W Armenii rewolucjoniści wezmą pełnię władzy i odpowiedzialności


Nikol Paszynian przestaje być politykiem wiecowym, a bierze realną i pełną władzę. Źródło: time.mk

W niedzielę wybory w Armenii przypieczętują sukces Nikola Paszyniana. Nie będzie już mógł tłumaczyć się, że reformy blokuje poprzednia władza.

Wiosną Nikol Paszynian poprowadził na Erywań marsze przeciwników skorumpowanej władzy. Potem charyzmatyczny lider, wraz z gronem młodych rewolucjonistów, po tygodniach wielotysięcznych demonstracji doprowadził rządzącego Armenią od dwóch dekad Serża Sarkisjana i jego ekipę do odejścia. Rewolucja nie była jednak dopełniona, gdyż parlament kontrolowali ludzie poprzedniej władzy i blokowali reformy. Stąd przyspieszone wybory. I ogromne nadzieje. Według sondaży Gallupa w niedzielnych wyborach partia Paszyniana Sojusz Mój Krok (IKD) zdobędzie 68-69 proc. głosów. Ormianie wierzą, że od teraz ich los się poprawi i nastąpią fundamentalne zmiany w ich kraju. Z tym może być jednak trudno, bo nowa władza zderzy się z realiami: korupcją i trudną sytuacją międzynarodową Armenii.

Dopełnić rewolucję

Nikol Paszynian jest dumny, że stanął na czele najmłodszego rządu w historii świata. Sam ma 43 lata. A np. minister diaspory Mchitar Hajrapetian 28 lat. Średnia wieku pozostałych ministrów ledwo przekracza trzydziestkę. Tyle, że ten rząd od czasu zwycięstwa w wiosennej rewolucji niewiele mógł zrobić. Niemal każda reforma była skutecznie blokowana w parlamencie. Większość w nim miała Republikańska Partia Armenii Serża Sarkisjana (HHK). Dlatego lider rewolucji zdecydował się na zagranie va banque. Podał się do dymisji, by doprowadzić do przedterminowych wyborów, dopóki Ormianie zdecydowanie popierają rewolucję. Doskonale pokazały to sierpniowe wybory do rady Erywania. IKD zdobyła 81 proc. głosów! A przecież, w stolicy mieszka jedna trzecia mieszkańców Armenii. Paszynian mógł mieć dobry nastrój przed niedzielnymi wyborami.

Premier Armenii wezwał rewolucjonistów do obrony przedterminowych wyborów

– Gorszy będzie miał następnego dnia – mówi Manwel Sargsjan z Centrum Badań Strategicznych i Narodowych w Erywaniu i tłumaczy – Są rozbudzone gigantyczne oczekiwania, a rewolucja spowodowała, że politykę uprawia się na ulicy i to ulica wywiera presję na polityków.

Do tej pory to Paszynian walczył na ulicy. To on, w żmudnej kampanii jeździł po prowincji, od miasta do miasta i krytykując władzę, zbierał zwolenników. Choć tak naprawdę „uliczna” polityka ma w Armenii wieloletnią tradycję. W 2008 r. związany z odchodzącym obozem prezydent Robert Koczarian krwawo stłumił protesty przeciw wyborczym fałszerstwom. Później w Erywaniu wybuchały gwałtowne protesty przeciw wycince parku, czy podwyżkom cen energii. Utarło się, że kiedy Ormianie mieli problem, nie wierzyli w instytucje państwa, ani wybory, tylko wychodzili na ulice. Władza często ustępowała. Ustąpiła również pod presją rewolucji Paszyniana. Jej lider obiecał szybkie zmiany.

