Zwycięzca bez sojuszników. Łotwa wcale nie musi dać się poprowadzić na Wschód „Zgodzie”


Lider zwycięskiej partii "Zgoda" głosuje w sobotnich wyborach. Źródło: aif.ru

W sobotnich wyborach na Łotwie wygrała prorosyjska partia „Zgoda”. Mimo zwycięstwa może znaleźć się w opozycji, bo główne partie nie chcą koalicji z ugrupowaniem chwalącym politykę Władimira Putina.

Sondaże wskazywały przed wyborami wyraźne prowadzenie „Zgody”. A jednak zwycięstwo partii, której lider Nils Ušakovs (Nił Uszakow) nie potępia rosyjskiej polityki imperialnej i często lata do Moskwy na spotkania z ważnymi, kremlowskimi politykami, jest sensacyjne. Partia, która do tej pory miała znaczenie regionalne, gdyż rządziła w Rydze, weszła do głównego nurtu łotewskiej polityki.

W sobotnich wyborach na „Zgodę” głosowali nie tylko łotewscy Rosjanie, ale i Łotysze, oraz wyborcy z mieszanych rodzin. Zresztą to, co przyciągnęło do „Zgody” to wcale nie prorosyjskie hasła, ale obietnice socjalne. Główna partia łotewskich Rosjan, podnosząca hasła dyskryminacji etnicznej, czyli Rosyjski Związek Rosjan, w wyborach poniosła klęskę. Zdobyła nieco ponad 3 proc. głosów i w ogóle nie dostała się do parlamentu. Moskwa zyskała jednak poważne instrumenty wpływu na łotewską politykę. Choć, jeśli inne partie zdołają utworzyć rząd i zepchnąć „Zgodę” do opozycji, wpływy Kremla będą słabsze.

Zgoda przeciw „Zgodzie”

To były wybory protestu i zniechęcenia. Świadczy o tym choćby niska, 54-procentowa frekwencja. Klęskę poniósł premier Māris Kučinskis. Jego partia – Związek Zielonych i Rolników, zajął dopiero szóste miejsce zdobywając niecałe 10 proc. głosów. Drugie, po „Zgodzie” okazało się populistyczne ugrupowanie KPV LV (czyli „Do kogo należy państwo?”). Partia ta, rzucając oskarżenia o korupcję i nepotyzm oraz ostro krytykując cały establishment, przebojem wdarła się do głównego nurtu łotewskiej polityki. Zdobywając ponad 14 proc. głosów zapewniła sobie ważną pozycję. Ale jednocześnie jest oskarżana o podejrzane związki z Kremlem.

– Nawet jeśli bezpośrednie powiązania są trudne do udowodnienia, to jasne jest, że podgrzewanie nastrojów skrajnie populistycznych i budowanie zniechęcenia do polityki i demokracji w ogóle, leży w interesie Rosji, a KPV LV taką politykę właśnie realizuje – mówi Biełsatowi Filips Rajevskis, łotewski politolog.

Jeszcze przed wyborami znany showman i publicysta Artuss Kaimiņš, lider „Do kogo należy państwo?” nie zaprzeczył kategorycznie, że nie pójdzie na koalicję z prorosyjską „Zgodą”. I nie ma tu znaczenia fakt, że na jego partię głosowali głównie Łotysze. Największe poparcie populiści zdobyli w najbardziej łotewskich regionach kraju: Kurlandii i Semigalii, tam gdzie mniejszość rosyjska jest najmniej liczna.

– Zwycięstwo „Zgody” i populistów jest ważnym światełkiem ostrzegawczym dla łotewskiego establishmentu i wróży niestabilność polityczną. Jednak na razie nie będzie poważnych konsekwencji, ani żadnego zwrotu Łotwy na wschód, bo prorosyjskie partie będą izolowane w parlamencie – mówi Filips Rajevskis.

Wynika to z powyborczej arytmetyki. Mimo, że liberałowie i konserwatyści ponieśli klęskę, to w sumie Nowa Partia Konserwatywna, liberalna koalicja „Dla rozwoju Łotwy” i „Ruch Za!”, Ruch Jedność, czy Związek Zielonych i Rolników zdobyły 60 mandatów w łotewskim sejmie. A to znaczy, że proeuropejskie i proatlantyckie ugrupowania mają większość. Choć jest to większość niestabilna i będzie wymagała żmudnej łamigłówki, oraz wielu kompromisów, by stworzyć koalicję, to jednak strach przed dojściem do władzy prorosyjskiej opcji wymusi zgodę.

Zakamuflowana opcja prorosyjska

W czasie kampanii wyborczej Nił Uszakow, burmistrz Rygi, nie popełnił błędu i nie wychylał się z prorosyjską retoryką. Jego socjaldemokratyczna partia „Zgoda” raczej stawiała na obietnice socjalne i akcentowanie, że potrzeba kompromisów między rdzennymi Łotyszami i zamieszkującą Łotwę mniejszością rosyjską.

Po wojnie na Ukrainie Łotwa zwiększyła wydatki na obronę i współpracuje z NATO, a partia Uszakowa jest sceptyczna wobec wydatków zbrojeniowych. Źródło: bnn.news.com

Np. Uszakow odcinał się od maszerujących przez Rygę we wrześniu pochodów i protestów Rosjan. Były one skierowane przeciw ustawie edukacyjnej ograniczającej naukę języka rosyjskiego. Rządzący Rygą od dekady czterdziestodwuletni Uszakow dobrze wie, że zamożniejsi łotewscy Rosjanie i młodzież już dawno nauczyli się łotewskiego i wtopili w łotewskie społeczeństwo. Dlatego Uszakow prorosyjskimi nastrojami grał delikatnie.

– Właściwie prowadził podprogową kampanię i puszczał oko do swojego elektoratu, jakby się umówił, że nie będzie otwarcie nawoływał do zwrotu na Wschód i wszyscy powinni to zrozumieć. To swojego rodzaju hybrydowa kampania wyborcza – opowiada Filips Rajevskis.

Rosjanie idą po władzę na Łotwie, ale odcinają się od Moskwy

Uszakow postulował np. obniżenie budżetu obronnego o 1 proc., w sytuacji, gdy większość polityków chce jego zwiększenia. Kiedy partie prawicowe wskazywały na Ukrainę i mówiły, że kraje nadbałtyckie są zagrożone rosyjskim imperializmem, Uszakow uspokajał, że Moskwa nie ma złych zamiarów. Spotykał się z rosyjskimi politykami, a z rządzącą w Moskwie partią Jedna Rosja zawarł partyjne przymierze.

O ile w czasie kampanii wyborczej „Zgoda” musiała zakładać maskę europejskiej socjaldemokracji, to jeśli znajdzie się w opozycji będzie mogła maskę zrzucić. I znacznie częściej używać argumentów, że np. zwiększanie budżetu obronnego i współpraca Łotwy z krajami NATO niepotrzebnie prowokuje Rosję. „Zgoda” wsparta populistami będzie trudną opozycją. I wbrew swojej nazwie, właśnie na zgodzie politykom tej partii zależeć będzie najmniej.

Michał Kacewicz/belsat.eu

Zobacz też
Komentarze