Rosjanie idą po władzę na Łotwie, ale odcinają się od Moskwy


Na Łotwie dawno nie było tak licznych protestów mniejszości rosyjskiej, jak w ostatnią sobotę. Źródło: delfi.lv

Na ulicach Rygi starsi Rosjanie domagają się nauki po rosyjsku w szkołach. Ci młodsi uczą się łotewskiego i chcą głosować na prorosyjską partię udającą, że nie ma z Moskwą nic wspólnego.

Na Łotwie trwa kampania wyborcza. Jej stawką jest m.in. czy Rosja zwiększy wpływy w łotewskich władzach po wyborach 6 października. W ciągu ostatniej dekady animozje między Łotyszami a liczącą 26 proc. mieszkańców nadbałtyckiej republiki mniejszością rosyjską wyciszały się. Pomógł wzrost zamożności i stopniowa „łotyszyzacja” zwłaszcza młodych Rosjan. Ale w ostatnich miesiącach Moskwa znowu zaczęła odgrzewać dawne konflikty i podburzać łotewskich Rosjan. Od czasu wojny na Ukrainie Rosja intensywnie inwestowała w działające na Łotwie NGO’sy i organizacje społeczne, oraz partie. Kampania wyborcza pokazuje, że Moskwa nie zrezygnowała z wpływania na sytuację wewnętrzną na Łotwie i chciałaby, żeby mniejszość rosyjska miała silną reprezentację w parlamencie, a nawet w rządzie.

Wojna na języki

W kwietniu łotewski prezydent Raimonds Veionis podpisał ustawę edukacyjną. Zakłada ona, że do 2021 r. łotewskie szkoły będą nauczać wyłącznie w języku państwowym. Czyli po łotewsku. Oznacza to, że szkoły rosyjskie zostaną zlikwidowane, a języka rosyjskiego będzie się można uczyć wyłącznie jako języka obcego, opcjonalnie.

Tatiana Żdanok, liderka Rosyjskiego Związku Łotwy w czasie demonstracji przeciw reformie językowej w szkołach. Źródło: baltnews.lv

Łotewskie władze argumentują, że szkoły z wykładowym rosyjskim są na niższym poziomie, a brak znajomości łotewskiego utrudnia zdobycie praktycznie jakiejkolwiek pracy. Zresztą jest już na Łotwie dużą rzadkością. Młodzi Rosjanie uczą się łotewskiego. Bez znajomości języka państwowego zamknęliby sobie drogę do dalszej edukacji. Łotewskiego nie znają najczęściej jedynie ludzie starsi. Oni również są największymi przeciwnikami zmian w edukacji i nazywają je, powtarzając za moskiewską propagandą, faszystowskimi.

W ostatnią sobotę przez Rygę przeszedł marsz protestu przeciw ustawie o szkolnictwie. Według różnych ocen z wstęgami św. Jerzego, a czasem i rosyjskimi, trójkolorowymi flagami szło ok. 5 tys. ludzi. W większości emerytów, choć protestowali przeciw zmianom w szkołach.

– Jest to temat sztucznie podgrzewany przez rosyjskie organizacje i moskiewską propagandę – uważa w rozmowie z Biełsatem, zajmująca się badaniem rosyjskich wpływów na Łotwie dziennikarka Sanita Jemberga. – Temat wypłynął akurat trzy tygodnie przed wyborami i jest sposobem na moblizowanie rosyjskiej mniejszości.

Na czele marszu szedł eurodeputowany Andrejs Mamikins. W rosyjskich stacjach telewizyjnych ochoczo występuje, jako Andriej Mamykin. Razem z inną bohaterką moskiewskich programów, Tatianą Żdanok, reprezentuje Rosyjski Związek Łotwy w europarlamencie. Oboje uważają, że łotewskie władze dyskryminują Rosjan. Krytykują łotewską politykę, popierają aneksję Krymu i rosyjską interwencję na Ukrainie. Są równie radykalni co najwięksi propagandyści rosyjskiej telewizji.

– To nie oni są największym zagrożeniem, Rosyjski Związek Łotwy to partia radykalna i emocjonalnie mobilizująca starszy elektorat żyjący sentymentem po Związku Sowieckim, znacznie groźniejsi są zamaskowani pod nowoczesnym wizerunkiem, liberalni politycy sprzyjający Putinowi – mówi Jemberga.