Z ulicy na salony

W historii Armenii żaden rząd nie miał takiego poparcia, jakie będzie miał nowy gabinet Nikola Paszyniana po niedzielnych wyborach. Popierają go Ormianie marzący o Armenii w NATO i UE. I ci, którzy widzą raczej silny sojusz z Rosją. Tych drugich jest wcale niemało. Armenia pozostaje pod wpływami Moskwy i w Rosji widzi obrończynię przed głównym wrogiem: Azerami. Poza tym niemal każdy Ormianin ma w rodzinie kogoś, kto mieszka i pracuje w Rosji. Choć niemało jest i rodzin z krewnymi na Zachodzie: w USA, czy Francji. Ale to nie polityka zagraniczna będzie dla Paszyniana największym problemem. Tę zresztą zaczął prowadzić bardzo ostrożnie.

W swoją pierwszą podróż zagraniczną jako premier, Nkol Paszynian udał się do Władimira Putina. Źródło: aif.ru

W swoją pierwszą, zagraniczną podróż udał się do Soczi i spotkał się w Władimirem Putinem. Dobrze wiedział, że w Moskwie przyglądają się rewolucji w Armenii z niepokojem. Ale nie tak dużym, jak innym „kolorowym” rewolucjom w krajach postowieckich. Wprawdzie z Kremla w czasie rewolucji rozdzwoniły się nerwowe telefony do ustępującego premiera Serża Sarkisjana, a do Erywania przeleciał szef wywiadu Siergiej Naryszkin. Jednak Rosjanie dobrze wiedzą, że Armenia nie ma na razie alternatywy dla sojuszu z nimi. Wie to sam Paszynian i uspokaja Putina jak może. Ale jest jedna rzecz, która wywołuje w Rosji nerwowe reakcje.

– Walka z korupcją i nepotyzmem to kluczowe hasło rewolucji, podobnie jak rozliczenie brudów władzy z przeszłości – mówi Manweł Sargsjan i dodaje – Tylko, że w czasie tego rozliczania na pewno pojawią się tropy rosyjskie.

Biznesowe powiązania ormiańskiej oligarchii i ludzi poprzedniego reżimu z Rosją są bowiem oczywiste. Tymczasem Paszynian w pierwszych miesiącach po rewolucji zaczął rozliczenia i aresztowania. Często pokazowe, by zademonstrować wolę reform. Ale wciąż zapowiada kolejne. Aresztowano m.in. byłego prezydenta Roberta Koczariana, oskarżanego o wydanie rozkazu krwawego stłumienia protestów w 2008 r. Jednak szybko został zwolniony decyzją Sądu Apelacyjnego w Erywaniu. Policja weszła do domów krewnych Serża Sarkisjana, oraz oligarchy Gagika Carukiana. Oczyszczanie Armenii z powiązań korupcyjnych wywoła zderzenie z rosyjskimi interesami, ale i z pewnością reakcję starych elit. W końcu to powiązana z poprzednią władzą oligarchia kontroluje gospodarkę. Na dwa dni przed wyborami Sąd Apelacyjny ponownie zdecydował o areszcie Roberta Koczariana, co jest mocnym sygnałem w stronę starej elity.

Dlatego Paszynian do tej pory był ostrożny. Próbował dogadywać się z tymi ze starej władzy, którzy nie mieli na sumieniu ciężkich grzechów. Np. stanowisko ministra obrony dał Dawitowi Tonojanowi, człowiekowi poprzedniej ekipy. Jednak po wyborach nie będzie miał już wytłumaczenia, że jest okres przejściowy. Paszynian będzie miał pełnię władzy i odpowiedzialności. Największym zagrożeniem dla niego staną się rozbudzone oczekiwania ulicy, by szybko nadeszły zmiany. I radykałowie z własnego obozu. Zresztą niektórzy liderzy niedawnej rewolucji już się organizują. Młodzi lewicowcy założyli np. partię „Wybór obywatela”, która zaczyna krytykować Paszyniana, że jest zbyt umiarkowany. A kiedy ambitne plany reform ugrzęzną i premier będzie musiał zawierać kompromisy, znowu przemówi ulica. A ta potrafi bardzo szybko zmieniać swoje sympatie.

Michał Kacewicz/belsat.eu

Zobacz też
Komentarze