Wojna na pułapki. Porozumienia mińskie pięć lat później

Witalij
Portnikow
Wołodymyr Zełenski, Angela Merkel, Emmanuel Macron i Władimir Putin podczas szczytu “czwórki normandzkiej”, Paryż, 9 grudnia 2019 r. Zdjęcie: CHARLES PLATIAU / Reuters / Forum

Pięć lat temu, 12 lutego 2015 roku “czwórka normandzka” podpisała drugie porozumienia mińskie – dokument, który miał zakończyć konflikt w Donbasie. Już wtedy eksperci z Ukrainy, Rosji i Zachodu mieli wątpliwości, czy ustalenia z Mińska są możliwe do realizacji. I mieli rację, dosłownie od pierwszego punktu. Rodzi się więc pytanie: dlaczego w ogóle podpisano warunki, które nikogo nie zadowoliły?

Odpowiedź jest prosta – w czasie podpisywania porozumień “Mińsk-2” skoncentrowano się przede wszystkim na zadaniach taktycznych. Dla Ukrainy najważniejsze było powstrzymanie rosyjskiego natarcia w Donbasie. Podczas spotkania prezydentów Petra Poroszenki, Władimira Putina, Francoisa Hollanda i kanclerz Angeli Merkel toczyły się ciężkie walki o stację kolejową Debalcewe (zgodnie z porozumieniami uważana jest za ukraińską, ale de facto kontrolują ją separatyści z DRL).

Zachodnim pośrednikom zależało na zatrzymaniu gorącej fazy konfliktu i zmuszeniu Kremla do zgody na zakończenie działań wojennych i reintegrację terytorialną Ukrainy. Z kolei Rosji zależało na tym, by Ukraina przyznała “wyjątkowość” jej okupowanych terytoriów i potwierdziła ten status na poziomie ustawowym.

Zestawy pułapek na każdą ze stron

Przez pięć ostatnich lat nie zrealizowano prawie żadnego z punktów porozumień. Rosja nie wycofała broni ciężkiej, nie uwolniono jeńców (choć w porozumieniach mowa o wymianie wszystkich na wszystkich), nie ma żadnych oznak możliwego wyprowadzenia wojsk i stworzenia warunków dla wyborów. Z kolei ukraiński parlament przyjął i kilka razy przedłużał – ostatni raz za prezydentury Wołodymyra Zełenskiego – ustawę o specjalnym statusie wydzielonych rejonów obwodów donieckiego i ługańskiego. Ale ustawa ta pozostaje czystą formalnością – w Rosji nikt nie planuje pozwolić Ukraińcom kontrolować okupowany teren.

Co więcej, w Donbasie trwają intensywne “prace państwotwórcze” według naddniestrzańskiego i abchaskiego wzorca. Po wyborczym zwycięstwie Zełenskiego, w Kijowie zaczęto mówić o konieczności zmiany porozumień mińskich, jednak Rosja kategorycznie odmawia.

https://belsat.eu/pl/news/ukraina-kapitulacja-czy-sprytny-plan-zelenskiego/

Dlaczego więc porozumienia mińskie są wiążące i strony konfliktu upierają się, że dokument ten jest podstawą regulowania kryzysu? A dlatego, że to nie porozumienia, a zbiór pułapek. Na każdą ze stron.

Komu pierwszemu puszczą nerwy?

Państwa Zachodu argumentują dalsze sankcje wobec Rosji niewypełnieniem porozumień Mińskich. A w związku z tym, że strona rosyjska nic w tej sprawie nie robi, sankcje UE od pięciu lat są przedłużane prawie automatycznie. I choć za każdym razem pojawiają się głosy, by zrezygnować z unijnej polityki ograniczeń, do niczego takiego nie dochodzi. To pułapka zastawiona na Putina przez Merkel i Hollanda.

Podczas negocjacji w Mińsku, Rosja nie tylko uznała niepodzielność terytorialną Ukrainy w Donbasie. Putin podpisał także, że w regionie nie ma żadnych separatystycznych “republik ludowych”, a specjalny status otrzyma niewielki obszar Ukrainy, a nie jakieś twory państwowe. Zgodził się też, że region powinny opuścić obce wojska, a wybory do władz lokalnych odbędą się pod kontrolą Ukraińców. Taką pułapkę na Putina nastawił Poroszenko.

Z kolei Ukraina zgodziła się uznać, że tereny okupowanie przez Rosję różnią się od reszty państwa nie tylko tym, że są okupowane. Przyznała im prawa do własnych relacji z sąsiednimi regionami Rosji, “językowego samookreślenia” i nawet utworzenia własnych “milicji ludowych”. To potrzask, który na Poroszenkę zastawił Putin.

Petro Poroszenko, Alaksandr Łukaszenka i Władimir Putin podczas szczytu w Mińsku, 11 lutego 2015 roku. Zdjęcie: Grigory Dukor/Reuters/Forum

Proces miński to właśnie próba funkcjonowania we wszystkich tych pułapkach jednocześnie. I nie można zakładać, że będzie to wszystkich zadowalać. W tym przypadku konsensus polega na tym, że porozumienia są równie niewygodne dla wszystkich.

Zachód chce, by Rosja wyszła z Donbasu, a Ukraina znów była całością. Ukraina chce pokoju i utraconych terenów. A Rosja zachowania kontroli nad Donbasem i rozszerzenia jej na całą Ukrainę.

https://belsat.eu/pl/news/pokoj-w-donbasie-male-kroki-i-pozorowane-ustepstwa/

Pytanie brzmi: komu pierwszemu zabraknie cierpliwości, komu puszczą nerwy? Europa zrezygnuje z sankcji? Rosja z “republik ludowych”? Ukraina z suwerenności?

Każdy z tych wyborów pogrzebie proces miński i uczyni porozumienia bezsensownymi. Rzecz w tym, co dalej – nowe porozumienia, czy nowa wojna?

Witalij Portnikow, ukraiński publicysta dla Biełsatu

OPINIA AUTORA MOŻE NIE ZGADZAĆ SIĘ ZE STANOWISKIEM REDAKCJI

Redakcja może nie podzielać opinii autora.

Więcej materiałów