Władimir Putin jutro jedzie zdobyć Berlin. Może być trudniej niż w 1945 r.


Ścierają się ze sobą, robią interesy i układają trudne relacje od kilkunastu lat: Angela Merkel i Władimir Putin jutro się znowu spotkają. Źródło: inosmi.ru

Trwa rosyjska ofensywa dyplomatyczna. Władimir Putin z Angelą Merkel nie będzie miał tak łatwo, jak z Donaldem Trumpem w Helsinkach.

Jutrzejsze spotkanie Władimira Putina z Angelą Merkel było przygotowywane w pośpiechu i jest dla świata dyplomatycznego sporą niespodzianką. Ostatnio spotykali się w maju w Soczi. Putin nieoczekiwanie jedzie do Berlina, a właściwie do podberlińskiej rezydencji Meseberg. Prosto z Austrii, gdzie zabawi na ślubie Karin Kneissl, austriackiej minister spraw zagranicznych.

I o ile zaproszenie na ślub było, zgodnie ze szczątkowymi przeciekami do mediów, wystosowane już wcześniej, to wizyta w Niemczech jest zorganizowana właściwie w trybie alarmowym. Przyczyn jest wiele. Po spotkaniu z Trumpem Putin chce iść za ciosem i skierować swój dyplomatyczny blietzkrieg na Europę. Bo to ona będzie kluczowa dla planów Putina wyprowadzenia Rosji z sankcji i międzynarodowej izolacji. Rosyjskiemu prezydentowi spieszy się. Nie mniej, niż niemieckiej kanclerz. Merkel i Putin mają wiele, arcyważnych powodów, by usiąść i porozmawiać. Ale agenda rozbieżności jest tak długa, że trudno oczekiwać po jutrzejszym spotkaniu wielkiego przełomu.

Front nie może czekać

Bitwa o Idlib właściwie już się zaczęła. Od kilku dni trwają intensywne ostrzały artyleryjskie i rakietowe, oraz bombardowania lotnicze ostatniego bastionu syryjskiej opozycji antyasadowskiej. Armia syryjskiego dyktatora Baszara al-Assada jest wspierana przez rosyjskie lotnictwo, instruktorów i siły specjalne, a także przez szyickie milicje i mimowolnie Kurdów z YPG (Powszechne Jednostki Ochrony). Rozpoczęcie zmasowanej ofensywy na Idlib jest kwestią dni, a może nawet godzin. To Moskwa rozdaje karty w Syrii i ma największy wpływ na Assada.

Rosyjskie bombardowania w syryjskiej prowincji Idlib są coraz bardziej intensywne. Źródło: hindustantimes.com

Ten temat na pewno będzie jednym z głównych w rozmowach Putin-Merkel. Dla Niemiec sytuacja w Syrii jest kluczowa z wielu powodów. Po pierwsze wielka ofensywa na północnym zachodzie Syrii wywoła nową falę uchodźców. A przy ostatnio napiętych relacjach Europy z Turcją, oraz fakcie, że Ankara naciska na powstrzymanie ofensywy, gdyż wspiera część walczących w tym regionie ugrupowań i obawia się wzmocnienia Kurdów, trudno spodziewać się, że Recep Tayyip Erdogan nie będzie grał kartą uchodźczą. I, tak jak w 2015 r. nie puści fali uchodźców (w tym wielu bojowników ugrupowań syryjskiej odnogi Al.-Kaidy i innych ekstremistów) przez terytorium Turcji do Europy. Idlib sąsiaduje bezpośrednio z turecką prowincją Hatay, a stamtąd droga na wybrzeże i greckie wyspy może być z łatwością otwarta przez tureckie służby.

Merkel będzie starała się przekonać Putina do spowolnienia, albo wręcz zaniechania ofensywy. Jednocześnie rosyjski prezydent dobrze wie, że Idlib jest ostatnią okazją, by szantażować Europę falą uchodźców i ugrać coś na odgrywaniu roli „obrońcy pokoju” na Bliskim Wschodzie. Po zawojowaniu większości terytorium Syrii przez siły kontrolowanego przez Rosję reżimu Assada, Moskwa straci możliwości uzasadniania fal uchodźców wojną i instrumenty ich kontrolowania. Pozostaną jej co najwyżej możliwości „sączenia” potoku uchodźców z Syrii i Libii, gdzie Rosjanie również starają się montować swoje wpływy. Tymczasem dla Putina możliwość grania sytuacją w Syrii jest świetnym narzędziem wpływu na Turcję, czy Niemcy. Dlatego rosyjskiemu prezydentowi tak się spieszy. A ma przecież o co grać.

