Szyrokyne. Nadmorski kurort na linii frontu w piątym roku wojny


Trudno uwierzyć, że wojna na Ukrainie trwa już piąty rok, a pod półmilionowym Mariupolem wciąż słychać strzały. Właśnie mijają cztery lata od czasu, gdy ukraińscy żołnierze wypchnęli rosyjskich okupantów z nadmorskiej letniskowej miejscowości Szyrokyne. Od tego czasu wieś pozostaje opuszczona. Kiedy będą mogli do niej wrócić mieszkańcy?

Leżące na wschód od Mariupola Szyrokyne na przełomie 2014 i 2015 roku stało się przyczółkiem sił prorosyjskich. To właśnie stamtąd wyrzutnie Grad ostrzeliwały ukraiński Mariupol. W zbombardowanym osiedlu mieszkalnym Wostocznyj zginęło wtedy 29 osób, w tym dzieci.

Spalony parking w Mariupolu, na który spadły rakiety “separatystów”. Osiedle Wostocznyj, Mariupol, 16 stycznia 2015 roku. Zdjęcie: Julija Harkusza/belsat.eu

– Moje dzieci były wtedy w domu w Wostocznym, ewakuowaliśmy je już do Mariupola. A my z mężem mieszkaliśmy jeszcze w Szyrokynem i słuchaliśmy, jak rakiety lecą na miasto… Łączności z Wostocznym wtedy nie było. Stałam wtedy w swoim sklepie, a od wystrzałów spadały mi słoiki z półek. Naliczyłam ich około 80. Potem dodzwoniłam się do przyjaciółki, powiedziała mi: Natasza, tam wszystko w dymie – opowiada Natala Łohozynska, uciekinierka z Szyrokynego.

Mieszkanie z widokiem na “russkij mir”, granicę z Rosją i Szyrokyne, zniszczone przez rosyjskie Grady. Osiedle Wostocznyj, Mariupol, 16 stycznia 2015 roku. Zdjęcie: Julija Harkusza/belsat.eu

Dom nad morzem z widokiem na front

W tym momencie wieś Szyrokyne, w którym Natala miała dom, pracę i gospodarstwo, jest kompletnie zniszczona. Ale pozostali jego mieszkańcy, którzy w większości zamieszkali w pobliskim Mariupolu.

Natala z mężem Ołeksandrem. Szyrokyne, 2012 rok. Źródło: Facebook

Z Natalą spotykamy się w jej bistro, gdzie rozdawana jest dziś pomoc humanitarna. Szyrokyncy dostają standardowy zestaw – pudełko ze środkami higieny i drugie, z żywnością. Kawiarnia położona jest wśród bloków Wostocznego, osiedla oddalonego od centrum w kierunku linii demarkacyjnej.

Linia demarkacyjna jest zaznaczona na czerwono. Kliknij, by przybliżyć

– No i co, we wsi mieszkało półtora tysiąca ludzi. Prawie każdy się znał, jak to na wsi. Rozumie pani? Ja i z każdym się witam. Każda z tych babć, które miały ogródki, sady, teraz siedzi w czterech ścianach mieszkania. Żalą mi się, że chcą do domu, jakiegokolwiek, pokrzątać się trochę! I wszystkie narzędzia sadownicze zostawiły w domu. I tak, w pierwszy subbotnik zebrało się nad 40 osób. Łopaty i grabie przynieśli nam tutejsi mieszkańcy, za co poczęstowaliśmy ich kawą.

Swoją kawą, z jednego z trzech barów, które Natala otworzyła w przyfrontowym Mariupolu. Do pracy przyjęła jeszcze sześcioro uchodźców, sąsiadów z Szyrokynego.

– Był taki czas, że nie było i na chleb. A przed oczy podkładali programy grantowe dla przesiedleńców. Czytałam i niczego nie rozumiałam. Potem zobaczyłam ogłoszenie o warsztatach biznesowych. Poszłam i pierwszego dnia płakałam i brałam tabletki na ból głowy. Mąż i wszyscy bliscy mówili: to po co ci to, wrzuć je!

