Dziennikarce Biełsatu grozi 15 lat więzienia. Ruszył polityczny proces Kaciaryny Andrejewej

Za zamkniętymi drzwiami sądu obwodowego w Homlu na Białorusi ruszył proces więźniarki politycznej Kaciaryny Andrejewej. Co wiadomo o nowej sprawie przeciwko naszej koleżance już skazanej za relacjonowanie rewolucji na Białorusi? Co mówią bliscy Kaci i co ona sama pisze w listach zza krat?

Kim jest Kaciaryna Andrejewa?

Urodziła się w 1993 roku w rodzinie inteligenckiej w Mińsku. Jej rodzice to dziennikarze i filolodzy. Jej babcia – Ała Wahanawa jest docentką Katedry Archeologii Białoruskiego Uniwersytetu Państwowego, a dziadek – Siarhiej Wahanau to znany białoruski dziennikarz, publicysta i poeta.

Kaciaryna Andrejewa. Zdjęcie: belsat.eu

Po ukończeniu jednej ze stołecznych szkół, Kaciaryna dostała się na Wydział Hispanistyki Mińskiego Państwowego Uniwersytetu Lingwistycznego. W 2013 roku dzięki programowi wolontariackiemu Komisji Europejskiej wyjechała na dwa lata do Hiszpanii. W 2014 roku wróciła do kraju i rozpoczęła pracę dziennikarki.

Kacia współpracowała z Radiem Swaboda, ukraińskim projektem Donbas Realii, jej teksty były drukowane z białoruskiej Narodnej Woli i rosyjskiej Nowej Gaziecie. Od marca 2017 roku do aresztowania w listopadzie 2020 roku była dziennikarką Biełsatu. Przez cały ten okres relacjonowała protesty społeczne w kraju i za granicą, co przyniosło jej rozpoznawalność wśród telewidzów, ale też zainteresowanie służb.

Nowa sprawa dziennikarki Biełsatu przekazana do sądu

Wraz z mężem Iharem Iljaszem opublikowała szereg głośnych śledztw dziennikarskich o wspieraniu przez reżim Alaksandra Łukaszenki i białoruski biznes separatystycznych tzw. „republik ludowych” Donbasu. W 2020 roku małżeństwo poświęciło udziałowi Białorusinów w wojnie na wschodzie Ukrainy książkę „Białoruski Donbas”, która doczekała się dodruku i została uznana przez reżim za ekstremistyczną.

Kierownictwo naszej stacji dwukrotnie (2017 i 2020 r.) uznało ją za Telewizyjna Osobę Roku. Również dwukrotnie (2017 i 2021) została nagrodzona w konkursie Wolne Słowo niezależnego Białoruskiego Stowarzyszenia Dziennikarzy.

Jak dziennikarka trafiła za kraty?

Kaciaryna Andrejewa i pracująca z nią operatorka Daria Czulcowa zostały zatrzymane 15 listopada 2020 roku za relacjonowanie brutalnego rozpędzenia przez OMON akcji upamiętnienia Ramana Bandarenki na tzw. Placu Zmian – podwórku między blokami, gdzie młody zwolennik opozycji został w nocy z 11 na 12 listopada skatowany na śmierć przez funkcjonariuszy w cywilu.

Daria Czulcowa (po lewej) i Kaciaryna Andrejewa (po prawej) w sądowej klatce. Mińsk, Białoruś, 18 lutego 2021 roku. Zdjęcie: belsat.eu

Dziennikarki prowadziły relację na żywo z mieszkania na 14 piętrze bloku, do którego zostały zaproszone przez właścicieli. Po zakończeniu akcji drzwi do mieszkania zostały wyłamane przez uzbrojonych antyterrorystów, a nasze koleżanki wyprowadzono w kajdankach. Zostały oskarżone o „organizację i przygotowanie działań poważnie naruszających porządek publiczny” (cz.1 art. 342 KK). Przedstawiony w sądzie akt oskarżenia był absurdalny – prokuratura stwierdziła, że dziennikarki nie relacjonowały akcji, ale zwołały ją i sterowały działaniami tłumu. Ich narzędziami zbrodni miały być kamera, mikrofon, statyw, smartfony i kamizelki z napisem „Prasa”.

