„Dla nich to jest wojna”. Psycholog o źródłach przemocy w białoruskich służbach

Wydarzenia, z którymi musieli się zmierzyć Białorusini w sierpniu ubiegłego roku, wywołały ogromny szok i niezrozumienie. Nikt nie spodziewał się takiej przemocy ze strony funkcjonariuszy. Psychologowie starają się wyjaśnić jej przyczyny jednak, jak mówią, dialog w białoruskim społeczeństwie jest teraz po prostu niemożliwy: funkcjonariusze uważają, że to wojna i nie dopuszczają do siebie innej wersji. Rozmawiamy z psycholog, która anonimowo zgodziła się przeanalizować sytuację w białoruskim społeczeństwie i perspektywy na najbliższą przyszłość.

Mińsk, 9 sierpnia 2020 r. Zdj. belsat.eu

Źródło agresji i przyczyny przemocy

Jeśli przyjrzymy się procesowi pojawienia się agresji, to jest ona reakcją na świat zewnętrzny. Psycholog, z którą rozmawiamy, zwraca uwagę, że pacjenci z przejawami agresji to zazwyczaj osoby, które w dzieciństwie przeżyły traumę.

– Powiedziałabym, że są to „solidni traumatycy”, którzy nie potrafili się obronić jako dzieci. A dziś przejawiają agresję jako cios prewencyjny. I ten mechanizm działa u takich osób cały czas. Jest to reakcja obronna organizmu i psychiki. Problem agresji dotyka wielu sportowców, którzy uprawiają sporty walki, a także milicjantów i wojskowych. Człowiek nie bez powodu wybiera takie aktywności życiowe. Sportowcy zazwyczaj kumulują energię agresji, a następnie wyładowują ją na ringu. A inni ludzie przelewają tę agresję na świat, na ludzi wokół siebie.

Jednocześnie nie należy mylić agresji z przemocą. Nasza rozmówczyni twierdzi, że agresji można pozbyć się poprzez sport. Z kolei przemoc jest formą realizacji agresji. I zazwyczaj przemoc eskaluje. Najpierw pojawia się przemoc psychiczna, która później przeradza się w przemoc fizyczną. A efekt może być katastrofalny. Ale szczyt przemocy, który oceniamy na dziesięć w dziesięciostopniowej skali, zdarza się bardzo, bardzo rzadko, raczej w afekcie.

Przemoc pod rządami reżimu nie ustanie

Jak mówi psycholog, przemoc na Białorusi będzie trwać, bo funkcjonariusze po prostu nie mają innego wyjścia. Poziom przemocy, jaki zademonstrowano, nie jest adekwatny do obecnej rzeczywistości. Białoruś nie jest ogarnięta wojną, w odróżnieniu od, na przykład, Syrii.

Dlatego też demonstracja takiej przemocy była szokiem. Ludzie doznali traum. Wszyscy Białorusini przeżywają teraz traumę świadków lub bezpośrednich ofiar przemocy ze strony sił bezpieczeństwa. Poziom przemocy w kraju osiągnął szczyt. Po tym powinien nastąpić pewien spadek, ale potem krok po kroku poziom będzie nadal wzrastać. Jeśli stworzymy łańcuch przemocy, to najpierw pojawi się w nim strach, potem agresja, a następnie przemoc. Człowiek się boi, wtedy rodzi się w nim agresja i wyładowuje on ją w postaci przemocy.

Czy odpowiedzią na przemoc zawsze jest przemoc?

Nie zawsze tak jest. Ofiara zaczyna walczyć, gdy uświadamia sobie, że umiera. Ogólnie rzecz biorąc, agresja nie jest charakterystyczna dla ofiar. Jak mówi specjalistka, ofiara zazwyczaj nie przejawia agresji aż do ostatniej chwili.