Ostatecznie Łohozynska dostała grant – pierwszy, ale nie ostatni. Pierwsza pomoc nie starczyła na pełnowartościowy interes, więc poszła po wsparcie do organizacji współpracy z ludnością cywilną SIMIC i Sił Zbrojnych Ukrainy. By pojechać do zrujnowanego Szyrokynego musiała napisać specjalną prośbę, wynająć busa bez kierowcy. W zniszczonym sklepie, w którym kiedyś pracowała Natala, znaleźli kilka lodówek przemysłowych i rozbitą witrynę.

Pani Natala, żołnierze i “uratowane” lodówki, 2016 rok

Nieszczęśliwy przypadek

4 listopada 2014 roku Szyrokyne po raz pierwszy zbombardowano, wspomina Natala. Rodzina była zmuszona się rozdzielić, najpierw do miasta wywieziono dzieci.

– A my wróciliśmy, mąż miał stolarnię i naprawiał silniki łodzi. A ja miałam tam sklepik. Do czasu ucieczki chociaż chleb ludziom przywoziliśmy.

Do tego mieli kurnik na paręset ptaków. Zdążyli przerobić je na konserwy mięsne, ale piwnica z zapasami znalazła się pod ruinami domu. 12 lutego 2015 uciekać musieli też dorośli. Na dom spadło 6 rakiet na raz.

– Wraz z mężem byliśmy w piwnicy. Wszystko nam zniszczyli, w ciągu jednego nalotu. Do piwnicy zabraliśmy też laptop i teczkę dokumentów. To straszne, bo w Szyrokynem w tym czasie w sanatoriach mieszkali uchodźcy z obwodu ługańskiego – mówi Natala.

Tak się złożyło, że właśnie 12 lutego kapelan wojskowy z Mariupola Albert Chomiak pomagał ewakuować resztę cywilów.

Kapelan Albert Chomiak na froncie. Źródło: Facebook

– Po raz pierwszy do Szyrokynego trafiłem 12 lutego 2015 roku. To był jeden z dni operacji wyzwalania wsi, “azowcy” [ochotnicy z batalionu Azow – belsat.eu] rozpoczęli natarcie na okupantów. My i misjonarze woziliśmy pomoc humanitarną, żywność, świece, bo nie było prądu… Gdy dojeżdżaliśmy do wsi, było takie straszne bombardowanie! Miotaliśmy się, bo pierwszy raz mieliśmy taką sytuację. Ostatecznie porzuciliśmy samochód i uratował nas żołnierz. Zaprowadził nas do piwnicy, w której ukrywało się jeszcze z dziesięciu cywilów. Rozdaliśmy tam pomocy tyle, ile mogliśmy. Ale w końcu okazało się, że przyjechaliśmy ewakuować ludzi. I tak wywoziliśmy ludzi cały dzień… Nie mamy co tam teraz robić. We wsi zostali tylko żołnierze, a warunki wjazdu zostały zaostrzone. Po zmianie zasad przebywania na linii frontu przestaliśmy jeździć do Szyrokynego – opowiada kapelan.

Kapelani na schodach zbombardowanej szkoły we wsi Szyrokyne. Źródło: Facebook

Uciekający przed wojną

Mariupol jest liderem wśród wszystkich miast Ukrainy pod względem przyjętych uchodźców wewnętrznych. Zgodnie z danymi z 14 lutego 2019 roku, zamieszkało tu 97 tysięcy uciekinierów. Wśród nich 24 tysięcy to osoby w wieku produkcyjnym, Na Ukrainie jest łącznie 1,5 miliona uchodźców wewnętrznych, jak nazywa się osoby, które przed wojną uciekły w inny region państwa.

Podczas aktywnej fazy walk w 2015 roku około tysiąca mieszkańców Szyrokynego przedarło się do Mariupola, twierdzi Tetiana Podobnaja, przewodnicząca stowarzyszenia jego mieszkańców. Od tego czasu w rodzinach uciekinierów w Mariupolu urodziło się 20 dzieci. Wśród uchodźców jest też około stu dzieci w wieku od 3 do 14 lat. Prawie wszyscy mieszkają w wynajętych mieszkaniach, a do tej pory tylko troje uzyskało mieszkania socjalne od państwa.

