Rozdając paszporty w Donbasie Rosja może zamrozić konflikt na lata


Zdj. Forum/REUTERS/Maxim Shemetov

Rosyjskie obywatelstwo dla mieszkańców separatystycznego Donbasu to sposób Moskwy na wydłużanie i skomplikowanie konfliktu. I pierwsze poważne wyzwanie dla nowego prezydenta Wołodymyra Zełenskiego.

Wczoraj Władimir Putin podpisał rozporządzenie o wprowadzeniu uproszczonej procedury nadawania rosyjskiego obywatelstwa mieszkańcom okupowanych przez prorosyjskich separatystów terytoriów ukraińskiego Donbasu. Niemal równocześnie mieszkańcy Doniecka i Ługańska mogli zacząć składać wnioski w nowo otwartym centrum paszportowym w Rostowie nad Donem. Oznacza to, że rosyjska operacja była od dawna przygotowana. A jej start celowo został zaplanowany tuż po wyborach prezydenckich na Ukrainie.

Celem operacji jest bowiem dociśnięcie nowego prezydenta-elekta Wołodymyra Zełenskiego zanim jeszcze ten zacznie rozmawiać o rozwiązaniu problemu Donbasu. Zgodnie ze starą, rosyjską praktyką zanim rozpoczną się negocjacje, Moskwa utwardza stanowisko i metodą faktów dokonanych stawia adwersarza w trudnym położeniu.

Humanitarne paszporty?

Paszporty z dwugłowym orłem były masowo rozdawane mieszkańcom postsowieckich republik Azji Centralnej (najwięcej w Kazachstanie). Wystarczało jedynie udowodnić swoje rosyjskie korzenie. Podobną praktykę, tym razem nie dla Rosjan, stosowano w separatystycznej Abchazji i Osetii Płd. W obu przypadkach rosyjskie paszporty u Abchazów i Osetyjczyków tłumaczono tym, że bez nich mieszkańcy nieuznawanych nigdzie republik nie mogą swobodnie podróżować. Ale rosyjskie obywatelstwo stało się przede wszystkim środkiem nacisku na Gruzję.

Również w separatystycznym Naddniestrzu Rosja z ochotą rozdawała swoje paszporty. W rosyjskim konsulacie w Tyraspolu działa specjalny punkt przyjmujący wnioski o obywatelstwo. Rosyjskie paszporty posiada już ponad 230 tys. mieszkańców półmilionowego Naddniestrza.

Politykę wzmacniania swoich wpływów i obecności Moskwa za pomocą paszportów Moskwa prowadziła na Krymie. I to już dekadę temu. Mieszkańcy ukraińskiego Krymu w prostszy sposób niż np. imigranci ekonomiczni, uzyskiwali rosyjskie obywatelstwo. W 2014 r., kiedy Rosja przejmowała Krym, ujawniły się tysiące mieszkańców, formalnie obywateli Federacji Rosyjskiej. Na Krymie rosyjskie dokumenty wydawane były po kryjomu. W czasach rządów najbardziej tolerancyjnego wobec moskiewskich operacji Wiktora Janukowycza mówiło się o nawet 60 tys. wydanych paszportach.

W przypadku Donbasu Rosja gra w otwarte karty. Oficjalnie mówi, że chce mieszkańców wyrwanej Kijowowi części Ukrainy przytulić i dać swoje obywatelstwo, bo Rosji potrzeba ludzi do pracy. Władimir Putin porównał natomiast rozdawanie rosyjskich paszportów do wydawania… Karty Polaka.

– Jestem daleki od tego, by kogoś prowokować, kwestia ta ma charakter humanitarny – oświadczył Władimir Putin.

Putin porównał rosyjskie paszporty dla Donbasu z Kartą Polaka.

Odniósł się w ten sposób do oceny amerykańskiego Departamentu Stanu, który nazwał akcję paszportową prowokacją szkodliwą dla porozumień pokojowych z Mińska. W rzeczywistości operacja paszportowa nie jest ani humanitarna, ani prowokująca. Jest za to wielką operacją przebudowy polityki wobec Donbasu i Ukrainy.

Zamrożony Donbas

Nowo wybrany prezydent Ukrainy w czasie kampanii obiecywał, że rozwiąże problem Donbasu i szybko zakończy wojnę. Iwan Bakanow, jeden z kluczowych doradców Zełenskiego, jak opisuje brytyjski The Guardian, w ostatnich tygodniach podróżował do USA i rozmawiał z amerykańską administracją o Donbasie. Bakanow jednocześnie zapewniał, że z separatystami z Doniecka i Ługańska trzeba rozmawiać.

Teraz jednak Putin mocno komplikuje krajobraz dyplomatycznej układanki. Jeśli w najbliższych miesiącach znacząca część mieszkańców Donbasu zostanie obywatelami Rosji, Kijów będzie miał ogromny problem. A Moskwa zyska bardzo mocną kartę przetargową.

– Jest to związane z tym, że rosyjskie prawo pozwala używać sił zbrojnych dla obrony obywateli rosyjskich poza granicami Rosji – tłumaczy w oficjalnym komunikacie Ołeksandr Turczynow, sekretarz Rady Bezpieczeństwa i Obrony przy prezydencie Petrze Poroszence.

Formalnie Rosja miałaby rozwiązane ręce dla interwencji i nie musiała bawić się w ukrywanie swojej obecności wojskowej na Donbasie. Np. w przypadku łatwego do sprowokowania ostrzału na linii frontu, kiedy pod ogień ukraińskiej artylerii dostałoby się osiedle zamieszkane przez rosyjskich obywateli.

– Działania Rosji to nowy etap wojny hybrydowej przeciw Ukrainie – oświadczyła z kolei Iwanna Klimpusz-Cincadze, ukraińska wicepremier i minister ds. integracji europejskiej.

W rzeczywistości rozdając paszporty Rosja gra na zamrożenie konfliktu. Buduje sobie możliwość szybkiej interwencji zbrojnej w obronie swoich obywateli, co w obecnych warunkach oznaczać może długotrwałe utrzymanie aktualnego status-quo. Czyli w miarę spokojnej linii frontu i żmudnych negocjacji dyplomatycznych. Tak było przecież w Abchazji, czy Osetii Płd., gdzie konflikty pozostają nierozwiązane do dziś.

Oczywiście zagadką pozostaje, jak do problemu podejdzie Wołodymyr Zełenski. Rosyjskie zagranie z paszportami może go pozbawić złudzeń co do intencji Putina i zmusić do współpracy z Zachodem. Ale równie dobrze Zełenski chcąc odnieść szybki i spektakularny sukces może zgodzić się na rosyjskie warunki. Czyli odzyskanie Donbasu, ale jako daleko posuniętej autonomii w ramach Ukrainy. Z własnymi władzami, i masą rosyjskich obywateli, oraz możliwością interwencji Moskwy w każdej chwili. A to byłoby dla Ukrainy znacznie gorsze niż zachowanie obecnej linii frontu.

Ukraina i Zachód przeciwne wydawaniu przez Rosję paszportów mieszkańcom Donbasu

Michał Kacewicz/belsat.eu

Zobacz też
Komentarze