Dziennikarz Biełsatu: trafiłem do celi tortur

Na ogół osoba spokojna, która dorastała w cywilizowanym społeczeństwie, nie staje się agresorem. Widzimy jednak, że ci, którzy dopuszczają się przemocy, to ludzie, którzy urodzili się w tym samym kraju, chodzą tymi samymi ulicami, chodzili do szkoły. I możemy domyślać się, że miał miejsce jakiś rodzaj negatywnego doboru, selekcji. Można odnieść wrażenie, że ci ludzie zostali specjalnie wybrani, aby być gotowymi na ten poziom przemocy. Mają skłonności sadystyczne, a te można łatwo zidentyfikować na testach. Można więc przypuszczać, że tacy ludzie zostali specjalnie wybrani.

– Co więcej przemoc obecnie zmienia formę. Nie zniknęła, jest na tym samym poziomie, ale jest wykorzystywana nie do fizycznego, ale moralnego zniszczenia. A osoba okaleczona moralnie jest tak samo traumatyzowana jak osoba okaleczona fizycznie. Powrót do zdrowia trwa bardzo dużo czasu i jest bardzo trudny. To dlatego poziom przemocy w naszym kraju jest wciąż na najwyższym możliwym poziomie, nasz świat po prostu się rozpada. Psychotrauma to trauma, która całkowicie niszczy nasz świat. Obywatele naszego kraju cierpią już na syndrom posttraumatyczny.

Realność i utracona rzeczywistość

Ludzie na wolności dostosowują się, starają się żyć zwykłym życiem. Ale ci, którzy pozostają w więzieniach, nie mają takiej możliwości.

– Tutaj podam tylko przykład Maszy Kalesnikawej, która świetnie sobie radzi, trzyma się swojej rzeczywistości dzięki muzyce. To jedyny sposób, na przeżycie. To pomaga jej zachować mniej więcej stabilną psychikę. Ale na przykład Sciapan Łatypau (więzień polityczny, który w czasie rozprawy sądowej przebił sobie gardło długopisem – belsat.eu) nie pozostał w rzeczywistości. Funkcjonariusze próbują zastąpić rzeczywistość człowieka inną, na którą zaczyna on reagować nieadekwatnie do sytuacji. Jego działania stają się nieadekwatne.

Opozycjoniści Kalesnikawa i Znak skazani na 11 i 10 lat więzienia

W przypadku Andreja Zelcera, informatyka, który w swoim mieszkaniu otworzył ogień do funkcjonariuszy KGB i zginął od postrzału, psycholog widzi więcej pytań niż odpowiedzi. Specjalistka zwraca uwagę, że na nagraniu Zelcer nie jest w stanie stresu. I to nie jest naturalne, to jakaś gra, taka sytuacja powoduje brak zaufania. Twarz Zelcera nie wyraża emocji, żadnej reakcji.

Nawet jeśli przyjmiemy, że był on ofiarą, którą doprowadzono do takiego stanu, że zareagował siłą, to i tak dla kogoś, kto jest zdolny do myślenia, byłoby bardziej racjonalne, aby po prostu stanąć pod ścianą z rękami nad głową, aby chronić swoje życie. W tym przypadku nasuwa się wniosek, że doszło do samobójstwa z udziałem cudzych rąk.

Wersja władz: „zlikwidowano” potencjalnego terrorystę, jego żonę – zatrzymano

 

A co z sumieniem, wstydem i odpowiedzialnością za przemoc?

Zdaniem naszej rozmówczyni, funkcjonariusze nie czują wstydu za popełnioną przemoc i nadal ją stosują. Psycholog proponuje spojrzeć na sytuację szerzej. Oto przykład: pewien człowiek wychował się gdzieś na prowincji. Jego dzieciństwo było, powiedzmy, takie sobie. Jego matka była ofiarą ojca, który nadużywał alkoholu i potrafił być porywczy. W związku z tym człowiek ten bardzo chciał uciec jak najdalej od tego miejsca. Osoba, która w dzieciństwie często spotykała się z przemocą, jedzie do Mińska i wstępuje do służb bezpieczeństwa. A tutaj przemoc jest legalna.

