Strategia na przyszłość z przeszłością w tle

Piotr
Pogorzelski
dziennikarz Biełsatu, autor podcastu Po prostu Wschód

Andrzej Duda odwiedził Ukrainę pierwszy raz za nowej kadencji. Tym razem Warszawa nie stara się skupić na historii, a za to dużo mówi o gospodarce i infrastrukturze. Co nie znaczy, że przeszłość straciła całkowicie znaczenie.

Andrzej Duda przyleciał na Ukrainę jeszcze w niedzielę wieczorem i swoją wizytę rozpoczął od Bykowni, lasu pod Kijowem. Pochowano tam ofiary NKWD, w tym Polaków, a wśród nich oficerów z listy katyńskiej. To miejsce łączy Polaków i Ukraińców, którzy w latach ‘30 XX wieku byli prześladowani przez stalinowskie władze. Żal, że w tym miejscu zabrakło Wołodymyra Zełenskiego. Być może to jest właśnie ta wspólna historia obydwu narodów, o której też warto mówić głośno.

Próba załagodzenia dotychczasowych sporów

Poniedziałek i wtorek obydwaj prezydenci spędzili w Kijowie i w Odessie. W stolicy przyjęto wspólną deklarację, w której mowa jest, między innymi, o historycznych sporach. Znalazł się w niej ważny zapis, który jeżeli zostanie zrealizowany, rzeczywiście pozwoli na zakończenie raz na zawsze sporów o ekshumacje.

– Uznajemy za ważną potrzebę uczczenia pamięci niewinnych ofiar konfliktów i politycznych represji XX wieku. Podkreślamy potrzebę zapewnienia możliwości poszukiwań i ekshumacji tych ofiar, celem zadośćuczynienia ich pamięci oraz żyjącym jeszcze ich krewnym, a także potomkom, w duchu poszanowania prawdy historycznej – czytamy w dokumencie.

Chodzi tutaj, między innymi, o badania w dawnej Hucie Pieniackiej, gdzie do tej pory znajdują się szczątki polskich ofiar zbrodni z 28 lutego 1944 r., dokonanej przez ukraińskich żołnierzy z Dywizji SS „Galizien”, wspieranych przez UPA. Zginęło wówczas 850 Polaków.

Prezydenci Polski i Ukrainy z małżonkami, zdj.: prezydent.pl

Andrzej Duda i Wołodymyr Zełenski potępili także „zbrodnie przeciwko ludzkości, w tym również te popełnione na gruncie nienawiści” i wyrazili przekonanie, że „nie mogą one być w żaden sposób usprawiedliwione”. Czy oznacza to zakończenie sporów o interpretację rzezi wołyńskiej, którą niektórzy ukraińscy historycy starają się przedstawić nie jako ludobójstwo, a jako przejaw wojny polsko-ukraińskiej? Wątpię. Jest to jednak zapewne kolejna cegiełka, która pomoże zawiązać nić porozumienia między Warszawą a Kijowem i przestać się skupiać na przeszłości.

Na marginesie: wydaje się, że prezydentura Wołodymyra Zełenskiego jest znakomitą okazją, aby o historii rozmawiać spokojnie i bez nacjonalistycznego odchylenia, które można było częściowo zaobserwować za czasów Petra Poroszenki, opierającego się na elektoracie o takich poglądach. Nie oznacza to, że Kijów będzie całkowicie rezygnować z własnej polityki historycznej, ale nie jest ona obecnie tak istotna, jak dla poprzednika. Z jednej strony można to uznać, z punktu widzenia Warszawy, za dobry znak, z drugiej istnieje ryzyko regionalizacji polityki, co raczej nie będzie sprzyjać konsolidacji Ukrainy, a w niektórych częściach kraju wręcz będzie prowadziło do powrotu do radzieckiej wizji historii.

Wracając do wizyty Andrzeja Dudy na Ukrainie. W deklaracji znalazły się też słowa potępienia „aktów wandalizmu dokonywanych wobec polskich zabytków kultury i miejsc pamięci na Ukrainie, jak i wobec ukraińskich zabytków kultury i miejsc pamięci w Polsce”.