18 lutego 2021 roku sędzia Natalla Buhuk skazała je w Mińsku na 2 lata pozbawienia wolności w kolonii karnej. Już za kratami Kacia i Dasza zostały wpisane do rejestru osób „skłonnych do ekstremizmu i innych działań destrukcyjnych”, przez co jeszcze bardziej ograniczono ich wolność i wzmocniono kontrolę ze strony administracji więzienia. Jako „ekstremistki” nasze koleżanki zostały oznaczone żółtymi łatkami na pasiakach.

Praca Kaciaryny i Darii podczas masowych protestów na Białorusi w 2020 roku oraz ich oddanie ideałom zawodowym stały się powodem wręczenia im siedmiu prestiżowych nagród dla dziennikarzy: PRIX Europe, Free Media Awards, Prize for the Freedom and Future of the Media, Axel-Springer-Preis, Courage in Journalism Awards, polskiej Nagrody im. Dariusza Fikusa oraz litewskiej nagrody „Nadzieja Wolności”.

„Wiedziała, ile może kosztować ją ten wybór i niczego nie żałuje”. Rok od zatrzymania dziennikarki Kaciaryny Andrejewej

Co wiadomo o nowej sprawie karnej

Swój wyrok Kaciaryna Andrejewa odbywała w Kolonii Karnej nr 4 w Homlu. Na wolność miała wyjść 5 września 2022 roku – 1 dzień w areszcie śledczym został przeliczony jako 1,5 dnia w kolonii, skracając wyrok o ponad 2 miesiące.

Jednak 10 lutego nasza koleżanka została bez uprzedzenia przewieziona do Aresztu Śledczego w Homlu. Przez 55 dni rodzina Kaci nie wiedziała, w ramach jakiej sprawy trafiła do aresztu i czy ma status oskarżonej.

7 kwietnia bliscy więźniarki politycznej zostali poinformowani, że została ona oskarżona o „zdradę stanu” (cz. 1 art. 356 KK). Grozi jej więc od 7 do 15 lat pozbawienia wolności.

Co dokładnie reżim zarzuca dziennikarce i na jakiej podstawie – nie wiadomo, bo sprawa została utajniona. Adwokat Kaciaryny musiał podpisać zobowiązanie do nieujawniania informacji dotyczących postępowania nawet rodzinie oskarżonej.

Książka „Białoruski Donbas”. Zdjęcie: belsat.eu

Jedyne informacje o sprawie pochodzą od związanych ze służbami specjalnymi Łukaszenki propagandowych kanałów w Telegramie. Sugerują one, że sprawa Kaciaryny Andrejewej związana jest z jej książką „Białoruski Donbas”, która w 2021 roku została uznana za „ekstremistyczną”. Niektórzy współpracownicy dziennikarki twierdzą, że służby chcą się zemścić na niej właśnie za ujawnienie ich związków i nielegalnych interesów z separatystami. Dodatkowo, taki proces podczas wojny na Ukrainie miałby dla reżimu wartość propagandową.

Wątpliwe jest jednak, by to książka była jedyną przyczyną nowej sprawy karnej. Gdyby tak było, śledczy zainteresowaliby się także drugim współautorem – Iharem Iljaszem, mężem Kaci. On jednak nie jest w tej sprawie nawet świadkiem.

Zagadką pozostaje też, dlaczego śledztwo prowadzi homelski oddział KGB. Zazwyczaj sprawą zajmuje się ten organ, na którego terenie popełniono przestępstwo, a dziennikarka nigdy nie mieszkała homelszczyźnie, a jej materiały rzadko dotyczyły regionu. Dopiero od ubiegłego roku jest ona związana z Homlem jako miastem, w który odbywa wyrok.