– Ponadto, obserwując egzekutorów prawa, nie widziałam zbyt wielu ludzi z umiejętnością krytycznego myślenia. A wstyd, poczucie winy i sumienie to samokrytyka, krytyczne myślenie. Skąd więc może brać się poczucie wstydu, jeśli człowiek nie rozumie, że zrobił coś złego. Zakładam, że w ich szeregach ma miejsce fala, jakaś forma przemocy, ponieważ funkcjonariusze stosowali przemoc, jak gdyby przerabiali takie działania już setki razy.

Ogólnie rzecz biorąc, funkcjonariusze mają swoją własną rzeczywistość. Oni nie żyją wspólną rzeczywistością. Na przykład żołnierze OMON-u poddawani są bardzo silnej indoktrynacji ideologicznej. Wmawia się im, że jest jeden prawidłowy tok myślenia i że wszystko inne jest złe. A biorąc pod uwagę ich brak umiejętności krytycznego myślenia, nie potrafią myśleć i wyciągać wniosków. Ponadto propaganda jest bardzo ukierunkowana na podstawowe potrzeby człowieka.

Jak działa białoruska milicja polityczna. Wywiad z byłym śledczym HUBAZiK

– Mówi się im, że nie będzie bezpieczeństwa, a to jest najważniejsza podstawowa potrzeba. Grozi im również to, że nie otrzymają pensji, a więc nie będą mieli co jeść. Mówi się im, że ich dzieci zostaną zabite. W końcu wszystko to przeradza się w bardzo silny strach. I nawet jeśli wcześniej niektórzy z nich potrafili analizować i myśleć, to kiedy włącza się strach, ich rozum się wyłącza. I ten poziom strachu jest podsycany. W rezultacie funkcjonariusze czują się tak, jakby byli w stanie wojny. Taki jest ich sposób myślenia. Byli do tego przygotowywani. Uważają więc, że mają rację i podejmują właściwe działania. To nie my walczymy, ale jesteśmy ich wrogami. I nawet dziewczyny z kwiatami są dla nich wrogami. Nie docenialiśmy tej strony, tej sytuacji. Chcemy dialogu i jesteśmy na niego gotowi, nikt nie zamierza niczego niszczyć. Ale z drugiej strony – oni z nami walczą. To jest konflikt postaw. Uważają więc, że mają bezwzględną rację.

Co będzie dalej?

Każdy istniejący system chce się rozwijać. A dla rozwoju system potrzebuje nowych ludzi, pomysłów i zasobów. System w końcu musi zrezygnować z niektórych swoich przestarzałych fundamentów i to jest normalne. Jednak przez ostatnie 27 lat system ten nie ewoluował. Widzimy po prostu przesunięcie elementów systemu, które stworzyło iluzję rozwoju. Ale iluzja nie przyniesie rezultatów. Jeśli system nie przyciąga do siebie niczego nowego, popada w stagnację i załamuje się. Prędzej czy później istniejący system na Białorusi się załamie. Ludzie pracujący w systemie odchodzą, zwalniają się. W związku z tym zmniejsza się liczba punktów oparcia dla systemu. Dlatego potrzebujemy czasu.

– Zmiany bez wątpienia nastąpią. Narodu nie da się zatrzymać. I rodzi się pytanie: Co się stanie z tymi ludźmi, którzy nie potrafią krytycznie myśleć? Ci ludzie są „na wojnie” już od prawie półtora roku. Kto będzie ich socjalizował, adaptował, leczył? Ja z pewnością nie będę.

Jak podkreśla psycholog, nie ma ona obowiązku pomagać wszystkim, bo nie jest lekarzem. Ale jest też zdania, że przystosowanie funkcjonariuszy, z których każdy będzie cierpiał na zespół stresu pourazowego jest w interesie publicznym.

„Toczy się wojna na wyniszczenie”. Wywiad z przedstawicielem białoruskiego podziemnego ruchu „Opór”

sk, ksz/belsat.eu

Wiadomości