W tym kontekście należy wspomnieć o tym, że tuż przed wizytą Andrzeja Dudy na Ukrainie, pojawiła się informacja, że w Polsce na górze Monastyr odrestaurowano tablicę na grobie bojowników UPA, którzy zginęli w walce z NKWD w 1945 roku. Tablica została zniszczona jeszcze w 2015 roku przez wandalów. I mimo że samo jej odnowienie można uznać za krok życzliwy w stosunku do Kijowa, to jednak strona ukraińska, w tym prezydent Wołodymyr Zełenski zwróciła uwagę, że tablica znacznie różni się od tej, która była tam przed zniszczeniem i która była ustawiona w 2000 roku przez polską Radę Ochrony Pamięci Walk i Męczeństwa.

Duda w Odessie: kiedy Rosja napadła na Ukrainę, doszło do głębokiego złamania prawa międzynarodowego

Na pierwotnej widniał napis: “Polegli za wolność Ukrainy” oraz nazwiska zabitych. Teraz napisano: “Zbiorowa mogiła Ukraińców, którzy zginęli w walce z sowieckim NKWD w lasach monasterskich w nocy z 2 na 3 marca 1945 roku”. Ta zmiana spotkała się z krytyką części środowisk prawicowych na Ukrainie, na przykład byłego szefa IPN Wołodymyra Wiatrowycza i była też zaskoczeniem zapewne dla najwyższych władz. W czasie konferencji głos w tej sprawie zabrał sam prezydent Wołodymyr Zełenski, który raczej od spraw historycznych jest daleki.

Takich sporów może być więcej. Według ukraińskiego portalu “Historyczna Prawda”, w Polsce są 93 miejsca pamięci poświęcone wydarzeniom związanym z historią Ukrainy, czy Ukraińcami i które powstały po 1991 roku, a na Ukrainie jest 231 takich miejsc związanych z Polakami.

Przyjęta deklaracja dotyczy też kwestii mniejszości narodowych w obu krajach, w tym edukacji. Tutaj można przypomnieć kwestię ustawy oświatowej.

– Zasady funkcjonowania szkół mniejszości polskiej na Ukrainie i szkół mniejszości ukraińskiej w Polsce zostaną rozstrzygnięte umową pomiędzy naszymi rządami w odrębnym trybie – czytamy w oświadczeniu.

To bardzo istotny zapis ze względu na reformę oświatową na Ukrainie, która znacznie ogranicza nauczanie w językach mniejszości narodowych. O ile jednak Węgry postanowiły działać ostro blokując spotkania NATO – Ukraina, o tyle Warszawa działa tutaj dyskretnie stawiając na spokojne rozmowy z Kijowem.

Nie samą historią stosunki polsko – ukraińskie stoją

Ale oczywiście wizyta nie dotyczyła tylko historii. Można odnieść wrażenie, że władze w Warszawie postanowiły ruszyć stosunki polsko-ukraińskie z miejsca i nie ograniczać się do przeszłości i powtarzania mantry o strategicznych stosunkach i Polsce jako adwokacie Ukrainy w Europie.

Andrzej Duda zwracał uwagę na ogromne znaczenie infrastruktury we współpracy Kijowa i Warszawy. Trudno nie zgodzić się, że dwa graniczące ze sobą państwa leżące nad dwoma ważnymi morzami: Bałtyckim i Czarnym, powinny ze sobą współpracować. A do tego, jak zauważył polski prezydent, konieczna jest infrastruktura: drogi, mosty, przejścia graniczne, linie kolejowe, czy porty.

Wiele uwagi poświęcono tym ostatnim. Prezydent mówił na przykład o połączeniu korytarzem transportowym portów w Odessie i w Gdańsku. Władze Portu w Gdańsku podpisały we wtorek list intencyjny z Administracją Morskich Portów Ukrainy dotyczący wzajemnej współpracy.

– Projekt ten ma duży potencjał rozwojowy – ocenił Andrzej Duda.

Gdańsk będzie współpracował z portami na Ukrainie

Prezydent Wołodymyr Zełenski namawiał z kolei polskich biznesmenów do inwestowania na Ukrainie.

– Każde forum zaczynam od nawoływania do wspólnego inwestowania w Ukrainę, to właściwy moment i korzystne dla przedsiębiorców i obu państw warunki – mówił.

W 2019 roku obroty handlowe między Polską i Ukrainą osiągnęły wartość blisko 7,7 mld euro i zapewne w tym roku by wzrosły, gdyby nie epidemia koronawirusa.

