pasie przygranicznym sam? Czy ktoś jeszcze powinien z nim tam być?

– Myślę, że mógł. Mógł w tym momencie nie być na służbie, mógł być w strażnicy i postanowił podejść do granicy. Mógł być sam, ale nie musiał.

Co do jednego jestem pewien – jeśli był pijany, to nie pił sam. Wiadomo, że robił to w jakimś towarzystwie.

– Czyli to oznacza, że było tam więcej pijanych. Czy ktoś mógł ich zmusić do picia?

– Nikt ich nie zmusza, oni robią co chcą. Wiem, że w obecności dowództwa by tego nie robili. Musiało zabraknąć dowódcy i albo sami się napili, albo im Syryjczycy zasponsorowali, a potem popłynęli.

13 Irakijczyków utknęło na granicy Litwy. Białoruskie służby nie pozwalają im wrócić do domu

“Poborowy to zbędny świadek”

– Na Białorusi w wojskach pogranicznych służą żołnierze poborowi i zawodowi. Czy to mógł być poborowy?

– Jestem przekonany, że to nie był poborowy. W sytuacji, która teraz panuje na granicy, jestem pewien, że żołnierzy służby zasadniczej tam nie dopuszczają. Żeby tego nie widzieli. Bo oni kiedyś w końcu skończą służbę i potem mogą komuś o tym wszystkim opowiedzieć. Tam służą teraz żołnierze zawodowi, podoficerowie, oficerowie, ale nie żołnierze służby zasadniczej. Poborowy to zbędny świadek.

– Nasi czytelnicy zastanawiają się, dlaczego białoruski pogranicznik usiłuje rozmawiać z Polakami po angielsku?

– I mu się to nie udaje…

– Bo Polacy nie chcą lub nie mogą odpowiedzieć. Ale czy żołnierz służący na polskiej granicy nie powinien znać języka polskiego?

– A dlaczego miałby znać? Nigdzie nie jest napisane, że służąc na danej granicy masz znać język sąsiedniego państwa. To nie jest obowiązkowe. Chyba, że służysz na przejściu granicznym – wtedy powinieneś opanować jakieś minimum. Ale to przecież nie jest przejście, to zielona granica, strzeżony odcinek pomiędzy przejściami. Tutaj służą chłopcy ze strażnic, a nie ci z przejść. A mogli też wysłać wsparcie z odwodów oddziału pogranicznego.

– Czyli to, że nie zna polskiego nie oznacza, że przerzucili go z innej granicy, na przykład z Łotwą czy Rosją.

– Z nagrania tej jakości nie jestem w stanie powiedzieć, do jakiej jednostki należy. Ale ma na sobie mundur służby pogranicznej Białorusi, bo wojskowy mundur ma inny kolor i rysunek kamuflażu. Ten wzór został wprowadzony 3-4 lata temu, wcześniej mieliśmy inne barwy mundurów.

„Dla nich to jest wojna”. Psycholog o źródłach przemocy w białoruskich służbach

“Żadnych ślepaków”

– Czy on mógł mieć przy sobie ostrą amunicję?

– Wyłącznie. Gdy pogranicznik dostaje rozkaz służby, ochrony granicy państwowej na takim a takim odcinku, zawsze pobiera amunicję bojową. Żadnych ślepaków, tylko bojowa. No chyba, że samowolnie wyszedł ze strażnicy pospacerować po lesie, to wtedy mógł nie mieć przy sobie broni.

– Co teraz stanie się z tym pogranicznikiem?

– Jeśli go rozpoznają, powinni go zwolnić. Bezwzględnie. Tym bardziej, że nagranie trafiło do internetu. Mało tego! Zwolnią jego, a jego dowództwo też będzie miało nieciekawie. Najgorzej będzie miał jego bezpośredni dowódca, którego mogą pozbawić premii i stopnia.

– Czyli nie była to celowa akcja?

– Według mnie to nie mogło być celowe. Myślę, że choć władze białoruskie łamią prawo, to nie dochodzi do tego, by celowo wysyłano pijanych żołnierzy na granicę. Myślę, że to przypadek.

Kto się kryje pod maskami „zielonych ludzików” Łukaszenki?

pj/belsat.eu

Wiadomości