Spokój za gaz

Dla Putina najbardziej paląca jest kwestia gazociągu bałtyckiego Nord Stream 2. Angela Merkel do tej pory występowała przeciw NS2. Zdarzało jej się jednak wysyłać dwuznaczne sygnały, a niemieckie spółki energetyczne BASF i E.ON. są przecież, wspólnie z rosyjskim Gazpromem i spółkami z Austrii, Holandii, Wielkiej Brytanii i Francji, udziałowcami konsorcjum budującego NS2. Opór przeciw gazociągowi stawia Polska (w tej sprawie walczy np. polski UOKiK), kraje nadbałtyckie i Dania.

Za pełną zgodą na NS2 od rządu w Berlinie lobbuje niemiecki biznes. Przedsiębiorcy u naszego zachodniego sąsiada w ogóle z nadzieją patrzą na Rosję. W ubiegłym roku, dzięki napędzonemu wzrostem cen ropy lekkiemu ożywieniu gospodarczemu w Rosji, Niemcy sprzedały tam o 20 proc. więcej towarów. Niemiecki eksport wzrósł do 26 mld. euro, a import (głównie surowców energetycznych) do 31 mld. euro.

To jednak wciąż daleko do poziomu sprzed wprowadzenia sankcji, kiedy obroty Niemiec i Rosji sięgały 80 mld. euro. Dla porównania: polsko-niemieckie obroty sięgają 100 mld. euro. Ale eksport do Rosji jest prostszy i często bardziej zyskowny, a sprzedawane tam towary nie muszą spełniać unijnych norm. Wyższe są również marże sprzedażowe. Putin będzie zapewne nęcił Angelę Merkel wizją otwarcia tego rynku i namawiał niemiecką kanclerz na zgodę na Nord Stream 2 i wypracowanie jakiejś mapy drogowej znoszenia sankcji. Kwestię sankcji powiąże z procesem pokojowym z Mińska w sprawie ukraińskiego Donbasu. Putin będzie zapewniał, że proces robi postępy i ta sprawa jest już zamknięta. Tyle, że Angela Merkel nie ufa Putinowi.

Kwestia zaufania

Angela Merkel nie jest dla Putina łatwym partnerem. Trzyma ster władzy w Berlinie od 13 lat. Tyle czasu boksuje się z Putinem. Przeszła długą drogę od „real politik” i nadziei na ucywilizowanie stosunków z Rosją, do ostrej konfrontacji po rosyjskiej agresji na Ukrainie. Musi się wprawdzie opierać potężnym lobbystom sprowadzenia relacji z Rosją do biznesu i przymykania oczu na agresywną politykę Putina. W Niemczech wciąż silna jest domagająca się złagodzenia kursu wobec Rosji koalicja wielkich korporacji, związków zawodowych przemysłu, części lewicy z SPD, populistów, ale i prawicy z sojuszniczej CSU i jej lidera, premiera Bawarii Horsta Seehofera.

W czasie spotkania w 2007r. Władimir Putin specjalnie przyprowadził swoją labradorkę Connie, wiedząc, że Angela Merkel boi się psów. Źródło: gordon.com.ua

Jednak kanclerz Merkel już kilka razy porządnie zawiodła się na Władimirze Putinie. Uważa, że rosyjski prezydent oszukał ją na Ukrainie. Merkel nie ufa mu i ów brak zaufania będzie najtrudniejszy do przezwyciężenia dla Putina. Niemiecka kanclerz w sprawie Nord Streamu już raz powiedziała, że zgoda musi być uzależniona od gwarancji, że gaz nadal będzie płynął przez Ukrainę istniejącymi tam magistralami. I jako gwarancje nie wystarczą obietnice Putina. Dla Rosjan to ogromny problem, bo stworzenie mechanizmów gwarancyjnych wymaga czasu, z także rozmów z Kijowem, który może je blokować.

W dodatku Merkel zyskała istotny argument by opóźniać rosyjskie plany: amerykańskie sankcje, które mogą uderzać w firmy zaangażowane w budowę NS2. Zasłaniając się amerykańskimi sankcjami niemiecka kanclerz może wetować projekt. A Putinowi się spieszy. Tym bardziej będzie niezadowolony, kiedy usłyszy, jak twierdzą media, od Merkel żądanie uwolnienia ukraińskiego reżysera Ołecha Sencowa. Jeśli rzeczywiście Angela Merkel powie Putinowi, by uwolnił Sencowa, rosyjski prezydent znajdzie się w pułapce. Będzie musiał wybierać: zachować twarz i nieustępliwość przed Rosjanami, czy ustąpić w imię interesów z Niemcami.

Michał Kacewicz/belsat.eu

Zobacz też
Komentarze