Nie ma wątpliwości, że Wołodymyr Zełenski robi to, co każdy prezydent Ukrainy robił i robić będzie. Biznes potrzebuje jednak konkretnych rozwiązań, nawet nie ułatwień, a jasnych zasad podatkowych, przejrzystych przepisów i uczciwych sądów. A tego na Ukrainie nadal brakuje. Mimo tych mankamentów, według danych przedstawionych przez ukraińskiego prezydenta, polski biznes zainwestował na Ukrainie 800 milionów dolarów.

Zwrócił on także uwagę, że “ważne, żeby prezydent i przedstawiciele rządu działali na rzecz prawdziwej i szeroko zakrojonej promocji ukraińskiego biznesu w Polsce”.

W Polsce działa ponad 13 tys. firm, w których przynajmniej jeden z właścicieli jest obywatelem ukraińskim lub ukraińską osobą prawną. Tu zatem nie są potrzebne specjalne zachęty, bo ukraińscy przedsiębiorcy chętnie u nas inwestują wiedząc, że nie spotkają się z korupcją, czy samowolą organów ścigania, jak w swoim ojczystym kraju.

„Anna Walentynowicz spaja przyjaźń polsko-ukraińską”. Prezydent Duda odsłonił pomnik w Kijowie

Oczywiście nie można odmówić Kijowowi, że podejmuje pewne działania mające na celu walkę z korupcją, często pod naciskiem społeczności międzynarodowej. Wystarczy wspomnieć niedawny szczyt Ukraina-UE, gdzie Wołodymyr Zełenski usłyszał dużo wątpliwości dotyczących prób wpłynięcia przez władze na instytucje powołane do walki z korupcją. Wspólnota pogroziła tutaj wstrzymaniem pomocy makroekonomicznej, co otrzeźwiło trochę Kijów.

Wołodymyr Zełenski wciąż się waha między trójkątem składającym się z grup wpływu, wynikami sondaży oraz oczekiwaniami Zachodu. Czasem kołdrę przyciągają oligarchowie, dla których pozostawienie schematów korupcyjnych jest gwarancją ich dochodów. Jak mówi się na Ukrainie, “w mętnej wodzie i ryba lepiej bierze”. Skorumpowane sądownictwo gwarantuje nie tylko sukces ewentualnych sporów sądowych z zachodnimi inwestorami, mniej obeznanymi w miejscowych schematach, ale też samo w sobie działa dla nich jak odstraszacz.

Z drugiej strony, walka z korupcją daje prezydentowi plusy w sondażach i w kontaktach z Zachodem. Zbyt duże przeciąganie kołdry na tę stronę, budzi jednak sprzeciw oligarchów, którzy mogą wykorzystać swoje media do “zniszczenia” prezydenta bądź też przestać wspierać partię rządzącą, jak robi to, według nieoficjalnych informacji, Rinat Achmetow.

Ukraina zaprasza białoruskich specjalistów. Władze w Mińsku protestują

Niemniej jednak na Ukrainie nieznacznie polepsza się klimat inwestycyjny. W zeszłym roku w rankingu Doing Business przygotowywanym przez Bank Światowy, Ukraina zajęła 64. miejsce. O 7 punktów lepsze niż rok wcześniej. I choć można to uznać za sukces, to i tak jej klimat inwestycyjny jest oceniany gorzej niż Rosji, Białorusi, Kazachstanu, czy Mołdawii.

W czasie wizyty mówiono także o współpracy energetycznej, a PGNiG wyraził chęć wzięcia udziału w prywatyzacji na Ukrainie podpisując z ukraińskim Funduszem Mienia Państwowego umowę o zachowaniu poufności.

Na granicy bez zmian

Prezydenci mówili także o stanie przejść granicznych. Każdy, kto choć raz jechał autobusem albo samochodem na Ukrainę wie, że na granicy można czasem czekać 10 godzin. Nie mówiąc już o kierowcach TIRów, których czas oczekiwania często liczy się w dobach, a nie w godzinach.

– Musimy zrobić wszystko, co możliwe, by linia granicy nie dzieliła naszych krajów, a przeciwnie – łączyła nasze państwa – mówił Wołodymyr Zełenski.