Partia krypto-prorosyjska

Według sondaży partia Mamikinsa i Żdanok dostanie śladowe, najwyżej kilkuprocentowe poparcie i do łotewskiego sejmu raczej się nie dostanie. Co innego partia Saskana, czyli Zgoda, ugrupowanie burmistrza Rygi Nilsa Ušakovsa (Niła Uszakowa).

Nils Ušakovs, rządzi Rygą od 9 lat. Teraz chce wprowadzić swoją partię do łotewskiego rządu. Źródło: delfi.lv

Ten czterdziestodwuletni ryski Rosjanin rządzi w stolicy od dekady. I ma ambicje rządzić w kraju. Uważa się za symbol pojednania Łotyszy i Rosjan. Ale Ryga jest specyficzna. Z jednej strony zamieszkuje ją spora mniejszość rosyjska, z drugiej są to stosunkowo zamożni i dobrze wykształceni Rosjanie.

– Uszakow stara się, jak może, by jego partii nie przyszywano łatki prorosyjskiej, bo wie, że bez głosów Łotyszy nie wygra – mówi Biełsatowi Filips Rajevskis, łotewski politolog i dodaje – Podobnie, jak robi wiele, by będąc partią zamożnego mieszczaństwa z Rygi, pokazywać się jako nowoczesna centrolewica.

Ušakovs demonstracyjnie zerwał trzy lata temu umowy o współpracy z kremlowską Jedną Rosją. Krytykuje aneksję Krymu i popiera ustawę językową, choć ostrożnie. Jednocześnie jest przeciwko ignorowaniu rosyjskiej mniejszości i nie ma problemu, by spotykać się z politykami z Rosji. Np. z merem Moskwy Siergiejem Sobianinem. Ušakovs krytykuje również unijne sankcje przeciw Rosji. W sondażach Zgoda ma ponad 20 proc. poparcie. Wygrywa wybory, ale będzie miała problem z kim rządzić. Ja na razie pozostałe partie odżegnują się od koalicji z partią Ušakovsa. Poza skrajnie populistycznym ugrupowaniem KPV.LV.

Wsparcie z Moskwy

Łotwa tradycyjnie zajmuje w rosyjskiej propagandzie jedną z czołowych pozycji wśród nielubianych krajów. Zaraz obok Ukrainy, Estonii, czy Litwy. Moskiewskie media nieustannie stawiają Łotwę za przykład państwa naruszającego prawa rosyjskiej mniejszości. I to głównie w odbieranych przez łotewskich Rosjan mediach ze wschodu podgrzewane jest zagrożenie, jakim jest łotewski nacjonalizm. Dotyczy to jednak przede wszystkim telewizji. W internecie Łotyszom udało się poważnie ograniczyć rosyjskie wpływy.

– Łotysze poważnie wzięli się do roboty po tym co się stało w czasie wyborów w USA, po Brexicie i Ukrainie i poważnie ograniczyli możliwości wojny informacyjnej w swoim kraju – uważa Sanita Jemberga.

Łotewskie media na bieżąco wskazywały podejrzane fundacje, NGO’sy i organizacje finansowane z Rosji. W administracji rządowej i służbach specjalnych powstały specjalne komórki przeciwdziałania wojnie hybrydowej. Rosyjska narracja jest na bieżąco dyskredytowana w łotewskich mediach.

– W ostatnim czasie obserwujemy w internecie próby kolportowania rosyjskiej narracji w celu wpływania na wybory, ale jest ona słabsza – ujawnił niedawno łotewskim mediom Kaspar Ozolins, wiceszef specjalnej komórki ds. przeciwdziałania zagrożeniom hybrydowym i dodał – Np. działalność tzw. fabryk trolli jest już znacznie słabsza w łotewskich sieciach społecznościowych, niż kilka lat temu.

Co oczywiście nie znaczy, że zagrożenie nie pojawi się bardzo szybko. Po sobotniej demonstracji przeciw reformie edukacyjnej rosyjskie portale i media natychmiast zalały informacje o wielotysięcznej manifestacji Rosjan ciemiężonych przez Łotyszy. I wywołały chwilową, ale bardzo intensywną burzę w sieci, sprawiającą wrażenie, że konflikt na tle języka w szkołach jest realnym, najważniejszym tematem kampanii wyborczej. W rzeczywistości, według sondaży, i Łotyszy i Rosjan łotewskich bardziej zajmuje reforma edukacyjna wysyłająca sześciolatki do szkół.

Czytajcie więcej:

Rosjanie w Estonii: razem, a jednak osobno

Michał Kacewicz/belsat.eu

 

 

 

 

 

 

Zobacz też
Komentarze