Start kampanii wyborczej na Ukrainie


Na Ukrainie wciąż panuje ogromny entuzjazm i oczekiwanie, że Zełenski zmieni kraj. Źródło: Forum/Credit Image: © Str/NurPhoto via ZUMA Press

To będzie jedna z krótszych i intensywniejszych kampanii wyborczych w historii Ukrainy. Jej stawką jest, czy partia Wołodymyra Zełenskiego zdobędzie więcej niż połowę głosów i będzie samodzielnie rządzić.

Wczoraj Wołodymyr Zełenski pojechał do siedziby ukraińskiego Sądu Konstytucyjnego. Prezydent podkreślał, że nie wzywał sędziów do siebie, jak robili to jego poprzednicy, ale sam wybrał się do nich. Sąd ocenia zgodność z konstytucją prezydenckiej decyzji o rozwiązaniu Rady Najwyższej (parlamentu) i wyznaczeniu na 21 lipca przedterminowych wyborów.

Zełenskiemu bardzo zależy na tym, żeby nie wchodzić w spór konstytucyjny i nie zaczynać prezydentury od łamania prawa. Dlatego przekonywał sędziów, że miał prawo rozwiązać parlament, gdyż faktycznie od 2016 r. nie istniała koalicja rządząca. Wczoraj po południu sąd udał się na zamknięte posiedzenie. Ma czas do 29 czerwca na wydanie orzeczenia. Chociaż sąd jeszcze nie zdecydował, czy wybory są legalne, kampania wyborcza toczy się pełną parą.

Słudzy narodu

Zjazd partii Sługa Narodu odbył się w ogrodzie botanicznym Hryszka (to popularna nazwa parku im. N.Hryszki) w Kijowie. Niektórzy kandydaci na deputowanych przyjechali na elektrycznych hulajnogach, inni podjechali modną, ekologiczną, ale i bardzo drogą Teslą. Miało być eko i nowocześnie.Barwy partii są zielone.

Sługa Narodu próbuje w ten sposób wpisać się w ekologiczne trendy. Nie tylko z uwagi na pogodę, ale i styl, większość polityków była „na luzie”: w koszulach z podwiniętymi rękawami i bez krawatów. Jak i sam Wołodymyr Zełenski. Prezydent zagrzewał swoją drużynę do walki.

– Jesteśmy świadomi, że nie zostało nam już czasu, by wszystkich sprawdzić, możliwe, że komuś niewłaściwemu uda się nas oszukać i trafić na listy, ale my dobrze wiemy, że obywatele i uczciwi dziennikarze wskażą nam błędy i je naprawimy – głosił ze sceny konwencji Zełenski, cytowany przez lb.ua.

W ten sposób nawiązywał do podejrzeń, że partia powstaje na chybcika, a kandydaci na deputowanych są brani niemal z łapanki. Jeszcze tydzień temu istniała bowiem jedynie na papierze.

– Będziemy organizować otwarte konkursy internetowe na kandydatów na deputowanych – mówił w rozmowie z Belsat.eu Nikita Poturajew, jeden z doradców Zełenskiego.

Niby na oficjalnej stronie ugrupowania każdy może zgłosić swoją kandydaturę na deputowanego. Jednak faktycznie na castingi nie ma czasu. Listę otwiera lider Sługi Narodu, niedawny szef sztabu wyborczego Zełenskiego, Dmytro Razumkow. Na wysokim, dziesiątym miejscu na liście znalazł się np. Żan Bełeniuk, czarnoskóry zapaśnik z kadry Ukrainy. W pierwszej dwudziestce „lokomotyw” listy Sługi Narodu dominują jednak albo ludzie ze studia filmowego „Kwartał” Wołodymyra Zełenskiego, albo eksperci doradzający mu w czasie kampanii prezydenckiej.

W ujawnionej wczoraj pierwszej setce kandydatów są sportowcy, biznesmeni i aktywiści. Ale, żeby zapełnić listy, oraz startować w okręgach jednomandatowych Sługa Narodu będzie potrzebował więcej „sług”. Ci prawdopodobnie wezmą się z rekomendacji. Częściowo przyprowadzą ich politycy wcześniej pracujący dla oligarchy Ihora Kołomojskiego, a niekiedy aktywiści z czasów kampanii prezydenckiej. Zełenski tak naprawdę potrzebuje teraz „szabel”, czyli deputowanych. Bo w to, że będzie miał niemal połowę głosów w nowym parlamencie nie wątpi już chyba nikt.

Ci za peletonem

Według sondażu KMIS (Kijowski Międzynarodowy Instytut Socjologii) z 7 czerwca partia Sługa Narodu zdobędzie 48,5 proc. głosów. Badanie to przeprowadzono na zdecydowanych wyborcach. Na drugim miejscu z ponad 11 proc. jest Platforma Opozycyjna (czyli twór złożony przeważnie z prorosyjskich polityków dawnej Partii Regionów Wiktora Janukowycza). Dawny Blok Petra Poroszenki, znany teraz jako Europejska Solidarność, znalazł się dopiero na trzecim miejscu ledwo przekraczając 8 proc. A to i tak lepiej, niż Batkiwszczyna (Ojczyzna) Julii Tymoszenko z 7,8 proc.

Petro Poroszenko stanął na czele nowej partii Europejska Solidarność i będzie walczył o kilkuprocentowy elektorat. Źródło: Forum/ Pyotr Sivkov/TASS

Pozostałe ugrupowania to w zasadzie plankton, który mógłby decydować o kształcie przyszłej władzy jedynie przy dużym rozdrobnieniu sceny politycznej. Tymczasem lipcowe wybory najpewniej potwierdzą hegemonię Sługi Narodu. Partia Zełenskiego może śmiało kusić się o samodzielne rządy. Bo bardzo prawdopodobne jest, że nie będzie potrzebowała koalicjanta w postaci ugrupowania Julii Tymoszenko.

– Zagadką pozostaje, jak zakończy się rywalizacja w jednomandatowych okręgach, bo tam partie opozycyjne mają większe szanse, ale z drugiej strony Sługa Narodu idzie z wiatrem, a Ukraińcy ufają Zełenskiemu i chcą mu dać silniejszy mandat do zmian – mówi belsat.eu Wołodymyr Fesenko.

Petro Poroszenko i inni pozostający w opozycji politycy rozumieją to. Wiedzą, że w tak krótkim okresie przedwyborczym Zełenski nie popełni wielu błędów, które obniżą jego popularność. Przeciwnie, będzie zyskiwał aplauz głośnymi dymisjami i „czyszczeniem” starego układu. Wczoraj np. zaproponował zwolnienie prokuratora generalnego Jurija Łucenki.

Poroszenko swoją szansę upatruje jedynie w konsolidacji elektoratu patriotycznego, przekonanego, że Zełenski służy interesom Rosji. Przy obecnej euforii Słudzy Narodu i tak zawojują parlament. A później? Doświadczony Poroszenko dobrze wie, że później zaczną się problemy i zużywanie się w trybach ukraińskiej polityki.

Michał Kacewicz/belsat.eu

Zobacz też
Komentarze