Zełenski nie chce grać głównej roli w USA


Spotkanie w Nowym Jorku było najtrudniejszym w dotychczasowej karierze politycznej Wołodymyra Zełenskiego. Źródło: president.gov.ua

Jak na aktora to dziwne marzenie, ale Wołodymyr Zełenski po raz pierwszy w życiu nie chce stać na scenie w świetle jupiterów. Niespodziewany szum wokół Ukrainy w Stanach Zjednoczonych może tylko zaszkodzić Kijowowi.

Okładka dzisiejszego, ukraińskiego tygodnika Nowoje Wremia: satyryczny rysunek na którym Donald Trump smaży się na ogromnej patelni. Buhające spod niej płomienie mają niebiesko-żółte barwy ukraińskiej flagi narodowej. A obok, chyba w roli kucharza, stoi malutki Wołodymyr Zełenski. Przekaz jest oczywisty. Ukraina sprawiła problemy Trumpowi, Zełenski został rozgrywającym, „kucharzem” w kuchni amerykańskiej polityki. Podobnie inne, ukraińskie media. Od wczoraj krzyczą, że Ukraina stała się nagle głównym czynnikiem w amerykańskiej… Ba, w globalnej polityce! A Zełenski zdecyduje o przyszłości Donalda Trumpa.

W rzeczywistości jest dokładnie odwrotnie. To amerykańska polityka może zmielić ukraińskie rachuby związane np. z montowaniem wsparcia dla Kijowa w pertraktacjach z Rosją. Dla Zełenskiego wyprawa do Nowego Jorku była ryzykowna. I mimo zaklinania rzeczywistości przez ukraińskie media, Kijów wcale nie stał się ważnym czynnikiem i podmiotem w amerykańskiej polityce. Raczej znalazł się w trudnej sytuacji przedmiotu w przedwyborczej rywalizacji Republikanów i Demokratów. A Zełenski jest poddawany naciskom z obu stron.

Bez nacisków?

Jeszcze przed spotkaniem ukraińskiego prezydenta z Donaldem Trumpem, Biały Dom ujawnił stenogramy rozmów obu prezydentów z lipca. Wszystko przez oskarżenie Trumpa o naciski na Zełenskiego, by wszczął śledztwo w sprawie syna Joe Bidena, konkurenta amerykańskiego prezydenta. Trump miał w tej sprawie naciskać w czasie lipcowej rozmowy telefonicznej z Zełenskim.

Ujawnione stenogramy nie potwierdziły jednak najpoważniejszych zarzutów. Trump nie szantażował Zełenskiego i nie sugerował, że nie udzieli Ukrainie pomocy finansoweji wojskowej, jeśli śledztwa w sprawie Bidena nie będzie. Mimo to ukraiński prezydent miał w USA arcytrudne zadanie.

Zełenski w USA: bardzo trudna wizyta w cieniu skandalu

Jeszcze przed wczorajszym spotkaniem Demokraci zainicjowali w Kongresie procedurę impeachmentu Donalda Trumpa. Jako przyczynę uznali ingerowanie w działania opozycji za pomocą ukraińskich władz. To był cios dla Zełenskiego. Nawet jeśli do impeachmentu nie dojdzie, został potraktowany jako element rozgrywki w amerykańskiej polityce i to taki całkiem niesamodzielny. Musiał zatem uciec od oskarżeń o wysługiwanie się Trumpowi w wewnętrznych, amerykańskich, sprawach politycznych, a jednocześnie pokazać, że jest lojalnym sojusznikiem i warto mu ufać.

– Dla Kijowa najważniejsze jest mieć w USA sojusznika w wojnie z Rosją, a kiedy o Ukrainie za oceanem mówi się w kategoriach mimowolnego uczestnika rozgrywek, albo kraju skorumpowanego, w którym grzęzną amerykańscy politycy, to wobec takiego kraju pojawia się ostrożność i dystans – mówi Jurij Butusow z portalu censor.net.

