Przed niedzielnymi wyborami w Mołdawii robi się gorąco

Nadchodzące wybory nie przyniosą wielkiej zmiany i jeszcze bardzie spolaryzują i tak już skłóconych Mołdawian. Ale na scenę wreszcie wejdzie młoda opozycja spoza układów.

O tym, jak bardzo wrze walka polityczna przed wyborami parlamentarnymi 24 lutego w Mołdawii świadczy awantura o otrucie opozycjonistów. Liderzy opozycyjnego bloku ACUM (czyli „Teraz”): Maia Sandu i Andrei Nastase, oskarżyli dziś władze, że ich otruły. Opozycjoniści twierdzą, że ostatnio czuli się źle, a po badaniach lekarskich okazało się, że w ich organizmach znajdowała się niebezpiecznie wysoka dawka rtęci.

Otruć ich mieli ludzie z rządzącej Partii Demokratycznej (PDM). Ci odrzucają oskarżenia i twierdzą, że to opozycja zatruwa życie polityczne Moładawii. W rzeczywistości mołdawska polityka od dawna zatruta jest przez dziwną symbiozę partii władzy PDM i niby-opozycyjnej Partii Socjalistów (PSRM).

W niedzielnych wyborach najwięcej głosów otrzymają najprawdopodobniej socjaliści. Są prorosyjscy i opozycyjni. Druga może być partia władzy PDM wraz z przybudówkami lub ACUM. PDM jest za integracją z UE i współpracą z Zachodem. Ale różnice programowe nie mają tak dużego znaczenia. Rządząca PDM i prąca do władzy, niby opozycyjna PSRM w rzeczywistości są sobie bliskie i niewykluczone, że po wyborach dojdą do porozumienia i razem stworzą rząd.

Kartel władzy

Za PDM stoi znienawidzony w Mołdawii oligarcha Vladimir Plahotniuc. Oskarżany już o wyprowadzenie w 2014 r. z budżetu miliarda dolarów (ok. 15 proc. PKB Mołdawii), uznawany za najbogatszego Mołdawianina i posiadający udziały w każdym ważniejszym biznesie w kraju. Plahotniuc ma pieniądze i rządzącą partię PDM. Gdy tylko może, partia pokazuje unijne gwiazdki i chwali się, że wprowadza Mołdawię do Europy.

W proeuropejski wizerunek partii oligarchy najwyraźniej wierzą Europa i USA, skoro nie wtrącały się w mołdawskie sprawy i regularnie udzielały rządowi PDM poparcia. Bruksela zaczęła jednak naciskać na mołdawskie władze, gdy te przekroczyły cienką linię i zaczęły naruszać zasady demokracji.

Kiedy rok temu władze odwoływały w sposób niedemokratyczny legalnie wybranego na mera Kiszyniowa Andreia Nastase (obecnie jeden z liderów opozycji), UE zamroziła transzę 100 mln. euro pomocy dla Mołdawii. Rząd Pavla Filipa z PDM wiele mówi o integracji z UE, ale reformy wdraża bardzo powoli i sabotuje je zwłaszcza tam, gdzie wchodzą w kolizję z interesami Plahotniuca. Zachód mimo wszystko popiera Mołdawię, bo nie za bardzo ma alternatywę.

Prezydent Igor Dodon miał odmienić Mołdawię, ale sprzyja oligarchom. Źródło: Forum/Vadim Denisov/TASS

W opozycji wobec partii oligarchicznej stoją bowiem socjaliści z PSRM i prezydent Igor Dodon, którzy nie ukrywają prokremlowskich poglądów. Mimo, że patrząc na program i wyrażane w mediach poglądy, polityków PDM i ludzi Dodona różni wszystko, doskonale ze sobą współpracują. Formalnie straszą się sobą wzajemnie. Plahotniuc mówi, że Dodon ciągnie Mołdawię do rosyjskiej strefy wpływów i opóźnia marsz do Europy. Powiązane z oligarchą media przed wyborami szczególnie straszyły agentami rosyjskich wpływów.

Z kolei Dodon uważa, że rządząca jeszcze PDM jest ekspozyturą wpływów amerykańskich oraz rumuńskiego nacjonalizmu i bezpieczniej trzymać się pośrodku i współpracować z Moskwą. Argumentuje też, że w Rosji nadal pracuje wielu Mołdawian i to ważny rynek zbytu np. dla mołdawskiej produkcji rolnej. Jednocześnie rząd demokratów i socjalistyczny prezydent bez problemów współpracują i wspierają się w ważnych sprawach.

W ostatnich latach ten właśnie podział i specyficzny kartel demokratów i socjalistów dominował na mołdawskiej scenie politycznej. I wiele na to wskazuje, że po niedzielnych wyborach kartel zachowa władzę. Ale nie taką jednoznaczną, jak do niedawna. Monopol PDM-PSRM narusza bowiem nowa, młoda opozycja nie związana ze starym układem.

Idą nowi

Młodej opozycji z bloku ACUM trudno było przebić się w kampanii wyborczej. Była on bowiem festiwalem populistycznych obietnic władzy. Rząd obiecał dodatki dla dzieci, darmowe leki. Kupował nowe autobusy w Kiszyniowie, a nawet zbudował lodowisko w centrum stolicy. W mediach królował „czarny PR” i ataki na polityków opozycji, a także próby przekupstwa i zastraszanie przeciwników politycznych. Brudna kampania toczyła się w internecie. W ostatnich dniach Facebook zablokował ponad 200 kont, które uznał za szerzące nieuczciwą propagandę wyborczą i dezinformację na rzecz partii władzy.

Opozycja również prowadziła ostrą kampanię w internecie, wyciągając władzy korupcję i defraudacje unijnych środków. I właśnie hasła walki z korupcją najbardziej przemawiają do Mołdawian.

Maia Sandu, była minister edukacji stała się gwiazdą młodej opozycji. Źródło: Forum/REUTERS/Gleb Garanich

Jak bardzo Mołdawia oczekuje nowych polityków, a przede wszystkim nowej jakości w polityce, pokazały protesty antykorupcyjne z 2016 r. i te, w obronie odwołanego mera Kiszyniowa. Opozycyjny blok ACUM jest słabszy od rządzącej partii i socjalistów. Nie ma pieniędzy, struktur w terenie, ani wsparcia mediów. Tworzą go jednak ludzie młodzi i zaangażowani. Na czele stanęli popularni politycy nawołujący do walki z korupcją i oligarchią.

Mimo tych słabości, według ostatnich sondaży ACUM może liczyć na 17-20 proc. poparcie, a nawet drugie miejsce w parlamencie i wyprzedzenie PDM. Nie znaczy to, że opozycja będzie rządzić, gdyż PDM i tak dogada się z socjalistami. Ale dla młodej partii to bardzo ważny start i okazja na zbudowanie realnej opozycji wobec rządzącego kartelu.

Mołdawia nie wpuściła rosyjskich dziennikarzy. Prorosyjski prezydent protestuje

Michał Kacewicz/belsat.eu

Zobacz też