Zaznaczył przy tym, że należy rozwijać infrastrukturę na wspólnej granicy, zwiększać jej możliwości przepustowe i wspólnie przeciwdziałać przemytowi. To jednak kuleje.

Prezydent Andrzej Duda wspomniał z kolei we wspólnym wywiadzie z Wołodymyrem Zełenskim dla TVP i Ukraina 24, że w Polsce trwa budowa dróg szybkiego ruchu do granicy z Ukrainą. Taka modernizacja jest prowadzona, między innymi, w Chełmie, gdzie obecnie sytuacja w niektórych miejscach jest po prostu tragiczna. Są też odcinki po stronie ukraińskiej, nie można bowiem mówić o całej infrastrukturze drogowej, które wołają o pomstę do nieba. To, między innymi, dojazd do przejścia Budomierz-Hruszów od strony ukraińskiej, który jest chyba na pierwszym miejscu na liście najgorszych dróg prowadzących do granicy i na pewno w czołówce najgorszych dróg Ukrainy.

Kijów i Londyn podpisują umowę o partnerstwie strategicznym

Jeszcze w 2015 roku Polska nadała Kijowowi kredyt w wysokości 100 milionów euro na modernizację infrastruktury przygranicznej (68 mln na drogi, 25 mln na przebudowę samych przejść granicznych, 7 mln na infrastrukturę Straży Granicznej), ale dotąd te pieniądze nie zostały wykorzystane, ponieważ Rada Najwyższa nie jest w stanie uchwalić odpowiedniej ustawy dotyczącej rozliczeń podatku VAT.

Stan dróg jest jedną z przyczyn kolejek na granicy Polski i Ukrainy, ponieważ wiele osób rezygnuje ze skorzystania z mniejszych przejść, nie chcąc zniszczyć samochodu. Przy czym przekraczanie granicy na przejściu Budomierz-Hruszów należy do bardzo przyjemnych, nie ma tam bałaganu, kolejek i innych tego typu wątpliwych “niespodzianek”, które można napotkać innych przejściach, jak Dorohusk- Jagodzin, czy Hrebenne-Rawa Ruska.

Dzień Obrońcy Ukrainy: 60 proc. obywateli twierdzi, że walczyłoby za ojczyznę z bronią w ręku

Dzięki pieniądzom z polskiego kredytu w tym ostatnim miejscu pojawiłoby się przejście piesze (drugie na granicy Polski i Ukrainy, po Medyce-Szeginiach), a w Krakowcu dodatkowy pas dla autobusów i samochodów osobowych.

Cały czas zawieszona pozostaje sprawa wspólnych odpraw. Mówiło się o nich jeszcze przed Euro 2012 i wówczas na pewien okres udało się je wprowadzić. Później jednak proces zamarł.

W tej sytuacji nie dziwi uwaga Andrzeja Dudy, że rozwój infrastruktury generuje rozwój biznesu, a Polska z dostępem do Morza Bałtyckiego i Ukraina z dostępem do Morza Czarnego, „aż prosi się” o współpracę infrastrukturalną. „I ta współpraca właśnie się dokonuje” – wskazał. Jak widać jednak dokonuje się bardzo bardzo wolno, i to chyba nie ze względu na opieszałość strony polskiej.

Ukraina jest gotowa dołączyć do unijnych sankcji wobec Białorusi

W czasie wizyty padły oczywiście zapewnienia o strategicznym partnerstwie, wsparciu w drodze do UE i NATO. Trzeba jednak zwrócić uwagę, że kwestie historyczne, czy szkolnictwa zostały postawione na inny tor (ale nie na boczny) niż sprawy gospodarcze, wojskowe, czy polityki międzynarodowej. O ile wcześniej ruch na torze historycznym spowalniał ruch na innych torach, o tyle teraz wydaje się, że Warszawa rozpoczęła mocne przyspieszenie na kierunku gospodarczym. Jeżeli słowa, które padły w czasie wizyty, nie pozostaną jedynie deklaracjami, będzie można mówić o sukcesie i o tym, że stosunki polsko-ukraińskie nabiorą wreszcie treści. Słów padło dotąd tak wiele, że czas przejść do czynów.

Piotr Pogorzelski/belsat.eu

Inne teksty autora w dziale Opinie.

 

Redakcja może nie podzielać opinii autora.

Więcej materiałów