Zniszczony dom ze śladami po kulach we wsi Szyrokyne. Źródło: Facebook

Ukraina – lider świata pod względem zaminowania

Genewskie centrum do spraw pokojowego rozminowania Fondation Suisse de Déminage jest jedną z organizacji międzynarodowych, które pomagają Ukrainie pozbyć się min i niewybuchów. W lutym 2018 roku GICHD opublikowało raport, według którego Ukraina jest na pierwszym miejscu pod względem liczby cywilów, którzy ucierpieli od min przeciwpiechotnych i przeciwczołgowych. To europejskie państwo wyprzedziło nawet Afganistan i Syrię.

Rozminowanie obwodów donieckiego i ługańskiego nawet po zakończeniu wojny może trwać od 10 do 20 lat. Trudno też powiedzieć, ile to będzie kraj kosztować. Na przykład niewielka Chorwacja na rozminowanie swoich ziem po wojnie wydała 550 milionów dolarów.

Sajdik w Mińsku: Kwestia rozminowania Donbasu jest bezsporna

Według specjalistów z Genewy i Sztokholmu, w 2016 roku 20 proc. z wszystkich “minowych” incydentów miało miejsce na Ukrainie. Z kolei spośród wszystkich rannych i zabitych przez miny w tym roku – aż 24 proc. ucierpiało na Ukrainie.

W 2016 roku rozpoczął się etap nietechnicznego badania terenu. Zbiorcza mapa Ministerstwa Obrony Ukrainy, na której kolorowymi punktami zaznaczono miejsca zbadane przez organizacje międzynarodowe – znajduje się w wolnym dostępie na stronach Fondation Suisse de Déminage, Danish Demining Group, The Halo Trust. Statystyki przedstawione na mapie mówią, że do dziś sprawdzono 242 pola minowe w Donbasie. To prawie 29 tysięcy metrów kwadratowych i jest to jedynie część wyzwolonych spod okupacji terenów Ukrainy.

Szyrokyne nie jest zaznaczone na tej mapie. Tam wciąż co dnia słychać odgłosy wojny. Za wsią przechodzi linia frontu – tak zwane “zero”.

To jedyna miejscowość, do której nie wrócił żaden mieszkaniec. Domy i budowle, których nie zniszczyły pociski, niszczy czas. Cała wieś jest też zaminowana.

– Żołnierze zostawili dla siebie tylko jakieś uliczki dla komunikacji. A wiele domów jest zaminowanych jeszcze przez tamtą stronę – mówi kapelan Albert Chomiak. – Myślę, że przez najbliższych dziesięć lat ludzie tam nie wrócą. Gdybym miał to nazwać jednym słowem, to powiedziałbym “chaos”.

***

6 grudnia 2018 roku Rada Najwyższa Ukrainy przyjęła kilka ważnych projektów ustaw. Pierwszy – o bezpieczeństwie minowym strefy działań bojowych na wschodzie kraju, a dokładniej o działaniach przeciwminowych. Drugi – o strefie przybrzeżnej Ukrainy, który pozwala pogranicznikom ze straży wybrzeża otwierać ogień bez ostrzeżenia w razie odpierania ataku z morza.

Z kolei już 26 lutego 2019 roku prezydent Petro Poroszenko znów mówi o danych wywiadu mówiących o zagrożeniu wojną na pełną skalę. Na odcinku mariupolskim znów czuć napięcie, Federacja Rosyjska kieruje na granicę wyrzutnie Iskander, a wiadomości z frontu mówią o zabitych i rannych prawie każdego dnia. W ciągu tylko dwóch dni, 25 i 26 lutego zginął jeden ukraiński żołnierz, jeden trafił do niewoli, a czterech zostało rannych.

Iwan Isyk — torturowany i zabity w niewoli. Potomkowie Polaków giną za Ukrainę

Julija Harkusza-Hałko, pj/belsat.eu

Zobacz też
Komentarze