„Mojej radości życia nie zabiją żadne więzienia”. Rok w listach Kaciaryny Andrejewej, uwięzionej dziennikarki Biełsatu

Warto podkreślić, że artykuł 356 Kodeksu Karnego jest sformułowany dość szeroko. Za „zdradę stanu” na Białorusi uważa się nie tylko ujawnienie tajemnic państwowych, szpiegostwo i przejście na stronę wroga podczas wojny, ale też „inne okazanie pomocy obcemu państwu, międzynarodowej lub zagranicznej organizacji albo ich przedstawicielom w prowadzeniu działalności mającej za zadanie zadanie szkody bezpieczeństwu narodowemu Białorusi”. Biorąc pod uwagę to, jak reżim Łukaszenki zniekształca pojęcie „bezpieczeństwa narodowego”, taka definicja daje organom wielką przestrzeń dla nadużyć.

Jak będzie wyglądał proces?

Materiały sprawy zostały przekazane Sądowi Obwodowemu w Homlu już 18 kwietnia i początkowo bliscy Kaciaryny prognozowali, że proces rozpocznie się już w maju. Jednak pierwsze posiedzenie zostało wyznaczone dopiero na dziś. Sprawa leżała więc w sądzie prawie 2,5 miesiąca – nawet dłużej, niż trwało śledztwo. Z czym związana jest ta zwłoka – nie wiadomo.

Kaciaryna Andrejewa w sądzie w Mińsku. Białoruś, 18 lutego 2021 roku. Zdjęcie: belsat.eu

Sprawa dziennikarki będzie rozpatrywana za zamkniętymi drzwiami, na salę rozpraw nie zostaną wpuszczeni nawet krewni. Jednak wyrok musi być ogłoszony jawnie. Ile czasu zajmie proces – trudno obecnie przewidzieć.

Warto podkreślić, że równolegle w Sądzie Obwodowym w Homlu toczy się proces dziennikarki TVP Iryny Słaunikawej. Pierwsze posiedzenie w jej sprawie odbyło się 23 czerwca i tego samego dnia sąd ogłosił przerwę do 6 lipca.

TVP: proces Iryny Słaunikawej to element brutalnej walki ze społeczeństwem obywatelskim

Jak Kaciaryna i jej bliscy komentują nową rundę represji?

Mąż dziennikarki Ihar Iljasz wielokrotnie stwierdzał, że nowe nowe zarzuty wyglądają absurdalnie i są „stalinowskie w swojej istocie”.

– Kacia jest absolutnie niewinna. Ona nigdy nie popełniła niczego nielegalnego. Ta sprawa karna to potworna w swojej cyniczności i okrucieństwie zemsta za jej pracę dziennikarską – powiedział w dniu, gdy reżim poinformował o postawionych zarzutach.

Ihar uważa, że mechanizm wszczęcia sprawy z paragrafu o „zdradzie stanu” był taki sam, jak za pierwszym razem: jej zgodna z prawem działalność zawodowa została uznana za „przestępczą”. Krewni więźniarki politycznej nie wiedzą jednak, jaka jej działalność zawodowa mogłaby być podstawą nowej sprawy karnej.

Kaciaryna Andrejewa z mężem Iharem Iljaszem. Zdjęcie z archiwum rodzinnego

Sama Kaciaryna nie ma możliwości skomentować oskarżenia – taki list nie przeszedłby cenzury. Z jej listów na wolność wynika jednak, że nie upada na duchu i nie traci nadziei.

– Jakbym odblokowała najwyższy poziom tej trudnej gry. Tylko, że to nie gra. I nie mamy prawa na jakiekolwiek „nie mam sił” i „więcej nie mogę”. Dlatego nic więcej nie pozostaje, poza tym, co i tak umiemy: zebrać całą wolę, cierpliwość i wytrzymałość, by spokojnie i godnie patrzeć przed siebie – napisała w jednym z listów w marcu bieżącego roku.

W kolonii karnej Kacia pisze też wiersze. Jej wiersz „Nad białym polem” został niedawno przetłumaczony na język hiszpański i angielski w ramach projektu Europejskiej Rady Pisarzy #FreeAllWords.

Kaciaryna Andrejewa jest jednym z 1232 więźniów politycznych reżimu Alaksandra Łukaszenki.

„Partyzanci. Dziennikarze na celowniku Łukaszenki” już po angielsku

Hleb Nierżyn, pj/belsat.eu

Wiadomości