W czasie rozmowy z Zełenskim amerykański prezydent poradził, żeby jego ukraiński rozmówca spotkał się z Władimirem Putinem i rozwiązał problemy. Ta rada mogłaby być uspokajająca dla Zełenskiego tylko pod jednym warunkiem: jeśli w zamkniętej części rozmowy usłyszał od Trumpa gwarancje wsparcia w rozmowach z Moskwą.

Reklama Ukrainy

Po wizycie w USA Zełenski będzie miał w polityce międzynardoowej jeszcze trudniejsze zadanie. Już w Nowym Jorku próbował odwracać uwagę od oskarżeń wobec jego kraju, że jest skorumpowany i podatny na intrygi.

– Powiedziałem prezydentowi, że to niezbyt dobra reklama dla Ukrainy, kiedy wszyscy mówią, że to skorumpowany kraj – mówił Zełenski po spotkaniu z Trumpem i dodał – Zaprosiłem prezydenta USA na Ukrainę , żeby zobaczył, że to rzeczywiście demokratyczny i europejski kraj i chciałbym, żeby ta „reklama” skończyła się, bo my zaczynamy nową historię.

Za nową historią ciągną się jednak historie stare. Tym razem taką starą historią jest właśnie wspomniana sprawa działalności biznesowej na Ukrainie Huntera Bidena. Syn Joe Bidena, najprawdopodobniejszego kandydata Demokratów w przyszłorocznych wyborach prezydenckich w USA, od 2014 r. wchodził w skład rady nadzorczej Burisma Holding. Spółka założona przez Mykołę Złoczewskiego, byłego ministra zasobów naturalnych czasów rządów Wiktora Janukowycza, zajmuje się poszukiwaniem i wydobyciem ukraińskich złóż gazu i ropy, oraz handlem tymi surowcami. W skład rady nadzorczej od początku wchodzi Aleksander Kwaśniewski, były prezydent Polski, ale i Josef Cofer Black, jeden z dyrektorów w CIA z czasów prezydentury George’a W. Busha. Był on również menedżerem działającej na Bliskim Wschodzie, owianej sławą firmy ochroniarskiej Blackwater.

Założyciele Forum Bezpieczeństwa Energetycznego dla Przyszłości w 2017 r., wśród nich Mykoła Złoczewski (w wiśniowej marynarce) i Aleksander Kwaśniewski. Źródło: energysecurityforum.org

Sam Złoczewski, mimo że figuruje na 11 miejscu na liście najbogatszych Ukraińców, zniknął. Nie wiadomo w jakim kraju przebywa. Poszukuje go ukraińska prokuratura, a interesy w Burisma reprezentuje jego córka, Karina Złoczewska. Mimo, że za Złoczewskiego i jego Burisma Holding próbowała brać się prokuratura Jurija Łucenki w czasach rządów Petra Poroszenki, a także służby antykorupcyjne (podejrzewając nieprawidłowości przy wydawaniu licencji na wydobycie gazu), biznesmenowi nic się nie stało.

W 2017 r. w Monako Złoczewski z pompą otwierał think-tank Forum Bezpieczeństwa Energetycznego dla Przyszłości w towarzystwie Aleksandra Kwaśniewskiego i księcia Alberta II. Jego były dotąd chronione przez udział w radzie nadzorczej znanych na świecie polityków i urzędników. Teraz jednak te kontakty będą obciążeniem i przyczyną śledztwa. Zełenski musi w sprawie Burisma i udziału Bidena coś zrobić. Przynajmniej zacząć śledztwo. Ale wcale nie jest takie pewne, że je skończy przed amerykańskimi wyborami. Ukraiński prezydent jest w patowej sytuacji i raczej będzie grał na czas i stosował uniki, by uciekać od amerykańskiej polityki.

Michał Kacewicz/belsat.eu

Zobacz też
Komentarze